Iran wstrzymuje się z blokadą Cieśniny Ormuz. Co to oznacza?

Poniedziałkowe uderzenie na amerykańskie bazy w Iraku i Katarze – choć zostało powstrzymane przez systemy obrony przeciwrakietowej – ponownie unaoczniło, jak szybko lokalna eskalacja może zagrozić globalnemu bezpieczeństwu energetycznemu. W centrum tych napięć znajduje się blokada Cieśniny Ormuz – przez którą przepływa blisko 20% światowego wolumenu ropy naftowej. Dlaczego Teheran powstrzymał się przed tym krokiem? Jakie konsekwencje niesie to dla Europy oraz Polski?

Wstrzymana odpowiedź, zatrzymana eskalacja

Choć od irańskiego ataku na amerykańskie bazy minęły zaledwie dwa dni, napięcie wokół Zatoki Perskiej nie słabnie. Jak już sygnalizowaliśmy w poprzednim tekście, eskalacja w tym rejonie ma bezpośrednie konsekwencje także dla nas. Czas więc przyjrzeć się tej sytuacji z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego Europy – w tym także Polski – szczególnie w kontekście potencjalnej blokady cieśniny Ormuz.

Brak natychmiastowej, ofensywnej odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych po irańskim ataku z 23 czerwca miał kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu kryzysu. Prezydent Donald Trump, mimo wcześniejszych zapowiedzi o „gotowości do zdecydowanej reakcji”, zdecydował się ograniczyć działania USA do środków defensywnych i apeli o deeskalację. Z komunikatów Departamentu Obrony wynika, że ani Al Udeid w Katarze, ani baza Ain al-Asad w Iraku nie odniosły poważnych szkód, co pozwoliło Waszyngtonowi zareagować w sposób wyważony.

To właśnie ten asekuracyjny krok prezydenta USA mógł okazać się decydujący w zatrzymaniu spirali konsekwencji jakie niesie blokada taka strategicznego szlaku żeglugowego jaką jest Cieśnina Ormuz. Choć irański parlament przegłosował symboliczne działania mające na celu blokadę cieśniny, brak bezpośredniego uderzenia odwetowego ze strony Stanów Zjednoczonych pozwolił władzom w Teheranie wstrzymać realizację tej decyzji. W efekcie, mimo wzrostu napięcia i presji międzynarodowej, cieśnina Ormuz – uznawana za newralgiczny węzeł światowego handlu surowcami energetycznymi – nadal pozostaje otwarta.

Waga szlaku – skala, która działa jak detonator

Według danych Energy Information Administration, w 2024 roku przez cieśninę Ormuz transportowano średnio 21 mln baryłek ropy naftowej i kondensatu dziennie (EIA, 2024) – co odpowiada blisko jednej piątej światowego handlu tym surowcem drogą morską. Zamknięcie tego szlaku żeglugowego oznaczałoby lukę w dostawach sześciokrotnie przekraczającą dzienne wydobycie z Norwegii – jednego z głównych eksporterów ropy w Europie.

Jednak nie tylko fizyczny niedobór surowca wzbudza obawy rynku. Równie istotna jest premia ryzyka – według wyliczeń Lloyd’s List, składka ubezpieczeniowa typu war-risk dla tankowców VLCC wzrosła w ciągu 24 godzin od irańskiego ataku o 65% (Lloyd’s List, 24 czerwca 2025). W przypadku zakłóceń, część ładunków mogłaby zostać przekierowana rurociągami: saudyjskim East-West (7 mln b/d) lub Habshan–Fudżajra w ZEA (1,5 mln b/d), co jednak generowałoby wysokie koszty logistyczne. Wyższe stawki frachtowe i składki ubezpieczeniowe mogłyby przełożyć się na wzrost kosztów dostaw także do terminali w Gdańsku i Naftoporcie.

WskaźnikWartość
Średni tranzyt ropy w 2024 r.21 mln baryłek dziennie (b/d)
Wzrost składki war-risk (VLCC) po ataku+65% (Lloyd’s List, 24 VI 2025)
Przepustowość rurociągu East-West (Arabia Saudyjska)7 mln b/d
Przepustowość rurociągu Habshan–Fudżajra (ZEA)1,5 mln b/d

Blokada, która uderza również w Iran

Zamknięcie cieśniny Ormuz miałoby skutki globalne – to oczywiste. Jednak warto podkreślić, że konsekwencje takiej decyzji sięgają także samych źródeł – w tym wypadku, producentów ropy z regionu Zatoki Perskiej. Przerwanie szlaku eksportowego uderzyłoby nie tylko w głównych odbiorców surowca, przede wszystkim kraje Azji w tym m.in. Chin. Dotknęłoby to również eksporterów – Irak, Kuwejt i przede wszystkim Arabię Saudyjską. Nie można zapominać, że przez cieśninę Ormuz przepływa także gaz ziemny z Kataru oraz ropa naftowa wydobywana przez… sam Iran.

I tu tkwi paradoks tej strategii – gospodarcze uderzenie wymierzone w świat, byłoby ciosem wymierzonym również we własne interesy. Irańska ropa nie dotarłaby do odbiorców, a Teheran ucierpiałby finansowo równie dotkliwie, jak jego przeciwnicy. Dlatego właśnie blokada Ormuz to środek eskalacyjny o wysokim koszcie także dla użytkownika, ale kosztowna także dla użytkownika. Nazywana „opcją atomową”, pozostaje w arsenale Iranu jako środek odstraszania – potężny, lecz stosowany w ostateczności.

Cieśnina Ormuz w irańskiej strategii odstraszania

Iran dysponuje pełnym wachlarzem środków, które pozwalają mu w krótkim czasie zablokować cieśninę Ormuz. Kluczowy 38-kilometrowy odcinek szlaku tranzytowego mógłby zostać zaminowany w ciągu kilku godzin, co wynika z rozmieszczenia mobilnych jednostek Morskiego Korpusu Strażników Rewolucji oraz gotowości operacyjnej flotylli szybkich łodzi szturmowych (Fast Attack Craft), których taktyka opiera się na działaniu rojowym i uderzeniach z zaskoczenia. Dodatkowym elementem systemu odstraszania pozostają lądowe wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych Ghadir i Noor, rozmieszczone również na wyspach położonych w obrębie cieśniny. Tego rodzaju infrastruktura tworzy istotną barierę zarówno fizyczną, jak i operacyjną dla tranzytu morskiego.

Jednak nawet najbardziej skuteczna blokada pociąga za sobą poważne skutki uboczne. Iran nadal eksportuje – w różnych formach i kanałach – około 1,3 miliona baryłek ropy dziennie. Zablokowanie cieśniny oznaczałoby przerwanie także tego strumienia przychodów, co przy narastających trudnościach gospodarczych stanowiłoby poważne ryzyko dla stabilności reżimu. Dlatego blokada Ormuz to dla Iranu broń skrajna – silna w działaniu, ale kosztowna także dla samego używającego. Jak ujął to dr Ali Vaez z International Crisis Group: „Blokada to broń atomowa – odstrasza bardziej, gdy pozostaje w kaburze”.

Co to oznacza? Iran wstrzymuje się z blokadą Cieśniny Ormuz

Decyzja Iranu o niezamykania Cieśniny Ormuz – mimo dyskusji parlamentarnych oraz presji wewnętrznej i zewnętrznej – stanowi wyraźny sygnał strategicznej powściągliwości. Wobec wcześniejszych działań Izraela i Stanów Zjednoczonych, Teheran stara się balansować między potrzebą zdecydowanej odpowiedzi a kalkulacją kosztów geopolitycznych. Pozostawienie cieśniny otwartej pozwala władzom Iranu zachować twarz jako siła zdolna do eskalacji, lecz zarazem gotowa na odroczenie konfrontacji. Taka postawa daje międzynarodowym rynkom energetycznym chwilę oddechu, stabilizując ceny surowców i ograniczając ryzyko regionalnej eksplozji o skutkach globalnych.

Sytuacja ta daje Waszyngtonowi i jego partnerom czas na działania dyplomatyczne oraz przestrzeń do budowania szerszej koalicji odstraszania. Dla Iranu decyzja o niezamykania cieśniny Ormuz pozwala podtrzymać napięcie i wysłać sygnał gotowości do eskalacji. Takie rozciągnięcie kryzysu odbiera jednak efekt zaskoczenia. Blokada szlaku tranzytowego pozostaje najpoważniejszym narzędziem nacisku Teheranu.

Dla Polski, gdzie blisko 9% importowanej ropy pochodzi z regionu Zatoki Perskiej, każdy wzrost ceny Brent o 10 dolarów za baryłkę oznacza dodatkowy koszt importu sięgający 100 mln złotych miesięcznie.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/energetyka-offshore/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Polska na czele Stałego Zespołu Obrony Przeciwminowej NATO na Bałtyku

    Polska na czele Stałego Zespołu Obrony Przeciwminowej NATO na Bałtyku

    8 stycznia w Rydze odbyła się uroczystość przekazania dowodzenia nad Stałym Zespołem Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 1 (SNMCMG1). Dowództwo nad jednym z czterech stałych zespołów okrętowych Sojuszu objął oficer Marynarki Wojennej RP, komandor porucznik Kacper Sterne.

    Tym samym Polska po raz szósty w historii przejęła odpowiedzialność za kierowanie wielonarodowym zespołem obrony przeciwminowej, stale operującym na akwenach Europy.

    Objęcie dowodzenia nad SNMCMG1 oznacza rozpoczęcie realizacji zasadniczego zadania Polskiego Kontyngentu Wojskowego Czernicki 2026. Zespół będzie formowany rotacyjnie z okrętów i załóg kilku państw Sojuszu, co pozostaje jednym z najbardziej praktycznych przykładów interoperacyjności sił morskich NATO w codziennej służbie na morzu.

    Pół roku odpowiedzialności za bezpieczeństwo na morzu

    Przez najbliższe sześć miesięcy komandor porucznik Sterne będzie kierował działalnością zespołu z pokładu okrętu flagowego – ORP Kontradmirał Xawery Czernicki. Trzon sztabu dowodzenia stanowią polscy oficerowie i podoficerowie wydzieleni z jednostek 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Działania zespołu obejmą przede wszystkim Morze Bałtyckie, które w obecnych realiach stało się jednym z istotnych akwenów dla bezpieczeństwa NATO.

    Bałtyk pozostaje akwenem o dużym nasyceniu infrastruktury krytycznej, intensywnej żegludze oraz złożonych uwarunkowaniach hydrograficznych. To właśnie w takim środowisku zespoły obrony przeciwminowej pełnią rolę jednego z filarów morskiego bezpieczeństwa, działając w sposób ciągły, a nie wyłącznie w reakcji na kryzysy.

    Dowodzenie jako wyraz zaufania sojuszniczego

    Podczas ceremonii w Rydze nowy dowódca SNMCMG1 podkreślił znaczenie powierzonej funkcji zarówno dla Marynarki Wojennej RP, jak i całych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.

    To dla mnie wielki zaszczyt i honor objąć dowództwo nad Stałym Zespołem Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa Pierwsza. Jest to powód do dumy dla Marynarki Wojennej oraz Sił Zbrojnych RP. Nasz kraj obejmuje dowodzenie tym zespołem po raz szósty, co stanowi wyraźny dowód zaufania, jakim sojusznicy darzą polskich marynarzy, ich profesjonalizm oraz doświadczenie.

    komandor porucznik Kacper Sterne

    Komandor porucznik Sterne jest szóstym oficerem Marynarki Wojennej RP, któremu powierzono dowodzenie Stałym Zespołem Sił Obrony Przeciwminowej NATO. Sojusz utrzymuje cztery takie zespoły w stałej rotacji. Dwa z nich stanowią zespoły uderzeniowych okrętów nawodnych, natomiast dwa kolejne przeznaczone są do realizacji zadań obrony przeciwminowej. Grupa pierwsza operuje zazwyczaj na północnych akwenach Europy, podczas gdy grupa druga koncentruje się na południowej części kontynentu.

    „Tarcza przeciwminowa” w praktyce

    Głównym zadaniem SNMCMG1 pozostaje utrzymanie bezpieczeństwa żeglugi poprzez poszukiwanie, wykrywanie oraz neutralizację niebezpiecznych obiektów podwodnych. W ten sposób zespół współtworzy system obrony przeciwminowej, określany w strukturach NATO mianem „Tarczy Przeciwminowej” dla europejskich akwenów.

    Równie istotnym wymiarem działalności zespołu jest demonstrowanie solidarności sojuszniczej oraz stałej obecności NATO na morzu. Okręty SNMCMG1 pozostają w gotowości do reagowania na zagrożenia wobec infrastruktury krytycznej, potencjalne akty sabotażowe, a także do wsparcia operacji antyterrorystycznych, działań ratowniczych i reagowania kryzysowego. Zespoły te należą do najbardziej dyspozycyjnych elementów Sił Reagowania NATO, będąc znaczną część czasu w morzu, realizując zadania operacyjne oraz uczestnicząc w ćwiczeniach z siłami morskimi państw sojuszniczych i partnerskich.

    Stała obecność, nie incydentalne działanie

    Przejęcie dowodzenia nad SNMCMG1 przez Polskę kolejny raz pokazuje długofalowe zaangażowanie Marynarki Wojennej RP w budowanie bezpieczeństwa morskiego Europy. Nie jest to wyłącznie wydarzenie ceremonialne, lecz realna odpowiedzialność za koordynację działań zespołu, którego obecność na Bałtyku ma charakter ciągły i przewidywalny. W obecnych uwarunkowaniach to właśnie taka forma obecności pozostaje jednym z kluczowych elementów stabilności i odstraszania na północnych akwenach Sojuszu.