Novatek i Rosatom zbudują flotę lodołamaczy zasilanych skroplonym gazem

Rosyjskie koncerny energetyczne łączą siły. Novatek i Rosatom utworzą specjalną spółkę joint-venture, która zajmie się finansowaniem, budową i eksploatacją floty lodołamaczy zasilanych LNG. Statki będą wykorzystywane do obsługi transportu surowca z terminala Jamał LNG nad Zatoką Obską w rosyjskiej Arktyce oraz terminala Arctic LNG 2, który ma powstać w przyszłości, również nad Zatoką Obską.

Porozumienie w tej sprawie podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego, które odbyło się we Władywostoku, podpisali prezes zarządu koncernu Novatek Leonid Mikhelson i dyrektor generalny Rosatomu Aleksiej Likhaczow.

Obecne lodołamacze i statki klasy lodowej Rosatomu, którymi zarządza spółka-armator Rosatomfłot, już w tej chwili biorą udział w operacjach transportu surowca z terminala skraplającego Jamał LNG przez port w Sabetcie. Flota serwisowa terminala składa się z kilku jednostek. To dwa holowniki-lodołamacze oraz dwa holowniki klasy lodowej. Według informacji podawanych przez rosyjskie media, jeszcze w tym roku dołączy do niech lodołamacz portowy.

Terminal Jamał LNG rozpoczął działalność operacyjną w grudniu ubiegłego roku, kiedy do eksploatacji oddano pierwsza z czterech instalacji skraplających w Sabetcie. Instalacja ta może wyprodukować 17,5 mln ton LNG rocznie. Do obsługi transportu morskiego z terminala Jamał LNG koncern Novatek zamówił 15 specjalnych tankowców klasy lodowej Arc7. Pięć zamówionych tankowców – o pojemności 172 tys. m sześc. każdy – już wprowadzono do eksploatacji. Rozpoczęła się także dostawa transzy kolejnych pięciu jednostek. Co do dostawy pięciu ostatnich sztuk, to prawdopodobnie będzie ona skoordynowana z uruchomieniem drugiej instalacji skraplającej w terminalu Jamał LNG.

Zobacz też: Prezes Polskiego LNG: budujemy nowe moce Świnoujścia [WYWIAD]

Potężne gazowce z serii Arc7 będą mogły przepływać przez pokrywę lodową o grubości 2,1 m w sposób ciągły. Jednak eksperci wskazują, że statki nie będą mogły samodzielnie pływać na wschód od Sabetty w najzimniejszych miesiącach zimowych. Żeby w tym okresie transportować LNG na rynki azjatyckie, konieczna będzie eskorta atomowych lodołamaczy Rosatomfłotu. W praktyce jednak oznacza to bardzo wysokie koszty, dlatego statki na wschód od Sabetty wysyłane są tylko w początkowym i końcowym okresie sezonu zimowego, który trwa w Arktyce od listopada do czerwca.

Co więcej, oprócz floty 15 tankowców LNG klasy Arc7 koncern Novatek buduje też drugą flotę czarterową, która będzie się składała z 11 jednostek. Będą to konwencjonalne tankowce LNG oraz statki niższych klas lodowych. Flota ta będzie wykorzystywana do transportu LNG z Sabetty w krótkim sezonie letnim, przede wszystkim w kierunku zachodnim, do Europy. Według planów rosyjskiego koncernu statki na statki te będzie również przeładowywany LNG z tankowców klasy Arc7, żeby dowieźć surowiec w miejsce wskazane przez klienta. Analizy koncernu Novatek wskazują, że kiedy w terminalu Jamał LNG będą działać cztery instalacje skraplające, z portu Sabetta będzie wypływać 220 tankowców z LNG rocznie. Inaczej mówiąc, terminal będzie średnio ładował jeden statek co 40 godzin.

Zobacz też: LNG z Rosji płynie do Brazylii. Novatek dostarczył pierwszy ładunek.

Z komunikatów rosyjskiego koncernu energetycznego wynika, że Novatek chce usprawnić logistykę dostaw LNG. W plany związane z usprawnieniem transportu firma wpisuje też nowy projekt, czyli Arctic LNG 2. Terminal ten będzie miał podobne moce produkcyjne do obiektu Jamał LNG. Jednak ostateczna decyzja inwestycyjna w tej sprawie zapadnie dopiero na początku przyszłego roku. Jeżeli w 2019 roku rozpocznie się budowa obiektu, pierwszy ładunek LNG pochodzącego z Arctic LNG 2 może odpłynąć pod koniec 2020 albo na początku 2023 roku.

Z punktu widzenia wydajności wykorzystania arktycznej floty szczególne znaczenie będzie miała budowa dedykowanych terminali przeładunkowych zlokalizowanych maksymalnie blisko wschodniego i zachodniego krańca Północnej Drogi Morskiej. Takie rozwiązanie umożliwi maksymalne skrócenie czasu pracy statków z serii Arc7. Pozwoli to także na zmniejszenie kosztów budowy dodatkowej floty w związku z uruchomieniem terminala Arctic LNG 2, ponieważ 15-okrętowa flota jamalska będzie mogła obsługiwać także dostawy z drugiego punktu.

Zobacz też: Rośnie flota statków do obsługi rynku LNG. Stocznie azjatyckie dominują.

Posiadanie własnej floty lodołamaczy zasilanych skroplonym gazem ziemnym pozwoli rosyjskiemu koncernowi Novatek na znaczne obniżenie kosztów obsługi dostaw Północną Droga Morską, ponieważ firma nie będzie musiała korzystać z eskorty atomowych lodołamaczy Rosatomfłotu. Nie bez znaczenia jest udział w tym projekcie specjalistów z tej ostatniej firmy, ponieważ Rosatomfłot dysponuje niezbędnym know-how oraz wyspecjalizowanymi załogami, dzięki którym może obsługiwać transporty morskie z Zatoki Obskiej.

Należy przy tym podkreślić, że żadne szczegóły dotyczące konstrukcji nowych lodołamaczy nie są znane. Wiadomo tylko, że nowa flota będzie bunkrowała LNG pochodzący z terminala Jamał LNG. Początkowo zakładano, że będą to jednostki zasilane LNG o mocy napędowej 40 MW każda. To mniej niż lodołamacze Rosatomfłotu typu Arktika, które mają moc 54 MW. Zresztą Rosatomfłot właśnie buduje nową flotę trzech lodołamaczy z napędem jądrowym o mocy 60 MW. To jednostki klasy IB60, ale, o czym ostatnio pisaliśmy na Portalu Stoczniowym, rosyjskie spółki mają w planach budowę gigantycznych lodołamaczy o potężnej mocy 120 MW. Na razie jednak istnieją one tylko na desce kreślarskiej, a trzy lodołamacze IB60 mają zostać dostarczone do Rosatomfłotu w okresie od 2019 do 2021 roku.

Zobacz też: ORP Piast zwodowany w PGZ Stoczni Wojennej. Remont na finiszu.

Rosyjski koncern Novatek zamierza włączyć pierwszy lodołamacz zasilany LNG do eksploatacji do 2020 roku. Pozostałe trzy jednostki mają być następnie dostarczane w rocznych odstępach czasowych. Jeszcze nie wiadomo, która stocznia zbuduje statki, ale media spekulują, że kontrakt może przypaść Stoczni Wyborg. Pod uwagę brana jest też współpraca ze stocznią Arctech Helsinki Shipyard. Te dwie firmy należą do rosyjskiej Zjednoczonej Korporacji Stoczniowej. W budowę jednostek mogą włączyć się także stocznie mieszczące się w Sankt Petersburgu: Stocznia Admiralska oraz Stocznia Bałtyjskij Zawod.

Podpis: am

LNG – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?

    Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.

    Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.

    II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności

    Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
    Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.

    Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.

    W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.

    Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór

    Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?

    Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.

    I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
    Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.

    W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.

    W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.

    USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść

    Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.

    USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.

    Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.

    Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?