Wzmocnienie bezpieczeństwa Morza Czarnego: Niszczyciele min Royal Navy

W odpowiedzi na rosnące zagrożenie minowe na Morzu Czarnym, głównie ze strony Rosji, Wielka Brytania sprzedała Rumunii dwa niszczyciele min typu Sandown: HMS Blyth i HMS Pembroke. Te okręty Royal Navy, będące kluczem w dziedzinie działań przeciwminowych, znacząco wzmocnią bezpieczeństwo w tym niebezpiecznym regionie Europy Środkowej.
W artykule
Bezpieczeństwo Morza Czarnego dzięki niszczycielom min Royal Navy
W kontekście rosnącego zagrożenia minowego na Morzu Czarnym, głównie ze strony Rosji, Wielka Brytania podjęła konkretne kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa na wodach rumuńskich w tym strategicznym regionie. Wielka Brytania podjęła konkretne kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa w tym strategicznym regionie.
Sprzedając Rumunii dwa zaawansowane niszczyciele min typu Sandown: HMS Blyth i HMS Pembroke, które o długości 52,5 m i wyporności 485 ton, dysponujące zasięgiem ponad 2 500 mil morskich, staną się kluczowym elementem w obronie wód Morza Czarnego. Taki krok jest rezultatem konstruktywnej współpracy między Defence Equipment Sales Authority (DESA) a Royal Navy, świadczącej o silnym zaangażowaniu w zabezpieczanie regionu przed minami i innymi zagrożeniami morskimi.
Zaawansowana technologia Royal Navy na rzecz bezpieczeństwa
Chociaż HMS Blyth i HMS Pembroke nie są najmłodszymi jednostkami z floty Brytyjskiej, wciąż reprezentują solidną technologię w zakresie działań przeciwminowych. Zbudowane z myślą o bezpieczeństwie, te okręty były przez lata kluczowym elementem floty Royal Navy, świadcząc o jej wieloletnich doświadczeniach w tej dziedzinie.
Ich zaawansowane sonary o wysokiej rozdzielczości pozwalają na precyzyjne skanowanie dna morskiego w poszukiwaniu nie tylko tradycyjnych min, ale także wszelkiego rodzaju zagrożeń, które mogły zostać ukryte przez potencjalnych przeciwników. Te sonary są tak dokładne, że potrafią rozpoznać nawet najmniejsze obiekty i różnicować je na podstawie ich kształtu, wielkości i materiału.
Jednak wykrycie miny to dopiero połowa sukcesu. Kluczem jest jej bezpieczna neutralizacja. W tym celu HMS Blyth i HMS Pembroke wykorzystują system ATLAS Seafox – zdalnie sterowane pojazdy podwodne, które identyfikują i neutralizują miny morskie bez konieczności angażowania narażonych na niebezpieczeństwo nurków-minerów. Dzięki temu ryzyko dla załogi jest minimalizowane, a efektywność misji przeciwminowej znacząco wzrasta.
Modernizacja przed przekazaniem
Niszczyciele min HMS Blyth oraz HMS Pembroke, które zostały sprzedane Rumunii, przed przejęciem przez rumuńską marynarkę wojenną przeszły gruntowny proces modernizacji. Zespół ds. Wsparcia Okrętów (Ships Support team) z Defence Equipment and Support (DE&S) w ścisłej współpracy z firmą Babcock, specjalizującą się w obsłudze technicznej jednostek morskich, zadbał o to, by oba okręty były w optymalnym stanie technicznym przed przekazaniem.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/nowy-okret-podwodny-typu-hai-kun-tajwanska-inicjatywa-wzmocnienia-potencjalu-obronnego/
Royal Navy będzie również odpowiedzialna za przeszkolenie personelu rumuńskiej marynarki w zakresie obsługi i utrzymania tych okrętów. Szkolenie odbędzie się pod egidą Navy International Defence Training (IDT) oraz Fleet Operational Sea Training (FOST).

Morze Czarne w centrum uwagi
Jak zaznaczył minister ds. zamówień obronnych, James Cartlidge, sytuacja na Morzu Czarnym w kontekście trwającej wojny na Ukrainie podkreśla strategiczne znaczenie tego regionu dla globalnego bezpieczeństwa.
Rumuńska marynarka wojenna wielokrotnie angażowała się w operacje związane z detekcją min morskich, co miało miejsce po otrzymaniu zgłoszeń od lokalnych rybaków. Szczegóły tych działań nie są w pełni ujawniane, lecz istnieje uzasadnione przypuszczenie, iż te interwencje wiążą się bezpośrednio z trwającym konfliktem ukraińsko-rosyjskim.
W innym przykładowym incydencie, turecka Marynarka Wojenna zmuszona była do interwencji wobec wykrycia min morskich, co z kolei prowadziło do tymczasowego zawieszenia żeglugi przez Bosfor. Te sytuacje ilustrują realne i ciągłe zagrożenie, podkreślając jednocześnie kluczowe znaczenie wzmocnienia potencjału obronnego rumuńskiej floty przez włączenie do niej niszczycieli min, takich jak te należące do Royal Navy.
Jak podkreślił minister ds. zamówień obronnych, James Cartlidge, obecna sytuacja geopolityczna, w tym napięcia z Rosją, czyni Morze Czarne regionem o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa. Wzmocnienie floty rumuńskiej niszczycielami min to ważny krok w zapewnieniu bezpieczeństwa morskiego w tym regionie. Rumunia zwiększa ilość sił przeciwminowych – mając w perspektywie działania po zakończeniu wojny na Ukrainie.
Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/nowa-doktryna-morska-rosji-arktyka-w-centrum-uwagi/
Niszczyciele min w akcji
Niszczyciele min, choć często pozostają w cieniu dużych jednostek floty, odgrywają kluczową rolę na współczesnym polu bitwy morskiej. Ich działania nie są ograniczone jedynie do Morza Czarnego. Świadectwem ich wszechstronności i efektywności jest chociażby udana neutralizacja min pozostałych z czasów I wojny światowej. Ale to nie wszystko. Te jednostki są niezastąpione w ochronie morskich szlaków komunikacyjnych, które są kluczowe dla globalnej ekonomii i bezpieczeństwa wielu krajów.
Znaczenie niszczycieli min podkreśla także ich rola w wielonarodowych ćwiczeniach i misjach pod egidą NATO. Dzięki nim możliwe jest pogłębianie współpracy między państwami członkowskimi, jak Rumunia, a także doskonalenie technik neutralizacji zagrożeń minowych.
Ich wszechstronność i adaptacyjność potwierdzają, że niszczyciele min są jednymi z najważniejszych jednostek w arsenale marynarki wojennej. W erze rosnących napięć i nieprzewidywalnych zagrożeń, takie okręty stają się nieocenionym elementem strategii obronnej i potwierdzają tezę, że zaawansowana technologia w połączeniu z doskonałym szkoleniem załogi to klucz do sukcesu.
Wnioski
W obliczu globalnych wyzwań i rosnących napięć, odpowiedź w postaci nowoczesnych okrętów jest kluczem do zapewnienia bezpieczeństwa na morzach. Okręty, takie jak HMS Penzance i HMS Bangor, stoją w kolejce, by dołączyć do globalnej siły w celu umocnienia stabilności na wodach światowych. Współpraca Wielkiej Brytanii z sojusznikami w NATO nie tylko świadczy o jej zaangażowaniu w utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa, ale również podkreśla, jak ważne jest wielonarodowe podejście do tych kwestii. W szczególności, biorąc pod uwagę skomplikowaną sytuację w rejonie Morza Czarnego, takie działania są nie tylko konieczne, ale wręcz obowiązkowe. Bezpieczeństwo Morza Czarnego nie jest tylko kwestią regionalną; ma ono wpływ na stabilność globalną, dlatego też kontynuowanie inwestycji i współpracy w tej dziedzinie będzie miało kluczowe znaczenie w nadchodzących latach.
Autor: Mariusz Dasiewicz

Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.
W artykule
Rocznica, która nie przemija
Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy.
W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.
Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz
Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.
To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią.
Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji
Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.
Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.
Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu
Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.
Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.
Po co nam ta rocznica dzisiaj
Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.
Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.










