Od remontów do fregat – transformacja PGZ Stoczni Wojennej

Realizacja największych w historii polskiej marynarki programów modernizacyjnych wymaga solidnego zaplecza przemysłowego. To właśnie PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni stała się centrum kompetencyjnym odpowiedzialnym za wdrażanie programów Miecznik, Ratownik czy (jako konsorcjant) Kormoran II. Jak przebiegała transformacja zakładu i jakie kompetencje oferuje dziś Marynarce Wojennej RP?
W artykule
Od remontów do nowych budów
Jeszcze kilka lat temu działalność stoczni koncentrowała się głównie na remontach i modernizacjach jednostek będących w służbie. Włączenie w 2017 roku do struktur Polskiej Grupy Zbrojeniowej zapoczątkowało proces stopniowego przekształcania profilu działalności. Przełomowym momentem było otrzymanie kontraktu na budowę trzech fregat w ramach programu Miecznik – pierwszego tak dużego programu nowych budów realizowanego w Stoczni od dekad.

Dziś PGZ SW łączy tradycyjne kompetencje w zakresie remontów z rosnącymi możliwościami projektowania i budowy nowych jednostek. Równolegle realizowane są program budowy okrętu ratowniczego Ratownik oraz dostawy zaawansowanych systemów dla niszczycieli min Kormoran II.
Nowoczesna infrastruktura w Stoczni
Kluczowym elementem transformacji był program inwestycyjny obejmujący budowę nowej infrastruktury produkcyjnej. Powstała między innymi Hala Kadłubowa o wysokości 46 metrów – jedna z najwyższych tego typu konstrukcji w Polsce, wyposażona w suwnice o udźwigu do 100 ton. Uzupełnia ją Hala Produkcyjna o powierzchni 5000 m², w której realizowane są prace wyposażeniowe.

Modernizacji poddano również istniejące obiekty, w tym dok pływający o udźwigu 8000 ton oraz podnośnik mechaniczny. Całość uzupełnia kompleks laboratoriów i stanowisk testowych, umożliwiających weryfikację systemów przed ich montażem na każdym z okrętów.
Zespół i kompetencje technologiczne
Wzrost skali działalności przełożył się na systematyczne powiększanie zespołu. W ciągu ostatnich lat liczba pracowników wzrosła z około 500 do około 800 osób. Szczególnie wzmocniono biuro projektowe, które dziś zatrudnia blisko 100 specjalistów zajmujących się projektowaniem okrętów i systemów okrętowych.
Stocznia wykorzystuje nowoczesne narzędzia projektowe, w tym oprogramowanie FORAN umożliwiające tworzenie cyfrowych modeli 3D okrętów. Takie podejście pozwala na optymalizację procesów produkcyjnych i minimalizację ryzyka błędów na etapie budowy.
Ośrodek Elektroniki i Uzbrojenia
Istotnym elementem kompetencji Stoczni jest własny Ośrodek Elektroniki i Uzbrojenia, specjalizujący się w projektowaniu i integracji systemów okrętowych. Ośrodek rozwija między innymi Zintegrowane Systemy Łączności wykorzystywane na okrętach programu Kormoran II oraz przygotowuje rozwiązania dla fregat Miecznik.

Kompetencje w zakresie systemów elektronicznych pozwalają na oferowanie kompleksowych usług – od projektowania przez produkcję po integrację i wsparcie eksploatacyjne.
Współpraca z partnerami technologicznymi
Realizacja zaawansowanych projektów okrętowych wymaga ścisłej współpracy z międzynarodowymi partnerami technologicznymi. PGZ SW współpracuje między innymi z brytyjskim Babcock International w ramach programu Miecznik, niemiecką firmą Rohde & Schwarz przy systemach łączności czy holenderską OSI Maritime Systems w zakresie nawigacji.
Transfer technologii i know-how od doświadczonych partnerów pozwala na budowanie własnych kompetencji w kluczowych obszarach technologicznych. Równolegle rozwijana jest współpraca z krajowymi dostawcami i kooperantami.
PGZ Stocznia Wojenna – perspektywy rozwoju
Realizowane obecnie projekty stanowią doskonałą podstawę dla dalszego rozwoju kompetencji w zakresie nowych budów. Doświadczenia zdobywane przy budowie fregat Miecznik i okrętu Ratownik będą wykorzystywane w przyszłych programach modernizacyjnych Marynarki Wojennej RP.
PGZ Stocznia Wojenna systematycznie buduje pozycję centrum kompetencyjnego, które łączy projektowanie, produkcję i wsparcie eksploatacyjne okrętów w całym cyklu ich życia. To podejście odpowiada na potrzeby nowoczesnej marynarki wojennej, która wymaga nie tylko nowoczesnych jednostek, ale również krajowego zaplecza technicznego zdolnego do ich długoterminowego utrzymania.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











