Niezapomniana wycieczka na pokładzie polskiego promu Polferries

Przygotuj się na niepowtarzalne doświadczenie podróży z gwiazdami show-biznesu na pokładzie polskiego promu Nova Star. Wycieczka z celebrytami na promie Polferries to nieodzowny element Twojej listy niezapomnianych przygód.

Nowoczesny prom Nova Star

Prom Nova Star, należący do Polferries, jest wyjątkowo nowoczesnym promem ro-ro/pasażerskim, który został zbudowany w 2011 roku. Posiada imponującą długość 161 metrów i może pomieścić na swoim pokładzie aż 1215 pasażerów. Prom Nova Star został wyczarterowany przez PŻB od singapurskiego przedsiębiorstwa ST Engineering Marine i od 2018 roku obsługuje regularne połączenie między Gdańskiem a Nynäshamn. Jego przestronne wnętrza i nowoczesne udogodnienia zapewniają komfortową podróż dla pasażerów, a także umożliwiają przewóz różnego rodzaju ładunków. Warto również wspomnieć, że Prom Nova Star dysponuje linią ładunkową o imponującej długości 2790 metrów.

Niezapomniana wycieczka na promie Polferries

Podróże na pokładzie promu Nova Star oferują nie tylko wygodę i efektywne połączenia między miejscowościami, lecz także niezapomniane doświadczenia dla podróżnych. Możliwość podróży i spotkania z gwiazdami, takimi jak Jeremy Clarkson, James May i Richard Hammond, sprawia, że wycieczka staje się jeszcze bardziej emocjonująca. Polferries dba o zadowolenie pasażerów, oferując im wyjątkowe atrakcje i zapewniając niezapomniane chwile na morzu.

Polska jako atrakcyjna destynacja

Polska, kraj o bogatej historii, malowniczych krajobrazach i przyjaznych miastach, staje się coraz bardziej atrakcyjną destynacją dla podróżnych z całego świata. Podróże po Polsce są pełne wyjątkowych atrakcji i niezwykłych miejsc do odkrywania. W malowniczych miastach, takich jak Gdańsk i Kraków, można spacerować po Rynku Głównym, podziwiać zabytki, jak np. Wawel, czy zwiedzać fascynujące muzea. Gdańsk z kolei urzeka swoimi zabytkowymi kamienicami i długą historią związaną z morzem.

Wnioski płynące z podróży po Polsce są niezwykle wartościowe. Odkrywanie różnorodności kraju, spotkanie z lokalną kulturą i tradycją oraz interakcja z przyjaznymi ludźmi pozostawiają niezapomniane wspomnienia i poszerzają horyzonty. Polska to nie tylko atrakcje turystyczne, ale także szansa na poznanie historii, sztuki i smaków tego pięknego kraju.

P&O Ferries wydłuża czarter kluczowych statków

Wspaniałą wiadomością dla pasażerów P&O Ferries jest wydłużenie czarteru dwóch kluczowych statków, Norsky i Norstream, na kolejne trzy lata. Firma postanowiła przedłużyć umowę czarterową, zawartą z właścicielem tych jednostek, firmą Bore. Statki Norsky i Norstream regularnie kursują na trasach Zeebrugge-Teesport oraz Zeebrugge-Tilbury, przewożąc różne towary.

Szwedzki port z dofinansowaniem na inwestycje

Port w Trelleborgu otrzymał dodatkowe fundusze w ramach unijnego wsparcia z programu CEF (Connecting Europe Facility). Wraz z portem w Rostocku otrzymał wsparcie finansowe na inwestycje realizowane w Trelleborgu. Projektem objętym wsparciem jest m.in. Rail-IT-MoS, który obejmuje m.in. dokończenie budowy dróg, instalacje elektryczne i infrastrukturę IT przy wschodnim nabrzeżu.

DFDS zmienia trasy

Statek Botnia Seaways, obsługujący trasę z Calais, będzie teraz zawijał do portu w Tilbury zamiast do Sheerness. Decyzja o zmianie trasy wynikała z oczekiwań klientów oraz przeprowadzonej ankiety.

Grupa Tallink podsumowała wyniki za czerwiec oraz drugi kwartał 2023 roku. W czerwcu firma przewiozła 592 tysiące pasażerów, co stanowiło niewielki spadek o 1,3%. Liczba przewiezionych ładunków cargo również zmniejszyła się o 24,9% do 27 738 jednostek. W drugim kwartale liczba pasażerów spadła z 1,55 miliona do 1,54 miliona, natomiast liczba przewiezionych ładunków cargo wyniosła 85 359 jednostek.

Źródło: PromySKAT/MD

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.