Terminal instalacyjny T5 w Gdańsku z nowym użytkownikiem – Ocean Winds

Spółka Ocean Winds oraz należąca do PGE i Ørsted spółka Elektrownia Wiatrowa Baltica-2 podpisały umowę rezerwacyjną, która umożliwi wykorzystanie terminalu T5 do budowy morskiej farmy wiatrowej BC-Wind z portfela Ocean Winds.
Nowy etap rozwoju offshore wind w Polsce: terminal T5 w Gdańsku obsłuży Baltica 2 i BC-Wind
Podpisana właśnie umowa rezerwacyjna z BC-Wind między Elektrownią Wiatrową Baltica-2, należącą do PGE i Ørsted, a Ocean Winds, otwiera drogę do poddzierżawy przestrzeni portowej w Gdańsku. Na powierzchni przekraczającej 21 hektarów powstaje terminal T5 – obiekt zaprojektowany z myślą o kompleksowej obsłudze komponentów morskich elektrowni wiatrowych. W 2027 roku zostanie on wykorzystany do montażu turbin dla projektu Baltica 2. Rok później, w 2028 roku, terminal ma obsłużyć instalację turbin wiatrowych w ramach inwestycji BC-Wind, realizowanej przez Ocean Winds.
Jak zaznaczył Kacper Kostrzewa, Dyrektor Zarządzający Ocean Winds w Polsce, wybór T5 był świadomym priorytetem, uwzględniającym kryteria techniczne, lokalizacyjne i harmonogramowe. Obecność dwóch portów instalacyjnych w Polsce pozwoli wzmocnić krajowy łańcuch dostaw oraz rozwijać kompetencje firm działających w sektorze offshore wind.
Terminal T5, określany przez przedstawicieli PGE jako jedno z najnowocześniejszych tego typu zapleczy w Europie, ma odegrać kluczową rolę w transformacji energetycznej kraju. Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, podkreśla, że obiekt nie tylko zapewni wsparcie logistyczne dla budowy Baltica 2 – największej inwestycji OZE w Polsce – ale będzie też dostępny dla innych projektów realizowanych na Bałtyku. Zainteresowanie T5 potwierdza potencjał terminalu jako trwałego elementu infrastruktury offshore oraz pozycję Grupy PGE jako lidera rynku odnawialnych źródeł energii.
Zdaniem Ulrika Lange, wiceprezesa Ørsted odpowiedzialnego za projekt Baltica 2, udostępnienie terminalu kolejnemu inwestorowi po zakończeniu pierwotnych prac stanowi przykład efektywnego wykorzystania zasobów portowych. Takie podejście znajduje uzasadnienie w najlepszych praktykach rynków rozwiniętych i umacnia pozycję Polski jako istotnego gracza w transformacji energetycznej w regionie Morza Bałtyckiego.
Źródło: PGE Baltica

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











