Wizja, ambicje i przyszłość przemysłu stoczniowego według Prezesa BALTEXPO Andrzeja Bojanowskiego [WYWIAD część 1]

O ambicjach Międzynarodowych Targów Gdańskich, przejęciu BALTEXPO oraz przyszłości przemysłu morskiego na Pomorzu rozmawiał z wydawcą Portalu Stoczniowego Mariuszem Dasiewiczem Prezes Andrzej Bojanowski. Targi BALTEXPO, odbywające się co dwa lata, to kluczowe wydarzenie dla branży morskiej w Polsce i Europie Północnej.

Mariusz Dasiewicz: Jakie były główne motywy i przesłanki, które skłoniły Międzynarodowe Targi Gdańskie do przejęcia BALTEXPO, oraz jakie korzyści przyniosło to dla rozwoju branży morskiej w regionie Pomorza?

Andrzej Bojanowski: Główną motywacją do przejęcia BALTEXPO przez Międzynarodowe Targi Gdańskie była nie tylko ambicja Gdańska, ale całego Pomorza, w tym również Pomorza Zachodniopomorskiego. Jesteśmy ekspertami w gospodarce morskiej. To właśnie tu na Pomorzu, mamy rozbudowane porty i stocznie – serce naszego przemysłu. Targi BALTEXPO stanowią kluczowe wydarzenie dla branży morskiej. Od lat kultywujemy tę tradycję. Zdajemy sobie sprawę, że wydarzenia takie jak BALTEXPO mają duże znaczenie nie tylko dla przemysłu metropolii gdańskiej, ale są ważne również dla rozwoju Szczecina oraz całego Pomorza Zachodniego. 

Od wielu lat dążyliśmy do większego wpływu na merytorykę i strukturę tego przedsięwzięcia, nie chcąc skupiać się wyłącznie na ciężkim przemyśle stoczniowym. Posiadając w swoim portfelu BaltMilitaryExpo oraz BALTEXPO szybko wypełniliśmy segment stoczniowy i wojskowo-stoczniowy. Jednocześnie chcieliśmy również wprowadzić inne elementy przemysłowe, takie jak gospodarka morska, infrastruktura portowa czy energetyka, w tym sektor offshore i offshorewind. Dążenie było takie, aby mieć wpływ na tematykę i zakres dyskusji o międzynarodowych aspektach branży, zamiast ograniczać się wyłącznie do rynku polskiego. 

Przed ostatnia edycja targów odbyła się w czasie pandemii i była mocno okrojona. Ten trudny okres pozwolił nam na lepsze wynegocjowanie warunków zakupu targów, które przed pandemią były mniej korzystne. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak głęboko targi te zakorzeniły się wśród naszych potencjalnych klientów zagranicznych, którzy wcześniej postrzegali je jako lokalne i mało znaczące wydarzenie. Jednak dziś wiemy, że warto było podjąć to ryzyko.

M.D.: Jakie wyzwania napotkaliście przy przygotowywaniu zeszłorocznej edycji targów, zwłaszcza w kontekście pierwszego razu w roli głównego organizatora?

Andrzej Bojanowski: Przygotowując zeszłoroczną edycję targów, stanęliśmy przed wieloma wyzwaniami, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że była to nasza premiera w roli głównego organizatora.

Każde targi, które organizujemy, opierają się na sprawdzonej metodologii analizy projektów. Dzięki naszym sprawdzonym narzędziom identyfikujemy wartości dla klientów, źródła przychodów oraz koszty. Na tej podstawie tworzymy „mapę drogową”, pokazującą nam, jakie wartości możemy dostarczyć naszym kontrahentom. Jednym z kluczowych wyzwań było dostosowanie tej koncepcji do oczekiwań Rady Programowej. W Międzynarodowych Targach Gdańskich przywiązujemy ogromną wagę do opinii tej Rady, widząc ją jako reprezentanta naszych klientów – zarówno wystawców, jak i odwiedzających.

Jednak przekonanie członków Rady Programowej do naszego podejścia nie było proste. Różne sektory, takie jak branża stoczniowa i sektor morskich farm wiatrowych, miały odmienne oczekiwania. Wielkie międzynarodowe korporacje, takie jak RWE, Equinor czy ORSTED, miały już swoje strategie i podejście. Z drugiej strony, narodowe koncerny, takie jak PGE czy ORLEN, miały swoją specyfikę.

Wyjątkowo trudno było nawiązać współpracę z krajowymi koncernami, ale z czasem zdobyliśmy zaufanie partnerów, takich jak np. PGE Baltica. Zrozumieliśmy ich obawy, zwłaszcza w kontekście konkurencyjnych wydarzeń o podobnej tematyce. Tak jak powiedział nasz prezes: „Wchodząc na rynek jako nowy gracz, jesteśmy często postrzegani jako entuzjaści bez doświadczenia. Musimy przekonywać, że jesteśmy poważnym partnerem, który ma coś ważnego do zaoferowania.”

Wierzymy, że wraz z kolejnymi edycjami udowodnimy naszą wartość i zaangażowanie w rozwój branży morskiej, dostarczając wartość zarówno dla wystawców, jak i odwiedzających.

M.D.: W jaki sposób doświadczenia i wyzwania z przeszłości wpłynęły na Pana obecną rolę jako prezesa BALEXPO i jakie osoby były kluczowe w kształtowaniu tej drogi?

Andrzej Bojanowski: To co bardzo mnie cieszy to fakt, że polskie porty mają świadomość, że współpraca i wspólne projekty służą budowaniu potęgi gospodarki morskiej w naszym kraju i korzysta na tym cała branża. Zarówno porty w Szczecinie i Świnoujściu, jak i Gdańsku i Gdyni obecnie wystawiają się razem na wielu targach i konferencjach, co uważam za imponujące osiągnięcie. Gratulacje dla nich wszystkich. Osobiście odwiedzałem te porty i doskonale rozumiem tło ich współzawodnictwa.

Pomimo tego, że porty mają jednego właściciela, jakim jest obecnie Ministerstwo Infrastruktury, to historycznie były to konkurencyjne jednostki. Przykładem może być sytuacja, gdy Gdynia próbowała zablokować możliwość budowy DCT. Pomimo tego, dzięki odwadze i determinacji, rozpoczęliśmy proces budowy terminalu DCT, który obecnie jest największym hubem kontenerowym na Bałtyku.

Pamiętam interakcje z Januszem Jarosińskim, od którego wiele się nauczyłem. Choć mieliśmy różnice zdań, potrafiliśmy znaleźć wspólny grunt. Dzisiaj, dzięki inicjatywie Baltic Hub, pokonaliśmy wiele przeszkód i wdrożyliśmy innowacyjne rozwiązania w zakresie użytkowania wieczystego i inwestycji portowych. Korzystając z przepisów, których inne porty nie zastosowały, zdobyliśmy konkurencyjną przewagę.

Jeśli chodzi o wyniki finansowe, było to wyzwanie. Chociaż prezes wspominał o zerowym wyniku, to warto dodać, że osiągnęliśmy 10 mln zysku, co w tamtych czasach było imponującą kwotą.

Chcę podkreślić wagę i wkład osób, które miały decydujący wpływ na całą tę transformację. Moje serdeczne podziękowania kieruję w stronę Łukasza Greinke, dawnego prezesa Portu Gdańsk, Krzysztofa Urbasia, byłego prezesa portów Szczecin-Świnoujście, Jacka Sadaja, również byłego prezesa Portu Gdańsk, oraz Łukasza Malinowskiego, który do niedawna pełnił również funkcję prezesa. To dzięki ich niezmordowanemu zaangażowaniu udało nam się ukazać zjednoczenie i potęgę naszych portów.

M.D.: Jakie są plany na przyszłość w kontekście współpracy z wystawcami i korzystania z funduszy europejskich? Jakie lekcje wynieśliście z doświadczeń związanych z projektem InterMare?

Andrzej Bojanowski: Chcę podkreślić znaczenie wystawców na naszych targach. Mimo, że nie zawsze było to jasne na pierwszy rzut oka, istniała wspólna płaszczyzna między nami. Chociaż na początku wydawało się, że nie mamy nic wspólnego, przy głębszej analizie zauważyliśmy wiele punktów stycznych. Te same firmy i generalni wykonawcy, którzy współpracowali z nami, świadczyli również usługi dla stoczni. Dzięki temu firmy mogły prezentować swoje plany na BALTEXPO, omawiać swoje usługi i poznawać plany rozwojowe innych.

Cieszy nas obecność tych firm jako wystawców na targach, co potwierdza wartość korzystania z funduszy europejskich i siły networkingowej. Jednak pandemia wpłynęła na nasz projekt, InterMare, który został stworzony jako alternatywa dla BALTEXPO. Pomimo wyzwań, uważam, że korzystanie z funduszy europejskich jest kluczowe dla naszej branży. W trakcie targów dyskutowaliśmy również o finansowaniu i sposobach wsparcia gospodarki morskiej przez różne państwa. Uważam, że nie wykorzystujemy w pełni naszych możliwości. 

M.D.: Czy dialog i relacje to klucz do zrozumienia liberalizmu i otoczenia rynkowego w Polsce?

Andrzej Bojanowski: Osobiście jestem zwolennikiem liberalizmu i monetaryzmu, ale pamiętam również czasy, gdy byłem komunistą podczas rządów SLD w latach 2004-2005. Były to ciekawe czasy z punktu widzenia gospodarczego, ale miały też aspekt społeczny.

W tamtym okresie rozwijałem swoje umiejętności prowadzenia dialogu z ludźmi, pomimo początkowej niechęci do współpracy ze związkami zawodowymi. Zrozumiałem, że kluczem do sukcesu jest przekonanie ich lub przynajmniej wyjaśnienie powodów moich decyzji. Ta zdobyta umiejętność okazała się nieoceniona, kiedy przez kolejne osiem lat pracowałem w Gdańsku, aktywnie uczestnicząc w działaniach Platformy Obywatelskiej.

Chociaż nie zawsze zgadzam się z opinią innych, staram się być efektywnym menedżerem, dbać o budowanie relacji i rozwijać moje sieci kontaktów. Finanse oraz tworzenie i utrzymywanie relacji z ludźmi to moje pasje – właśnie w nich odnajduję swoje prawdziwe powołanie.

Jeśli chodzi o moje poglądy na liberalizm, uważam, że jego ortodoksyjna forma nie ma przyszłości. Tak samo jak wszelkie skrajności ideologiczne. Powinniśmy dążyć do złapania centrum i dialogu. Obecnie wydaje się to trudniejsze niż kiedyś. Pamiętam czasy, kiedy współpraca przynosiła nam korzyści, a rywalizacja nie była na porządku dziennym. Dziś potrzebujemy zmiany w podejściu do siebie, a niekoniecznie zmiany władzy.

Liberalizm, mimo że ma swoje miejsce, musiał ustąpić miejsca realiom rynkowym. Jeśli nasza konkurencja jest wspierana i subwencjonowana, my również musimy dostosować się do tych warunków. Rynek dyktuje swoje prawa i musimy je analizować, by przetrwać. Współczesna Polska stoi przed wyzwaniami inflacyjnymi, co jest dla nas szkodliwe. W porównaniu, Niemcy subwencjonują, ale kontrolują inflację. Różnica polega na odpowiednim wykorzystaniu subwencji, zamiast bezmyślnego rozdawania środków.

M.D.: Podczas śniadania prasowego na ubiegłorocznych targach BALTEXPO wspominał Pan o przyszłych planach. Jakie są teraz Państwa oczekiwania na dwa najbliższe lata po zakończeniu tych targów?

Andrzej Bojanowski: Znajdujemy się w nieco nietypowej sytuacji. Osobiście pasjonuje mnie planowanie, dążenie do tego, aby mieć wszystko pod kontrolą i analizować ewentualne odstępstwa od ustalonych planów. To jest rdzeń mojego działania jako menedżera z bogatym doświadczeniem.

Niemniej współczesny świat nieustannie się zmienia, co sprawia, że proces planowania jest coraz bardziej skomplikowany. Mimo to posiadamy jasno określone kierunki strategiczne i zdajemy sobie sprawę z potencjału naszej branży. Cieszymy się, że nasze osiągnięcia są doceniane. Zdobyliśmy zaufanie wielu ludzi, zarówno w naszej firmie, jak i wśród naszych klientów. Teraz chcemy wspólnie z nimi omawiać kierunki naszego rozwoju.

Często podkreślam znaczenie konferencji towarzyszących targom. Mają one dostarczać jedynie pewnych impulsów do myślenia. Na ich podstawie pragniemy tworzyć treści po-targowe i kontynuować dialog na temat istotnych wyzwań. Chciałbym, aby po dwóch latach podsumować nasze działania i osiągnięcia. To właśnie tego aspektu brakuje mi w wielu konferencjach i spotkaniach.

Jeśli zdrowie pozwoli, z pewnością podejmę się tego zadania. Nie inwestuję środków w przygotowywanie podsumowań bez powodu. Za każdym podsumowaniem stoją ludzie, którzy dokładnie notują wszystko, co się dzieje. Mam nadzieję, że z ich pomocą uda nam się skupić na najważniejszych zagadnieniach, takich jak dekarbonizacja. Chcemy też nawiązać dialog z decydentami na temat naszych obserwacji i działań.

Wierzę w to, że biznes potrafi się obronić sam, co jest widoczne na obecnych targach.

Po tej edycji targów będziemy określać ramy dyskusji na temat tego, czego wspólnie potrzebujemy. Przystępujemy do tego z pełnym zrozumieniem, ponieważ każdy z nas jest świadomy swojej roli. Naszym zadaniem jest stworzenie platformy budowania relacji, a nie bycie narzędziem w rękach jakiegoś marszałka czy właściciela, który teraz będzie chodził w geście triumfu.

Jesteśmy świadomi naszej służebnej roli, rozumiemy, dla kogo działamy i dlaczego wszyscy chcieliby tu zobaczyć ministrów. Wszyscy oczekują od naszych decydentów jasnych informacji na temat ich planów i strategii. Minister odpowiedzialny za gospodarkę morską pełni kluczową rolę w kształtowaniu polityki w tej dziedzinie, dlatego jego obecność na takich targach jest niezbędna do przedstawienia wizji rozwoju oraz odpowiedzi na pytania branży.

Co do Orlenu – dla mnie niezrozumiałe jest, że tak ważna spółka Skarbu Państwa, która odgrywa kluczową rolę w inwestycjach morskich, nie została patronem tych targów. Jeśli to się potwierdzi, będzie to świadczyć o niepokojących tendencjach w gospodarce naszego kraju.

M.D.: Jak Pan ocenia przebieg trzech dni targów? 

Andrzej Bojanowski: Przede wszystkim muszę podkreślić, że to było intensywne przeżycie. Jestem niezmiernie dumny z mojego zespołu, który włożył ogrom pracy w przygotowanie tego wydarzenia. Bycie jednocześnie project managerem było dodatkowym wyzwaniem, które jednak znakomicie uwypukliło moje zdolności organizacyjne.

Cieszy mnie, że udało nam się zgromadzić ekspertów z branży morskiej, którzy doskonale orientują się w specyfice tego środowiska. Dzięki nim mieliśmy pewność, że wydarzenie jest w dobrych rękach. To był intensywny dzień. Miałem obawy, czy wszystkie przygotowane dla uczestników miejsca zostaną zajęte, czy stoiska przyciągną interesariuszy, czy wieczorne wydarzenie „SalmonEvening” spotka się z zainteresowaniem? Zastanawiałem się, czy nasza propozycja spotka się z pozytywnym odbiorem? Teraz z radością mogę stwierdzić: misja wykonana. Warto było podjąć to wyzwanie, mimo że ostatnie 6 miesięcy przygotowań przed targami było pełne energii i napięcia.

Napotkaliśmy wiele sytuacji, które testowały naszą wytrwałość – od entuzjastycznych zgłoszeń partnerów po ich późniejsze rezygnacje. Ale takie momenty mnie napędzają, sprawiają, że czuję, że żyję. Moja sportowa natura sprawia, że uwielbiam takie wyzwania. Owszem, były chwile niepewności, ale z determinacją dążyliśmy do celu.

Trudności były, lecz dzięki zaangażowaniu i wsparciu ludzi wokół mnie, udało się nie tylko spełnić oczekiwania, ale i je przekroczyć. Szczególne słowa uznania kieruję w stronę naszych partnerów i Rady Programowej. Włożyli w projekt jeszcze więcej energii. To ludzie, którzy głęboko wierzą w wagę gospodarki morskiej dla naszego kraju. Niestety, często w stolicy brakuje takiej świadomości nad czym ubolewam. 

M.D.: Jakie są główne powody decyzji o organizacji targów BALTEXPO co dwa lata i jakie korzyści przynosi korzystanie z zabudowy dostarczonej przez AD SYSTEM w kontekście promowania ważnych tematów ekologicznych?

Andrzej Bojanowski: Chciałbym podkreślić, że targi BALTEXPO będą organizowane co dwa lata. Organizacja takiego wydarzenia co roku byłaby zbyt obciążająca dla biznesu. Następne targi odbędą się w 2025 roku, podobnie jak targi TRACO, które również odbywają się w październiku, ale bliżej 7. dnia miesiąca. Musimy uwzględnić czas potrzebny na przygotowania po zakończeniu targów TRAKO, które kończą się pod koniec września. 

Cieszy mnie fakt, że wielu wystawców głównie korzysta z naszej zabudowy, z której są zadowoleni. Wciąż poznajemy jej możliwości, ale już teraz dostrzegamy w niej duży potencjał. Dzięki temu możemy skuteczniej promować kluczowe kwestie, takie jak recykling czy redukcja śladu węglowego. Wszystko to dzięki systemom dostarczonym przez AD SYSTEM.

M.D.: Jakie są kluczowe aspekty otwierania się branży morskiej na nowe kadry i jakie korzyści przynosi taka zmiana perspektywy?

Andrzej Bojanowski: Otwarcie branży morskiej na nowe kadry przynosi ze sobą wiele korzyści. Nie tylko gospodarka morska, ale także stoczniowa, portowa, branża wiatrowa i każda inna żeglugowa powinna przyjąć świeże kadry. Nie mam na myśli tylko studentów i uczniów, ale także tych, którym możemy zaproponować zmianę branży. Musimy być dla nich atrakcyjni i otwarci na współpracę. Inwestując w nowe kadry, nie powinniśmy obawiać się, że wyjadą za granicę. Część z nich może wyjechać, ale inni wrócą lub do nas dołączą. Branża musi odświeżyć swój wizerunek, pozbyć się stereotypów.

Przykładem mogą być kraje skandynawskie, które rozwijają swoją branżę morską. Namawiam wszystkich do otwarcia się na nowe możliwości, bo to przyniesie korzyści. Musimy zmienić nasze podejście, być bardziej otwarci i nie bać się inwestować w przyszłość. Współpracując razem, wszyscy na tym zyskamy – od zwykłych obywateli po przedsiębiorców.

Już wkrótce opublikujemy drugą część naszego wywiadu z Prezesem Andrzejem Bojanowskim, który pełni od kilki miesięcy funkcję członka Rady Nadzorczej Portu Gdańsk. W kolejnym odcinku poruszymy temat najnowszych inwestycji w porcie oraz ich wpływ na rozwój gospodarczy regionu. Dowiemy się więcej o planach związanych z ekspansją infrastruktury portowej oraz o przyszłych i obecnych projektach z zakresu gospodarki morskiej. Serdecznie zapraszam do lektury kolejnej odsłony naszej rozmowy. Nie przegapcie!

Rozmawiał Mariusz Dasiewicz 

https://portalstoczniowy.pl/category/porty-przewozy-morskie/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Stocznia Szczecińska „Wulkan” i ekosystem przemysłowy

    Stocznia Szczecińska „Wulkan” i ekosystem przemysłowy

    Stocznia Szczecińska „Wulkan” przestaje być kojarzona wyłącznie z wynajmem infrastruktury. Z deklaracji zarządu wynika, że zakład ma rozwijać się jako ośrodek produkcyjny oparty na partnerstwie z firmami prywatnymi, z jasno wskazanymi inwestycjami oraz ambicją realizacji jednostek „pod klucz” i stopniowego wejścia do łańcucha dostaw dla sektora zbrojeniowego.

    Stocznia Szczecińska „Wulkan” jako „rdzeń” ekosystemu

    Do koncepcji Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” jako ośrodka skupiającego i porządkującego potencjał przemysłowy regionu wracamy po kilku miesiącach przerwy. To dobry moment, by przypomnieć założenia modelu, który od początku miał odróżniać szczeciński zakład od klasycznego obrazu stoczni funkcjonującej w oderwaniu od otoczenia gospodarczego.

    Szczeciński zakład buduje swoją opowieść wokół prostego założenia: w realiach dzisiejszego rynku przewagę daje sieć kompetencji, nie sama powierzchnia nabrzeży. Zarząd stoczni wskazuje, że na jej terenie działa blisko 70 firm, zaś razem z podmiotami współpracującymi z zewnątrz ma to być około 100 przedsiębiorstw tworzących środowisko wykonawcze. Ten model ma pozwalać na realizację projektów w formule partnerskiej, co w praktyce ma wzmacniać zdolność do pełnej obsługi zleceń, od przygotowania po wykonanie.

    W tym ujęciu zakłady stoczniowe ze Szczecina stają się organizatorem pracy przemysłowej, który porządkuje procesy, koordynuje dostęp do infrastruktury, pilnuje kosztów, po czym składa kompetencje wielu podmiotów w jedną ofertę rynkową. Taki przekaz dobrze promuje Szczecin jako miejsce, w którym „da się zbudować projekt”, nie tylko „da się go gdzieś ulokować”.

    240 mln zł na infrastrukturę. Inwestycja, która ma zmienić skalę

    W planach inwestycyjnych pada konkretna liczba: 240 mln zł środków przewidzianych na rozwój infrastruktury. Największy strumień finansowania, blisko 170 mln zł, ma zostać skierowany na dokończenie budowy doku pływającego dla Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia”. Zarząd opisuje tę inwestycję jako przejętą w stanie niedokończonym, bez zapewnionego finansowania na finalizację, mimo wydatkowania znacznej części wcześniejszego budżetu. Termin wskazywany w wypowiedziach to 2027 rok.

    Równolegle zapowiadane są inwestycje w zwiększenie mocy produkcyjnych stoczni: nowe hale, rozbudowa placów produkcyjnych, unowocześnianie parku maszynowego oraz stanowiska robocze pozwalające przyspieszyć prace. W komunikacji promocyjnej ten wątek ma istotną wartość, ponieważ pokazuje, że zakład nie opiera się na jednorazowym „porządku”, tylko buduje narzędzia pracy pod wzrost wolumenu.

    Offshore i konstrukcje dla innych stoczni. Dwa kierunki, jeden mianownik

    Z zapowiedzi zarządu wynika, że „Wulkan” chce wzmacniać trzy piony działalności. Pierwszy obejmuje produkcję dla offshore, w tym na potrzeby morskich farm wiatrowych oraz sektora oil & gas. Drugi dotyczy konstrukcji okrętowych, rozumianych jako duże elementy kadłubów i nadbudówek wykonywane dla innych stoczni w Europie. Trzeci filar ma pozostać związany z udostępnianiem infrastruktury firmom prywatnym, tylko w formule bardziej uporządkowanej.

    Wątek offshore jest ważny promocyjnie z dwóch powodów. Pokazuje stabilny rynek zamówień, pokazuje też logikę rozwoju kompetencji. Rynek wymaga konstrukcji złożonych, powtarzalnych, realizowanych w terminie, co wymusza porządek produkcyjny. Dokładnie to ma potwierdzać narracja o dyscyplinie kosztowej i kontroli realizacji.

    Powrót do jednostek „pod klucz”. Stawiacz pław jako projekt otwierający

    W promocji zakładu szczególnie nośny jest temat budowy stawiacza boi i pław dla Urzędu Morskiego w Szczecinie. W wypowiedziach zarządu projekt przedstawiany jest jako krok w kierunku jednostek specjalistycznych, realizowany w ścisłej współpracy z partnerami przemysłowymi działającymi w otoczeniu stoczni. Pada tam również określenie „próba generalna”, która ma sprawdzić zgranie kooperantów, koordynację procesów oraz zdolność do prowadzenia budowy w formule „na gotowo”.

    Istotne jest także to, czego stocznia nie obiecuje. W przekazie nie ma ambicji wejścia w rynek masowców czy tankowców. Pojawia się natomiast segment jednostek specjalistycznych, gdzie liczy się integracja, precyzja wykonania i zdolność do seryjnego powtarzania zamówień. Zarząd mówi też o analizie kolejnych projektów tego typu oraz celu pozyskania 5–7 jednostek do budowy na ten rok.

    Partner przemysłowy zamiast „stoczni od okrętów wojennych”

    W komunikacji pojawia się także wątek wejścia do sektora obronnego, choć w jasno określonych ramach. Stocznia nie deklaruje budowy okrętów wojennych „od A do Z”. Zarząd wskazuje rolę partnera przemysłowego, który może wspierać głównych wykonawców, dostarczając kadłuby, sekcje, komponenty lub kompletne jednostki pomocnicze i zabezpieczające.

    W tym kontekście pojawia się termin „dual-use”, użyty w znaczeniu konstrukcji mogących pracować w zastosowaniach cywilnych, choć w razie potrzeby spełniać funkcje wsparcia w strukturach obronnych. Zarząd podkreśla też potrzebę uzyskania certyfikatów, koncesji i pozwoleń, co porządkuje przekaz i ogranicza ryzyko zbyt daleko idących deklaracji.

    Kadry. Szczecin ma fachowców, brakuje dopływu nowych

    Promocja zakładów nie może pomijać ludzi. W wypowiedziach zarządu pada liczba około 250 zatrudnionych w samej stoczni, przy jednoczesnym wskazaniu, że na terenie zakładu pracuje ponad 2000 osób w firmach funkcjonujących w jego otoczeniu. Ten obraz dobrze pasuje do modelu „ekosystemu”, w którym kompetencje nie zniknęły po upadku dużych podmiotów, tylko rozproszyły się po prywatnych przedsiębiorstwach.

    Zarząd podkreśla, że Szczecin dysponuje dziś realnym zapleczem kompetencyjnym w obszarze produkcji morskiej i offshore, opartym na doświadczeniu tysięcy specjalistów pracujących w lokalnym przemyśle. Równolegle prowadzone są rozmowy z uczelniami oraz samorządem, których celem jest systemowe wzmacnianie zaplecza edukacyjnego i szkoleniowego, tak aby w perspektywie kolejnych dekad zapewnić ciągłość kompetencji i stabilny rozwój przemysłu okrętowego w regionie.

    Przekaz promocyjny, który się broni

    Z przekazanych informacji układa się spójna narracja promocyjna, w której Stocznia Szczecińska „Wulkan” wraca do przemysłu stoczniowego poprzez kilka równoległych działań: uporządkowanie finansów i portfela kontraktów, inwestycje infrastrukturalne z dokiem pływającym dla „Gryfii” jako projektem o największej wadze, rozwój produkcji offshore oraz stopniową odbudowę kompetencji w zakresie jednostek specjalistycznych realizowanych w formule „pod klucz”. Najbliższe miesiące pokażą, czy przy utrzymaniu tego kierunku i stabilnym otoczeniu rynkowym model partnerski, oparty na szerokiej grupie firm działających w otoczeniu stoczni, pozwoli w Szczecinie zbudować realny i trwały potencjał produkcyjny – na wzór tego, jaki przez lata konsekwentnie wypracowała sobie Stocznia Crist z Trójmiasta.