The Baltic Whale – nowy zeroemisyjny prom Scandlines

Nowy elektryczny prom towarowo-pasażerski Scandlines ma wzmocnić obsługę połączenia promowego Rødby-Puttgarden. Ro-pax, pierwotnie planowany jako Futura, ostatecznie otrzymał nazwę The Baltic Whale, nawiązującą do zagrożonego gatunku morświna żyjącego w Morzu Bałtyckim.
W artykule
Nowy ro-pax na trasie Rødby–Puttgarden
Zudowany w Turcji prom został zaprojektowany jako w pełni elektryczna jednostka przeznaczona do regularnej obsługi połączenia promowego Scandlines między Danią i Niemcami. Armator nie podał jeszcze dokładnej daty rozpoczęcia przewozów, ograniczając się do wskazania pierwszego kwartału 2026 roku jako planowanego terminu wejścia do eksploatacji.
Zintegrowany system energetyczny i sterowania
Za projekt i dostawę zintegrowanego systemu energetycznego oraz sterowania odpowiadała Norwegian Electric Systems, współpracując ze stocznią Cemre Shipyard oraz armatorem Scandlines. Zastosowane rozwiązania obejmują centralny system dystrybucji energii oparty na prądzie stałym, integrujący instalacje bateryjne, układy napędowe oraz odbiorniki pokładowe, co ma wspierać niezawodność i bezpieczeństwo eksploatacji jednostki.
Centralnym elementem układu energetycznego jest Quadro Master, odpowiadający za dystrybucję energii w obrębie instalacji pokładowych.
Na mostku zastosowano zintegrowany system nawigacyjny Raven INS, łączący funkcje nawigacji, świadomości sytuacyjnej oraz wsparcia decyzyjnego w jednym środowisku pracy. Skupienie kluczowych danych na jednej platformie ma zapewnić załodze lepszy ogląd sytuacji oraz większą precyzję prowadzenia jednostki.
Pojemność pasażerska i potencjał przewozowy
Prom The Baltic Whale będzie mógł jednorazowo przyjąć na pokład 140 pasażerów. Jednostka dysponuje także linią ładunkową o długości 1200 metrów, co wskazuje na jej wyraźnie transportowy charakter i dostosowanie do intensywnej eksploatacji na krótkim, lecz bardzo obciążonym połączeniu promowym.
Nowy prom wpisuje się w konsekwentnie realizowaną przez Scandlines strategię elektryfikacji floty na Bałtyku, choć szczegóły techniczne jednostki oraz harmonogram jej wdrażania do regularnej służby pozostają na tym etapie nieujawnione.
Zatonięcie Wilhelm Gustloff. Największa katastrofa morska w historii świata

30 stycznia 1945 roku na Morzu Bałtyckim doszło do największej katastrofy morskiej w historii świata pod względem liczby ofiar. W rejonie Ławicy Słupskiej, około 45 mil morskich na północny wschód od Łeby, niemiecki statek Wilhelm Gustloff został storpedowany przez radziecki okręt podwodny S-13. W wyniku zatonięcia jednostki śmierć poniosło ponad dziewięć tysięcy osób.
W artykule
Błędna identyfikacja celu na Bałtyku
Dowódca S-13, kmdr por. Aleksandr Marinesko, obserwując przez peryskop statek płynący nocą przy słabej widoczności pod eskortą torpedowca T-36, uznał go za wojskowy transportowiec ewakuujący żołnierzy z Prus Wschodnich przed nacierającą Armią Czerwoną. W rzeczywistości była to jednostka wykorzystywana do ewakuacji ludności cywilnej, choć na pokładzie znajdował się również personel Kriegsmarine.
Wilhelm Gustloff został zwodowany w 1937 roku jako statek wycieczkowy organizacji „Kraft durch Freude”, należącej do Niemieckiego Frontu Pracy. W czasie wojny jednostka pełniła funkcje pomocnicze i transportowe. W chwili zatonięcia na jej pokładzie znajdowało się ponad 10 tysięcy osób, głównie kobiet i dzieci. Statek był uzbrojony w artylerię przeciwlotniczą i nie posiadał oznaczeń statku szpitalnego.
Atak torpedowy i dramat pasażerów
O godzinie 21.15 Marinesko wystrzelił salwę torped. Pierwsza z nich rozerwała część dziobową na lewej burcie, powodując natychmiastowy przechył jednostki. Druga eksplodowała w rejonie basenu pływackiego, wykorzystywanego wówczas jako pomieszczenie zakwaterowania personelu Kriegsmarine. Trzecia z torped uderzyła w maszynownię, unieruchamiając statek i pozbawiając go zasilania. W krótkim czasie Wilhelm Gustloff zaczął gwałtownie przechylać się i nabierać wody.
Na pokładzie wybuchła panika. Przepełnione korytarze i klatki schodowe uniemożliwiały ewakuację z niższych pokładów. Tysiące ludzi próbowało jednocześnie wydostać się na górę. Dochodziło do stratowania, a dostęp do łodzi ratunkowych był skrajnie ograniczony. Część z nich była oblodzona i niezdolna do opuszczenia na wodę.
W miarę narastającego przechyłu wielu pasażerów zsuwało się po zlodowaciałych pokładach wprost do morza. Inni skakali z wysokości kilkunastu metrów, próbując uchwycić się przepełnionych łodzi ratunkowych. Temperatura wody wynosiła około dwóch stopni Celsjusza, co oznaczało niemal natychmiastową śmierć z wychłodzenia.
Akcja ratunkowa i znaczenie historyczne katastrofy
Akcję ratunkową podjął torpedowiec T-36, który zdołał uratować ponad 500 osób. Łącznie z katastrofy ocalało około 1,2 tysiąca pasażerów. W trakcie działań ratunkowych jednostka musiała jednak gwałtownie manewrować po wykryciu kolejnych torped wystrzelonych przez S-13. T-36 zrzucił następnie bomby głębinowe, uszkadzając radziecki okręt podwodny.
Zatopienie Wilhelm Gustloff przez pewien czas próbowano interpretować jako zbrodnię wojenną. Byłoby tak wyłącznie w sytuacji, gdyby na pokładzie jednostki znajdowali się jedynie cywile, a sam statek płynął pod banderą cywilną i posiadał status jednostki chronionej.
Tymczasem Wilhelm Gustloff płynął pod banderą Marynarki Wojennej, a na jego pokładzie znajdowało się 918 oficerów i marynarzy II dywizji szkolnej okrętów podwodnych (2. U-Boot Lehr Division). Jednostka była również uzbrojona i poruszała się w eskorcie. W tych okolicznościach jej zatopienie było zgodne z postanowieniami traktatu w sprawie ograniczenia uzbrojenia morskiego z 25 marca 1936 roku, który dopuszczał storpedowanie jednostki pomocniczej płynącej w konwoju okrętów wojennych.
W latach 60. XX wieku wrakiem Wilhelm Gustloff interesowała się strona radziecka. Pojawiały się wówczas domniemania, że przed ostatnim rejsem na pokładzie statku mogły zostać załadowane skrzynie zawierające elementy wyposażenia Bursztynowej Komnaty. W 1994 roku Polska uznała wrak Wilhelm Gustloff za mogiłę wojenną, co skutkuje zakazem prowadzenia prac podwodnych i nurkowania w promieniu 500 metrów od miejsca jego spoczynku.
Katastrofa Wilhelm Gustloff pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych symboli końcowej fazy II wojny światowej. Jej skala do dziś przewyższa wszystkie inne znane tragedie morskie, przypominając o konsekwencjach wojny prowadzonej w warunkach totalnego konfliktu.










