Wody Morza Barentsa znów w centrum uwagi

W północnej części Morza Barentsa, u wybrzeży norweskiego Finnmarku, prowadzono wspólne manewry Norwegii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec. Ćwiczenia NATO na tych wodach nie umknęły uwadze Rosji, której reakcja polegała na skierowaniu w ten rejon działań jednostki rozpoznawcze.

Na północ od Finnmarku operował sojuszniczy zespół okrętów, w którego skład weszły niszczyciele rakietowe USS Mahan (DDG-72) i USS Bainbridge (DDG-96), amerykański okręt zaopatrzeniowy USNS William McLean (T-AKE-12), norweska fregata rakietowa HNoMS Thor Heyerdahl (F314) oraz okręt wsparcia logistycznego HNoMS Maud (A530). Wspólne działania miały na celu zwiększenie interoperacyjności sił morskich państw NATO oraz przećwiczenie scenariuszy szybkiego reagowania w przypadku regionalnego kryzysu.

Jak potwierdziły norweskie siły zbrojne, operacje były uważnie monitorowane przez rosyjski samolot patrolowy Ił-38 oraz okręt nawodny. Choć jednostki rosyjskie nie podejmowały działań zakłócających, ich obecność jednoznacznie wpisuje się w szerszy kontekst wzmożonej aktywności militarnej w Arktyce – zarówno ze strony Rosji, jak i sił sojuszniczych.

W oświadczeniu wiceadmirała Rune Andersena, dowódcy Norweskiego Połączonego Dowództwa Operacyjnego, podkreślono, że działania rosyjskie miały charakter profesjonalny i przebiegały zgodnie z bilateralnymi ustaleniami dotyczącymi unikania incydentów morskich.

Gerald R. Ford i sojusznicy w Arktyce

Obecność jednostek amerykańskich w rejonie Morza Norweskiego i Morza Barentsa to część szerzej zakrojonej aktywności grupy lotniskowcowej USS Gerald R. Ford (CVN-78). Lotniskowiec operuje w pobliżu wybrzeży Nordlandu, natomiast jego eskortę tworzą m.in. wspomniane niszczyciele USS Mahan i USS Bainbridge, które współdziałają z norweskimi okrętami w ramach wydzielonego zespołu operacyjnego.

W manewrach uczestniczyły również francuska fregata FS Aquitaine (D650), okręt zaopatrzeniowy FS Somme (A631) oraz niemiecka fregata FGS Hamburg (F220), co potwierdza wysoki poziom zgrania i zdolności wspólnego działania marynarek wojennych NATO w Arktyce.

Szkolenie dziś, odstraszanie jutro

Jak zaznaczył wiceadmirał Andersen, zdolność Norwegii do współdziałania z siłami sojuszniczymi w czasie pokoju stanowi fundament skutecznej obrony w sytuacji kryzysowej. Tego rodzaju ćwiczenia pozwalają nie tylko doskonalić procedury operacyjne, lecz także jasno komunikować gotowość NATO do obrony interesów w regionie północnoeuropejskim.

W ramach działań lotniskowca USS Gerald R. Ford przeprowadzono m.in. operacje lotnicze oraz treningi z udziałem norweskich sił powietrznych. Jak podkreślił kontradmirał Paul Lanzilotta, dowódca Carrier Strike Group 12, są to działania kontynuujące wieloletnią współpracę z Królewską Marynarką Wojenną Norwegii, która od kilku lat intensyfikuje swoją obecność w Arktyce.

Arktyka – obszar rywalizacji mocarstw

Chociaż obecność rosyjskich jednostek w pobliżu ćwiczeń nie stanowi zaskoczenia – analogicznie NATO monitoruje działania Floty Północnej – to aktualna sytuacja unaocznia wzrost napięcia w Arktyce. Obie strony demonstrują gotowość do działania w regionie, który zyskuje na znaczeniu nie tylko w kontekście bezpieczeństwa, lecz także zasobów naturalnych i nowych szlaków żeglugowych, powstających w wyniku zmian klimatycznych.

Jak wskazano w komunikacie U.S. Navy, celem obecności zespołu lotniskowcowego w regionie High North jest wzmocnienie odstraszania i potwierdzenie zaangażowania NATO w utrzymanie stabilności w północnej części obszaru euroatlantyckiego. Wobec rosnącej aktywności nie tylko Rosji, lecz także Chin, manewry te nabierają coraz większego znaczenia strategicznego.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.

    Rocznica, która nie przemija

    Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy. 

    W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.

    Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz

    Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.

    To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią. 

    Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji

    Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.

    Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.

    Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu

    Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.

    Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.

    Po co nam ta rocznica dzisiaj

    Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.

    Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.