Była wiceprezydent Gdyni została wiceprezesem Portu Gdynia

Rada Nadzorcza Portu Gdynia powołała Katarzynę Gruszecką-Spychałę na stanowisko wiceprezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia ds. finansów i zarządzania aktywami. Pani Katarzyna obejmie swoją funkcję od 5 czerwca.
Katarzyna Gruszecka-Spychała, radca prawny oraz absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, od 2014 roku pełniła funkcję wiceprezydenta Gdyni ds. gospodarki. W swojej karierze zajmowała się m.in. inwestycjami w transport nisko- i zeroemisyjny oraz działaniami na rzecz Klastra Wodorowego i Pomorskiej Doliny Wodorowej. Teraz obejmie stanowisko wiceprezesa zarządu ds. finansów i zarządzania aktywami w Porcie Gdynia, co ogłoszono po rozstrzygnięciu postępowania kwalifikacyjnego 24 maja.
Zarząd Morskiego Portu Gdynia od 5 czerwca będzie działał w pełnym, trzyosobowym składzie. Funkcję prezesa zarządu pełni Piotr Gorzeński, a Mirosław Czapiewski sprawuje obowiązki wiceprezesa ds. infrastruktury i zarządzania majątkiem. Objęcie przez Katarzynę Gruszecką-Spychałę stanowiska wiceprezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia ds. finansów i zarządzania aktywami jest krokiem ku wzmocnieniu rozwój portu i jego pozycji na rynku.
Dzięki bogatemu doświadczeniu i kompetencjom Katarzyny Gruszeckiej-Spychały, Port Gdynia zyska silnego lidera, który przyczyni się do realizacji ambitnych planów rozwojowych. Jej dotychczasowa praca na rzecz rozwoju Gdyni, szczególnie w obszarze transportu ekologicznego i innowacji wodorowych, stanowi solidne podstawy do dalszych działań na nowym stanowisku.
Port Gdynia umacnia swoją pozycję jako kluczowy węzeł transportowy i logistyczny na Bałtyku. Katarzyna Gruszecka-Spychała, nowa wiceprezes zarządu, wnosi do zespołu swoje bogate doświadczenie i wiedzę, co z pewnością wesprze realizację strategicznych celów portu.
Autor: Mariusz Dasiewicz

Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.
W artykule
Rocznica, która nie przemija
Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy.
W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.
Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz
Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.
To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią.
Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji
Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.
Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.
Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu
Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.
Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.
Po co nam ta rocznica dzisiaj
Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.
Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.










