Nowy Prezes Zarządu w Polskim Rejestrze Statków

7 czerwca, Rada Nadzorcza Polskiego Rejestru Statków S.A. (PRS) powołała Grzegorza Pettke na stanowisko Prezesa Zarządu.

Nowy Prezes jest absolwentem Akademii Morskiej w Gdyni (obecnie Uniwersytet Morski w Gdyni) i posiada bogate doświadczenie w sektorze morskim, zdobywane zarówno w Polsce, jak i za granicą. W 1991 roku, po ukończeniu studiów na Wydziale Elektrycznym, podjął pracę w Polskim Ratownictwie Okrętowym (obecnie SAR), gdzie zdobywał doświadczenie zawodowe jako elektryk okrętowy.

W Polskim Rejestrze Statków, gdzie rozpoczął pracę w 1997 roku jako asystent techniczny, pełnił funkcje inspektora Centrali, kierownika Inspektoratu Maszynowo-Elektrycznego, a także przez ponad 6 lat był Dyrektorem Pionu Okrętowego. W latach 2013-2016 pełnił funkcję Członka Zarządu Spółki.

Powołanie nowego Prezesa Polskiego Rejestru Statków S.A. otwiera nowy rozdział w rozwoju i wzmacnianiu pozycji Spółki na arenie krajowej i międzynarodowej. Dzięki temu, PRS będzie mógł nadal pełnić istotną rolę w zapewnianiu wysokich standardów bezpieczeństwa oraz jakości w branży morskiej, a także w sektorach offshore i lądowym. Ważnym obszarem wyznaczonym przez nowego Prezesa będzie udział PRS w projektach badawczych i rozwojowych, wspierających innowacje projektowane, badane i wdrażane przez polskie podmioty.

Strategia Polskiego Rejestru Statków realizowana przez nowego Prezesa obejmować będzie m.in. tworzenie szerokiego lobbingu na rzecz współpracy oraz budowania więzi pomiędzy firmami polskimi, wzmacniając pozycję i zakres świadczonych usług na rynku międzynarodowym.

Zarząd jest obecnie dwuosobowy – Członkiem Zarządu Polskiego Rejestru Statków S.A. jest Jacek Witt, który również ukończył Akademię Morską (obecnie Uniwersytet Morski w Gdyni), odpowiedzialny m.in. za nadzory inwestorskie i techniczne, w tym branże offshore oraz certyfikacje systemów zarządzania jakością, wyrobów i osób.

Źródło: PRS

https://portalstoczniowy.pl/category/polityka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Zatonięcie Wilhelm Gustloff. Największa katastrofa morska w historii świata

    Zatonięcie Wilhelm Gustloff. Największa katastrofa morska w historii świata

    30 stycznia 1945 roku na Morzu Bałtyckim doszło do największej katastrofy morskiej w historii świata pod względem liczby ofiar. W rejonie Ławicy Słupskiej, około 45 mil morskich na północny wschód od Łeby, niemiecki statek Wilhelm Gustloff został storpedowany przez radziecki okręt podwodny S-13. W wyniku zatonięcia jednostki śmierć poniosło ponad dziewięć tysięcy osób.

    Błędna identyfikacja celu na Bałtyku

    Dowódca S-13, kmdr por. Aleksandr Marinesko, obserwując przez peryskop statek płynący nocą przy słabej widoczności pod eskortą torpedowca T-36, uznał go za wojskowy transportowiec ewakuujący żołnierzy z Prus Wschodnich przed nacierającą Armią Czerwoną. W rzeczywistości była to jednostka wykorzystywana do ewakuacji ludności cywilnej, choć na pokładzie znajdował się również personel Kriegsmarine.

    Wilhelm Gustloff został zwodowany w 1937 roku jako statek wycieczkowy organizacji „Kraft durch Freude”, należącej do Niemieckiego Frontu Pracy. W czasie wojny jednostka pełniła funkcje pomocnicze i transportowe. W chwili zatonięcia na jej pokładzie znajdowało się ponad 10 tysięcy osób, głównie kobiet i dzieci. Statek był uzbrojony w artylerię przeciwlotniczą i nie posiadał oznaczeń statku szpitalnego.

    Atak torpedowy i dramat pasażerów

    O godzinie 21.15 Marinesko wystrzelił salwę torped. Pierwsza z nich rozerwała część dziobową na lewej burcie, powodując natychmiastowy przechył jednostki. Druga eksplodowała w rejonie basenu pływackiego, wykorzystywanego wówczas jako pomieszczenie zakwaterowania personelu Kriegsmarine. Trzecia z torped uderzyła w maszynownię, unieruchamiając statek i pozbawiając go zasilania. W krótkim czasie Wilhelm Gustloff zaczął gwałtownie przechylać się i nabierać wody.

    Na pokładzie wybuchła panika. Przepełnione korytarze i klatki schodowe uniemożliwiały ewakuację z niższych pokładów. Tysiące ludzi próbowało jednocześnie wydostać się na górę. Dochodziło do stratowania, a dostęp do łodzi ratunkowych był skrajnie ograniczony. Część z nich była oblodzona i niezdolna do opuszczenia na wodę.

    W miarę narastającego przechyłu wielu pasażerów zsuwało się po zlodowaciałych pokładach wprost do morza. Inni skakali z wysokości kilkunastu metrów, próbując uchwycić się przepełnionych łodzi ratunkowych. Temperatura wody wynosiła około dwóch stopni Celsjusza, co oznaczało niemal natychmiastową śmierć z wychłodzenia.

    Akcja ratunkowa i znaczenie historyczne katastrofy

    Akcję ratunkową podjął torpedowiec T-36, który zdołał uratować ponad 500 osób. Łącznie z katastrofy ocalało około 1,2 tysiąca pasażerów. W trakcie działań ratunkowych jednostka musiała jednak gwałtownie manewrować po wykryciu kolejnych torped wystrzelonych przez S-13. T-36 zrzucił następnie bomby głębinowe, uszkadzając radziecki okręt podwodny.

    Zatopienie Wilhelm Gustloff przez pewien czas próbowano interpretować jako zbrodnię wojenną. Byłoby tak wyłącznie w sytuacji, gdyby na pokładzie jednostki znajdowali się jedynie cywile, a sam statek płynął pod banderą cywilną i posiadał status jednostki chronionej.

    Tymczasem Wilhelm Gustloff płynął pod banderą Marynarki Wojennej, a na jego pokładzie znajdowało się 918 oficerów i marynarzy II dywizji szkolnej okrętów podwodnych (2. U-Boot Lehr Division). Jednostka była również uzbrojona i poruszała się w eskorcie. W tych okolicznościach jej zatopienie było zgodne z postanowieniami traktatu w sprawie ograniczenia uzbrojenia morskiego z 25 marca 1936 roku, który dopuszczał storpedowanie jednostki pomocniczej płynącej w konwoju okrętów wojennych.

    W latach 60. XX wieku wrakiem Wilhelm Gustloff interesowała się strona radziecka. Pojawiały się wówczas domniemania, że przed ostatnim rejsem na pokładzie statku mogły zostać załadowane skrzynie zawierające elementy wyposażenia Bursztynowej Komnaty. W 1994 roku Polska uznała wrak Wilhelm Gustloff za mogiłę wojenną, co skutkuje zakazem prowadzenia prac podwodnych i nurkowania w promieniu 500 metrów od miejsca jego spoczynku.

    Katastrofa Wilhelm Gustloff pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych symboli końcowej fazy II wojny światowej. Jej skala do dziś przewyższa wszystkie inne znane tragedie morskie, przypominając o konsekwencjach wojny prowadzonej w warunkach totalnego konfliktu.