Położenie stępki pod korwetę dla Arabii Saudyjskiej

9 lipca, w hiszpańskiej stoczni Navantia w San Fernando odbyła się uroczystość położenia stępki pod przyszłą HMS Al-Madinah. Jest to pierwsza z trzech korwet drugiej transzy budowanych dla dla Royal Saudi Navy Forces (RSNF). To pierwsza jednostka drugiej transzy programu Sarawat, opartego na projekcie Avante 2200.

Symboliczny początek budowy Al-Madinah

Ceremonia położenia stępki, miała miejsce zaledwie kilka miesięcy po uroczystym rozpoczęciu cięcia blach pod drugą jednostkę tego typu. Gośćmi wydarzenia byli m.in. wiceadmirał Mohammed Abdlrahman Alghuraybi, przedstawiciel saudyjskiej marynarki wojennej oraz ambasador Arabii Saudyjskiej w Hiszpanii, księżniczka Haifa bint Abdulaziz Al-Mogrin. Gospodarzami uroczystości byli prezes Navantii Ricardo Domínguez i dyrektor programu korwet Alberto Cervantes.

Czytaj więcej: Modernizacja floty Arabii Saudyjskiej w odpowiedzi na nowe wyzywania

Po umieszczeniu stępki na pochylni, delegacja udała się do hali montażowej „José Antonio Rodríguez Poch”, gdzie podpisano i przyspawano pamiątkową tablicę, a następnie dokonano symbolicznego rozpoczęcia cięcia blach dla trzeciej jednostki. Oznacza to rozpoczęcie realizacji drugiej transzy korwet budowanych w ramach programu Sarawat.

Kontynuacja programu Sarawat

Budowa trzech nowych jednostek stanowi kontynuację programu Sarawat, którego pierwsza faza, obejmująca pięć korwet, zakończyła się przekazaniem ostatniej jednostki Unayzah (C550) w marcu 2024 roku. Realizacja drugiej transzy opiera się na aneksie do bazowej umowy z 12 lipca 2018 roku. Pierwszy z nowych okrętów zostanie zbudowany w zakładzie stoczniowy Navantia w Kadyksie, natomiast pozostałe dwie korwety zostaną zbudowane na miejscu, w Arabii Saudyjskiej. Przekazanie ostatniej jednostki planowane jest na 2028 rok.

Szkolenie odbywać się będzie w oparciu o centra edukacyjne Navantii, co wpisuje się w politykę transferu technologii i rozwój krajowych zdolności przemysłowych Arabii Saudyjskiej. Zgodnie z umową, jednostki przejdą próby morskie oraz testy zdolności bojowych, prowadzone przez hiszpańską Armada Española.

Charakterystyka i uzbrojenie korwet typu Avante 2200

Korwety typu Avante 2200 charakteryzują się pełną wypornością około 2470 ton, długością 104 metrów, szerokością 14 metrów oraz zanurzeniem wynoszącym 3,8 metra. Napęd stanowią cztery wysokoprężne silniki MTU 12V 1163 TB93 o mocy 4440 kW każdy, współpracujące z przekładniami Renk i śrubami Wärtsilä. Układ CODAD umożliwia osiągnięcie prędkości 24 węzłów oraz autonomiczności 3500 Mm przy prędkości marszowej 18 węzłów. Załogę korwet tego typu stawić będzie 92 marynarzy oraz dodatkowe 20 miejsc dla personelu zadaniowego.

Główne uzbrojenie artyleryjskie stanowi armata morska 76 mm/62 SR Leonardo OTO Melara, natomiast ostatnią linię obrony zapewniają 35-mm system Rheinmetall GDM-008 Millennium oraz dwa zdalnie sterowane stanowiska Nexter Narwhal kal. 20 mm. Do obrony przed zagrożeniami z powietrza przeznaczono dwie 8-komorowe wyrzutnie pionowego startu Sylver A50 (łącznie 16 komór), przystosowanych do odpalania pocisków przeciwlotniczych VL MICA. Ochronę bezpośrednią zapewnia system Rheinmetall Millennium kal. 35 mm, a także dwa zdalnie sterowane stanowiska Nexter Narwhal kal. 20 mm.

Czytaj też: Navantia UK i program FSS: nowe otwarcie dla brytyjskiego przemysłu okrętowego

Uzupełnieniem zdolności ofensywnych jest osiem pocisków przeciwokrętowych MM40 Exocet Block 3C oraz dwie potrójne wyrzutnie torped kalibru 324 mm, umożliwiające zwalczanie okrętów podwodnych (ZOP). Pokład rufowy oraz hangar przystosowano dla śmigłowców o masie do 10 ton, takich jak MH-60R Seahawk, co znacząco rozszerza możliwości operacyjne jednostek. Systemy obrony biernej obejmują wyrzutnie wabików Lacroix Sylena Mk2.

Korwety wyposażone zostały w zintegrowany system zarządzania walką HAZEM, opracowany przez saudyjskich inżynierów we współpracy z Navantią. Rozwiązanie to zapewnia pełną integrację systemów uzbrojenia, sensorów oraz środków wsparcia dowodzenia, umożliwiając ich skoordynowane działanie w środowisku wielodomenowym. Za detekcję celów odpowiada trójwspółrzędny radar Leonardo Kronos Naval działający w paśmie E/F (2–4 GHz).

Znaczenie programu dla regionu Kadyksu

Budowahttps://portalstoczniowy.pl/navantia-dostarczyla-druga-korwete-typu-avante-2200-dla-arabii-saudyjskiej/ drugiej transzy korwet przyniesie ok. 4 mln roboczogodzin pracy dla regionu Bahía de Cádiz, generując do 2000 miejsc pracy. Jednocześnie stanowi istotny element ekspansji na światowe rynki koncernu stoczniowego Navantia oraz rozwoju saudyjskiego przemysłu stoczniowego.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/okretownictwo-stocznie/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.