Za kulisami przemysłu okrętowego: Tajemnice położenia stępki [część 4]

W najnowszej części „Za kulisami przemysłu okrętowego”, Marcin Ryngwelski, ekspert okrętownictwa, odkrywa przed nami uroczystość położenia stępki, która uosabia ważny etap w procesie stoczniowym. Ta ceremonia, związana z ostatnim położeniem stępki ORP Rybitwa, stanowi symboliczny początek budowy kadłuba, podkreślając zaangażowanie wszystkich stron projektu i zaznaczając realne rozpoczęcie prac nad nowym niszczycielem min dla Marynarki Wojennej RP.
W artykule
Znaczenie ceremonii położenia stępki
Położenie stępki jest fundamentalnym momentem, symbolizującym fizyczne rozpoczęcie budowy statku lub okrętu. Jest to nie tylko kluczowy etap konstrukcyjny, ale także ważna uroczystość dla przyszłego armatora i ekipy stoczniowej, demonstrująca postęp prac i przynosząca nadzieję na pomyślną realizację projektu.
Definicja i rola położenie stępki
Stępka, będąca osią konstrukcyjną szkieletu statku, stanowi najniższy element konstrukcyjny jednostki, biegnąc od dziobu do rufy i zapewniając podstawę wytrzymałości strukturalnej kadłuba. Uroczystość jej położenia często wiąże się z dodatkowymi atrakcjami, takimi jak wspawanie monety, choć nie jest to zwyczaj powszechnie stosowany we wszystkich stoczniach.

Finansowe i symboliczne aspekty
Każdy krok, od podpisania umowy, przez pierwsze cięcie stali, aż po położenie stępki, jest ściśle określony i związany z etapami płatności od armatora, co podkreśla znaczenie finansowe tego momentu dla całego projektu. Ceremonia ta ma też głębokie znaczenie symboliczne, oficjalnie rozpoczynając budowę i prezentując postępy przed znamienitymi gośćmi.
Miejsce budowy – adaptacja do wymagań
Po ceremonii, sekcja stępkowa zostaje przetransportowana do wyznaczonego miejsca budowy, które może różnić się w zależności od wymagań technicznych projektu. Dla ORP Rybitwa jest to specjalnie przygotowana hala produkcyjna, umożliwiająca pracę ze stalą amagnetyczną.
Kolejny epizod już wkrótce… ⚓️
Źródło: Linkedln/Marcin Ryngwelski

Hiszpański atut w programie Luleå

Gdy Szwedzi rozstrzygają jeden z najważniejszych programów okrętowych nadchodzącej dekady, Hiszpanie grają kartą, której nie da się zignorować. Do Sztokholmu trafia oferta oparta nie na wizualizacjach, lecz na praktyce wyniesionej z wieloletniej służby okrętów w zespołach NATO oraz ich stałej obecności na wymagających wodach północnej Europy.
W artykule
Fregata z północy Europy, nie z katalogu
27 stycznia, w momencie gdy hiszpańska fregata F-102 Almirante Juan de Borbón była już zacumowana w porcie w Sztokholmie, stało się jasne, że jej obecność wykracza poza ramy rutynowej wizyty dyplomatycznej. Jednostka, pełniąca funkcję okrętu flagowego Stałego Zespołu Sił Morskich NATO SNMG-1, na co dzień działa na północnoeuropejskich wodach, gdzie morze i klimat szybko weryfikują trwałość kadłuba, rzeczywistą sprawność systemów okrętowych oraz sposób ich utrzymania w służbie.
Dla Sztokholmu, który w ramach programu Luleå poszukuje następców obecnych jednostek nawodnych, taki punkt odniesienia ma znaczenie fundamentalne. Hiszpańskie fregaty typu F-100 nie są projektem z katalogu. To okręty, które od lat działają w składzie wielonarodowych zespołów morskich, utrzymując wysoką gotowość w służbie oraz pełną zdolność współdziałania z flotami sojuszniczymi.
Luleå jako program zdolności, nie tylko okrętów
Właśnie w tym kontekście Navantia przedstawia swoją ofertę dla szwedzkiego programu Luleå. Proponowana lekka fregata ALFA 4000 ma być platformą otwartą na integrację narodowych systemów walki i rozwijaną z myślą o wymaganiach strony szwedzkiej. Kluczowe znaczenie przypisano kontrolowanemu rozwojowi projektu, jasno zdefiniowanym interfejsom oraz ograniczaniu ryzyka już na etapie projektowania.
Hiszpański koncern stoczniowy podkreśla przy tym, że stawką nie jest jedynie budowa okrętów. Program Luleå ma oznaczać zdolności szerzej rozumiane – od szkolenia załóg, przez zapewnienie sprawnego funkcjonowania jednostek w służbie, po długofalowe utrzymanie ich gotowości we współpracy z krajowym przemysłem. To podejście, w którym okręt jest środkiem do celu, nie celem samym w sobie.
W rywalizacji o szwedzki kontrakt Hiszpanie jasno sygnalizują, że oferują rozwiązanie zweryfikowane w służbie, a nie zapowiedź przyszłych zdolności. Doświadczenia z programów realizowanych dla Australii oraz Wielkiej Brytanii pokazują, że potrafią oni nie tylko zaprojektować i zbudować nowoczesne okręty, lecz także skutecznie włączyć je w struktury sojusznicze i utrzymać ich gotowość w długiej perspektywie. Dla państwa, które konsekwentnie buduje własne bezpieczeństwo morskie, taki argument może mieć duże znaczenie.










