Szczecin rozwija skrzydła – Windar i przemysł offshore na Bałtyku

Symboliczny kamień węgielny wmurowany miesiąc temu na Ostrowie Grabowskim zapowiada nie tylko budowę fabryki wież wiatrowych. To sygnał szerszych przemian: obecności hiszpańskiej Windar Renovables – strategicznego partnera Navantii – w polskim sektorze offshore, odbudowy potencjału przemysłowego Szczecina oraz umacniania pozycji Bałtyku jako strategicznej przestrzeni transformacji energetycznej.

Szczecin i offshore wind – przemysłowy zwrot wspierany przez Windar Renovables

Na Ostrowie Grabowskim nie słychać jeszcze zgrzytu stali ani szumu maszyn. Jednak atmosfera zmian unosi się nad szczecińskim portem coraz wyraźniej. To właśnie tutaj ma powstać zakład, który w nadchodzących latach może odegrać istotną rolę w budowie zaplecza produkcyjnego polskiej morskiej energetyki wiatrowej. Hiszpański producent komponentów dla sektora energetyki wiatrowej – zarówno onshore, jak i offshore – w przyszłym roku uruchomi w Szczecinie fabrykę wież dla morskich turbin wiatrowych. Inwestycja Windar Renovables – który jest strategicznym partnerem Navantii w międzynarodowych projektach energetyki wiatrowej – wykracza poza lokalny wymiar i staje się częścią szerszej, przemysłowej układanki Pomorza Zachodniego. Współpraca obu firm obejmuje m.in. dostawy kluczowych komponentów dla Iberdroli – jednego z największych operatorów morskich farm wiatrowych na świecie – co potwierdza ich istotną rolę w europejskim łańcuchu dostaw offshore wind.

Dzisiejszy wymiar tej inwestycji nie ogranicza się już wyłącznie do symboliki. To element większej strategii – przemysłowej ekspansji Navantii w sektorze offshore wind, zbieżnej z ambicjami Polski, by nie tylko konsumować zielone technologie, lecz także je wytwarzać. Szczecin ma szansę stać się jednym z kluczowych ośrodków tego procesu na południowym wybrzeżu Bałtyku.

Windar Renovables, działająca w Polsce przez spółkę zależną Windar Polska, wchodzi teraz w konkretną fazę realizacji: fabryka na Ostrowie Grabowskim ma ruszyć w 2026 roku. W zakładzie zatrudnienie znajdzie około 450 osób – zarówno wysoko wykwalifikowanych specjalistów, jak i pracowników produkcyjnych, co stanowi istotny impuls dla lokalnego rynku pracy. Nowe miejsca pracy to nie tylko wzrost zatrudnienia, ale też szansa na rozwój kompetencji przemysłowych w regionie, który po latach transformacji potrzebuje długofalowych i stabilnych projektów inwestycyjnych.

Zakład będzie produkował stalowe, rurowe wieże dla sektora offshore – kluczowe komponenty konstrukcyjne morskich turbin wiatrowych. Fabryka ma nie tylko obsługiwać krajowe i międzynarodowe zapotrzebowanie, ale też odgrywać kluczową rolę we wspieraniu polskiego sektora morskiej energetyki wiatrowej. Umowa dzierżawy terenu w porcie w Szczecinie została zawarta na 30 lat.

Warto dodać, że rolę inżyniera kontraktu pełni polska firma Industria Project. Odpowiada ona za prace projektowe, nadzór inwestorski oraz koordynację komunikacji między wszystkimi uczestnikami – Windar Renovables, Zarządem Morskich Portów Szczecin‑Świnoujście i generalnym wykonawcą, firmą PORR Polska.

Tym samym Szczecin nie tylko umacnia swoje znaczenie w łańcuchu dostaw offshore, lecz także potwierdza pozycję jako ważnego ośrodka inwestycji Navantia w sektorze OZE. Nowa fabryka będzie nie tylko obsługiwać krajowe potrzeby energetyki morskiej, lecz także stanie się istotnym ogniwem w eksporcie komponentów dla europejskiego rynku offshore wind.

To nie pierwszy raz, gdy Szczecin próbuje wykorzystać swój potencjał portowo-przemysłowy. Tym razem jednak uwarunkowania są wyjątkowe: dynamicznie rozwijający się sektor offshore, potrzeba dywersyfikacji energetycznej oraz rosnąca rola Bałtyku jako przestrzeni strategicznej. W takiej rzeczywistości kamień węgielny nie jest jedynie gestem symbolicznym – staje się konkretnym sygnałem dla rynku, że Polska nie zamierza być jedynie konsumentem zielonych technologii, lecz także ich producentem.

Navantia – europejski gracz globalnego formatu

W tle szczecińskiej inwestycji warto przyjrzeć się także strategicznemu partnerowi Windar Renovables. Navantia – hiszpański państwowy koncern stoczniowy – od lat uchodzi za jeden z filarów europejskiego przemysłu okrętowego, lecz w ostatnim czasie wyraźnie poszerza zakres działalności. Obok projektowania i budowy okrętów wojennych dla hiszpańskiej marynarki wojennej oraz zagranicznych flot wojennych, Navantia coraz odważniej rozwija kompetencje w sektorze offshore wind, wykorzystując swoje doświadczenie inżynieryjne w nowej domenie strategicznej.

Transformacja ku energetyce odnawialnej nie jest jedynie hasłem, lecz realnym kierunkiem inwestycyjnym. W ostatnich latach Navantia – poprzez spółkę Navantia Seanergies – zrealizowała ponad 20 projektów offshore wind w dziewięciu krajach, dostarczając m.in. ponad 110 monopali i 220 kratownicowych fundamentów typu jacket. W ramach strategicznego partnerstwa Windar Renovables i Navantia dostarczają kluczowe komponenty m.in. dla projektów realizowanych przez Iberdrolę – w tym dla morskich farm wiatrowych Windanker na Bałtyku oraz East Anglia Three na Morzu Północnym. Produkując konstrukcje dla farm Windanker, Saint-Brieuc, East Anglia i Baltica 2, obie firmy pokazują, że potrafią łączyć kompetencje stoczniowe z najnowszymi wymaganiami sektora OZE.

Oprócz projektowania i produkcji, Navantia rozwija także technologie związane z pływającymi platformami oraz oferuje kompleksowe usługi w zakresie eksploatacji, serwisu i cyfryzacji infrastruktury offshore. Dzięki zaawansowanym narzędziom projektowym i bliskiej współpracy z partnerami przemysłowymi, firma nie tylko wytwarza, lecz także tworzy przemysłowe kompetencje tam, gdzie ich wcześniej brakowało – czego przykładem może być właśnie inwestycja w Szczecinie.

Przykładem tej transformacji jest działalność na Wyspach Brytyjskich spółki Navantia UK w przemyśle okrętowym, która koordynuje realizację programu Fleet Solid Support (FSS) – budowy trzech nowoczesnych okrętów wsparcia logistycznego dla Royal Navy. Projekt ten ma nie tylko dostarczyć niezbędne jednostki operacyjne dla brytyjskiej floty, lecz również przyczynić się do rewitalizacji lokalnych zdolności stoczniowych na Wyspach Brytyjskich. Inwestycje Navantii w modernizację stoczni w Belfaście i Appledore, sięgające już ponad 100 milionów funtów, mają zapewnić trwałą obecność przemysłową w Wielkiej Brytanii oraz stworzyć ponad 1100 miejsc pracy.

Równolegle hiszpański koncern przenosi sprawdzony model współpracy przemysłowej także na inne rynek Antypodów. Wcześniej – przy budowie niszczycieli typu Hobart i okrętów desantowych typu Canberra – Navantia odegrała podobną rolę w Australii, przekazując lokalnym partnerom know-how, narzędzia zarządzania produkcją oraz wsparcie technologiczne. Dziś te doświadczenia przekładają się na strategiczne podejście także w sektorze energetyki odnawialnej – czego dowodem jest rosnąca aktywność Windar Renovables w Europie Północnej i inwestycja w Szczecinie.

Hiszpański koncern nie zamierza jednak poprzestać na sektorze offshore. W tle szczecińskiej inwestycji coraz wyraźniej wybrzmiewa także zainteresowanie Navantii w programie Orka – budowy nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej RP. Kluczowym elementem tej oferty ma być jednostka S-83, obecnie budowana w Hiszpanii, którą według deklaracji producenta można byłoby przekazać stronie polskiej już pod koniec 2027 roku. Tym samym Navantia proponuje Polsce nie tylko udział w nowoczesnym projekcie okrętowym, lecz także szybką ścieżkę wzmocnienia zdolności podwodnych z wykorzystaniem gotowego okrętu spełniającego wymogi operacyjne NATO.

Navantia nie rywalizuje – Navantia buduje partnerstwa. To strategia, która przynosi wymierne efekty zarówno dla flot wojennych, jak i lokalnych gospodarek. Inwestycje hiszpańskiego koncernu tej skali nie są przypadkiem – to część przemyślanej polityki budowy światowej autonomii przemysłowej i technologicznej, która zyskuje dziś nowe znaczenie także na Bałtyku.

Ten sam model działania realizuje Windar Renovables – partner Navantii w sektorze energetyki odnawialnej. Dzięki synergii kompetencji, elastyczności organizacyjnej i długofalowej strategii inwestycyjnej, firma ta wnosi do Szczecina nie tylko technologię i know-how, lecz przede wszystkim przemysłową trwałość, która może odmienić oblicze polskiego sektora offshore wind.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/offshore/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 2]

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 2]

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów w operacjach ZOP coraz wyraźniej koncentruje się na integracji zaawansowanych sensorów oraz nowych, kompaktowych efektorów. Ograniczenia masowe i energetyczne platform bezpilotowych wymuszają poszukiwanie lżejszych rozwiązań, takich jak miniaturyzowane sonary opuszczane, sensory nieakustyczne czy bardzo lekkie środki rażenia.

    W artykule

    W pierwszej części opisałem znaczenie bezzałogowych wiropłatów jako nośników sensorów dozoru akustycznego, ze szczególnym uwzględnieniem pław radio-hydroakustycznych oraz ograniczeń wynikających z analizy pasywnej. Wskazałem również, że mimo dynamicznego rozwoju narzędzi przetwarzania danych, skuteczność tych rozwiązań nadal wyznaczają realia środowiska operacyjnego i złożoność procesu detekcji. W naturalny sposób kieruje to uwagę w stronę sensorów aktywnych, w szczególności sonarów opuszczanych, które w lotnictwie ZOP od lat pozostają narzędziem o najwyższym potencjale lokalizacji celu.

    Lekki sonar opuszczany

    Sonary opuszczane, które obecnie wykorzystywane są przez morskie śmigłowce ZOP, ze względu na ciężar i zapotrzebowanie na energię, nie nadają się do integracji z większością bezpilotowych wiropłatów. Łączna masa kompletnego urządzenia (antena, wciągarka i blok elektroniczny) to ok 270 kg dla wariantu kompaktowego (np. rodzina AN/AQS-13/18) lub 300-350 kg dla systemów o najwyższym potencjale (jak Thales FLASH, Raytheon AN/ASQ-22 ALFS, DS-100 HELRAS).

    Sonar opuszczany jest sensorem o najwyższym potencjale w całej gamie sensorów akustycznych lotnictwa ZOP i obecność tego urządzenia na pokładzie śmigłowca, z punktu widzenia taktyki ZOP, traktowana jest w podobnych kategoriach jak sonar holowany na okręcie. 

    Na jednej z wizualizacji brytyjskiego programu PROTEUS, widoczna jest stacja opuszczana we wnęce sekcji zadaniowej. Nie znany jest typ tego urządzenia, prawdopodobnie jest to jedno z lżejszych rozwiązań (jak np. AN/AQS-13/18). Natomiast jeżeli przedstawiona wizja ziści się, PROTEUS będzie prawdopodobnie pierwszym na świecie RUAS wyposażonym w taki sensor.

    Komora zadaniowa RUAS programu PROTEUS z sonarem opuszczanym

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Żródło: Leonardo

    Zasadność opracowania kompaktowego rozwiązania dla lekkich lotniczych platform bezzałogowych nie umknęła uwadze ekspertów i prace nad jego stworzeniem są w toku. Elementem stanowiącym jedno z największych wyzwań jest kablo-lina i jej wciągarka, które stanowią znaczną część całkowitej masy takiego modułu. W efekcie, jedną z rozważanych koncepcji było urządzenie hybrydowe, oparte na elementach i technologii PRHA, wykorzystujące nieodzyskiwany, odcinany przetwornik. Brak wciągarki, pozwala jednak na dużą oszczędność masy i energii, dzięki czemu opisane rozwiązanie w założeniach rokuje jako moduł nawet dla najlżejszych RUAS.

    Wykorzystanie PRHA jako elementu bazowego jest obiecującym kierunkiem (szczególnie dla lekkich nosicieli) ze względu na rozmiary, masę, względnie niskie zapotrzebowanie energetyczne oraz szereg gotowych do adaptacji elementów, takich jak: sensor akustyczny (występujący w kilku wariantach) i blok elektroniczny (obejmujący wstępne przetwarzanie sygnałów akustycznych z modułem łączności). Dlatego też, wykorzystanie tych elementów do zbudowania nowego, lekkiego sonaru opuszczanego może mieć znaczny potencjał koszt-efekt. Zaprojektowania na nowo wymagałoby zasilanie (zamiast baterii) oraz pozornie prosty element jakim jest wciągarka kablo-liny. 

    Adaptacja elementów aktywnej PRHA na rzecz kompaktowego sonaru opuszczanego (rysunek nie jest w skali)

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: opracowanie własne

    Biorąc pod uwagę szeroką gamę PRHA standardu NATO, nawet w tak kompaktowym rozwiązaniu, możliwa jest skalowalność potencjału sensora, przez wybór pomiędzy wariantami opartymi na standardowych PRHA (np. DIFAR/HIDAR, DICASS), a pławami wysokiego potencjału (jak np. Thales SonoFLASH). Wybór tych ostatnich wiąże się jednak z koniecznością rozwoju kolejnej brakującej w PRHA funkcjonalności jaką jest mechanizm składania/rozkładania anteny o poziomie komplikacji skalowalnym do pożądanych zasięgów detekcji.

    Analiza wariantów anten opuszczonych na bazie dostępnych rozwiązań w gamie PRHA standardu NATO wymagałaby osobnego opracowania. Nie mniej, wyposażony w taki sonar opuszczany RUAS w praktyce funkcjonowałby jako „mobilna PRHA”, co jednocześnie upraszcza przebieg dozoru podwodnego. Kontrola nad tym procesem odbywałaby się przez kolejny już istniejący komponent jakim jest procesor akustyczny na załogowym statku powietrznym, okręcie lub stanowisku na lądzie.

    Sensory nieakustyczne

    Dozór akustyczny pozostaje główną metodą dozoru do poszukiwania okrętów podwodnych, lecz osiągnięcia technologiczne pozwoliły też na rozwój kompaktowych, nie-akustycznych sensorów, wspomagających świadomość sytuacji w działaniach ZOP. Wiele z tych urządzeń powstaje docelowo pod kątem instalacji na lekkich jednostkach bezzałogowych, z ukierunkowaniem na niską masę i zapotrzebowanie na energię. W rosnącej grupie tych urządzeń znajdują się między innymi sensory radiolokacyjne i elektro-optyczne.

    Lekkim RUAS (250 kg MTOW) typu AW HERO. Widoczne zamienne moduły części nosowej w tym (po prawej) radar z anteną rastrową

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło Leonardo

    Większe konstrukcje jak VSR-700 (Airbus) oznaczają mniej kompromisów umożliwiając np. instalację radaru o większym zasięgu i z anteną obserwacji domokrążnej

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Emmanuel Huberdeau

    O ile w działaniach ZOP, faktycznie odgrywają one istotną rolę, tak środowisko to zdecydowanie nie jest ich wiodącą domeną. Detektor anomalii magnetycznych tzw. MAD (Magnetic Anomaly Detector) natomiast, jest nieakustycznym sensorem dedykowanym do tej roli.

    MAD kojarzony często jako stopniowo znikający w nowoczesnych siłach ZOP relikt zimnej wojny, wbrew wszelkim pozorom jest nadal respektowanym sensorem, dającym informacje wysokiej wiarygodności. Wąski pas dozoru jaki pokrywa MAD, pozwala efektywnie używać go głównie do przeszukania niewielkiego sektora (np. po szumo-namiarze lub emisji ESM), jako narzędzie potwierdzenia kontaktu. Nie mniej, uzyskana w ten sposób detekcja zapewnia wysoką precyzję lokalizacji celu oraz odgrywa znaczącą rolę w procesie klasyfikacji kontaktu.

    CAE MAD-XR

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: CAE

    W porównaniu z dotychczasowymi detektorami, aparatura nowej generacji MAD-XR waży 1,5 kg (zamiast 25-30 kg urządzenia poprzedniej generacji), przy tych samych parametrach czułości. Względem większości załogowych statków powietrznych, w/w rozwiązanie nie generuje kolosalnej oszczędności, jednak w przypadku platform bezzałogowych, gdzie liczy się każdy kilogram i każdy element wymagający zasilania, sytuacja zmienia się diametralnie.

    Efektor

    W obecnych programach rozwoju bezzałogowego lotnictwa ZOP, zdolności rażenia pełnią rolę drugoplanową lub schodzą na drugi plan. Świadomość sytuacji jest traktowana jako priorytet, będąc warunkiem koniecznym do podjęcia jakiejkolwiek reakcji uchylania się od zagrożenia lub jego neutralizacji. Mimo to, podjęto też prace nad zdolnościami rażenia, które w przypadku systemów bezzałogowych można podzielić na dwa kierunki:

    • adaptację jednostki bezzałogowej do przenoszenia już istniejących typów uzbrojenia (jak np. lekkie torpedy ZOP),
    • rozwój nowego kompaktowego efektora, który może być przenoszony przez lekkie jednostki.

    Projekt wspólny BAE Systems i Malloy Aeronautics: demonstrator T-600 z podwieszoną lekką torpedą ZOP typu Stingray

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: BAE Systems

    Trudno jednoznacznie powiedzieć tu o dominującym kierunku. Odnosząc się do ewoluującego przeciwnika, trwają prace nad efektorami nowej generacji, zdolnymi sprostać dzisiejszym i przyszłym realiom. Poza klasycznym celem działań ZOP jakim jest okręt podwodny, nową grupę zagrożenia zaczynają stanowić autonomiczne pojazdy podwodne, w szczególności te należące do klasy XLUUV (Extra-Large Unmanned Underwater Vechicle).

    Ten problem istnieje już dziś, a ilość programów rozwojowych XLUUV na świecie świadczy o szybkim wzroście jego skali w niedalekiej przyszłości. Ponadto, współczesne uzbrojenie ZOP, oparte głównie na lekkich torpedach kalibru 324/400mm, nie przystaje do tego rodzaju celów ze względu na sposób działania układu naprowadzania oraz przede wszystkim czynnik ekonomiczny. Wyjątkiem od tego są nadal jeszcze stosowane „klasyczne” bomby głębinowe lub rakietowe bomby głębinowe (np. RBU-6000 na KoZOP ORP „Kaszub”).

    Z wyżej opisanych przyczyn, podjęte zostały prace nad rozwiązaniami dedykowanymi tej nowej kategorii celów, przy czym część z nich rokuje także jako efektor zdolny do integracji z lekkimi platformami latającymi. Przykładami nowych kierunków są np. bardzo lekkie torpedy VLWT (Very Lightweight Torpedo), stanowiące nową kategorię w gamie efektorów ZOP oraz nowej generacji bomby głębinowe.

    Black Scorpion – bardzo lekka torpeda (VLWT)

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Leonardo

    Rozwijana przez Northrop Grumman inicjatywa CVLWT miała mieć szerokie zastosowanie w nowych realiach działań ZOP. Problemy związane z pracami nad wariantem przeciwtorpedowym CAT (Countermeasure Anti-Torpedo) negatywnie wpłynęły jednak na tempo i zakres realizacji programu.

    Równolegle podejmowane są inne próby wyodrębnienia kategorii bardzo lekkich torped (VLWT), w tym konstrukcje bazujące na wcześniejszych projektach, które napotykały trudności integracyjne oraz problemy z osiągnięciem zakładanej nisko-kosztowości. Pomimo tych ograniczeń, przeprowadzono obiecujące testy integracji wybranych efektorów z platformami bezzałogowymi, w tym z wiropłatami MQ-8C.

    Northrop Grumman – Common Very Lightweight Torpedo (CVLWT)

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: www.twz.com

    Wymienione przykłady nowych efektorów mają bardzo ograniczony efekt rażenia w przypadku, gdy celem jest okręt podwodny, głównie ze względu na lekkie głowice bojowe oraz małą prędkość, jak w przypadku bardzo lekkich torped nowej generacji. Część z tych konstrukcji rozwijana jest jako kolejna próba wyodrębnienia kategorii VLWT, przy czym wcześniejsze inicjatywy napotykały istotne problemy integracyjne oraz trudności z osiągnięciem zakładanej nisko-kosztowości. Pomimo tych ograniczeń, systemy te pozostają adekwatnym środkiem bojowym do zwalczania bezzałogowych pojazdów podwodnych, a kluczowymi czynnikami decydującymi o powodzeniu ich rozwoju będą efektywność bojowa oraz możliwie niski koszt.

    Makiety poglądowe nowej generacji bomby głębinowej i jej zasobnika lotniczego

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: BAE Systems

    Programy RUAS-ASW

    Warianty morskie śmigłowca MQ-8 w wersjach B i C mają ponad 10 lat stażu operacyjnego w US Navy, przy czym każda z nich opiera się na odmiennej bazowej konstrukcji wiropłata. Pierwotnym przeznaczeniem tych maszyn było wskazywanie celów oraz wsparcie rozpoznania sytuacji nawodnej. Dla śmigłowców MQ-8 planowano również opracowanie modułów do wykrywania min morskich, jednak wraz z rosnącym zainteresowaniem szerszym zakresem użycia pojawiła się koncepcja ich zaangażowania w zadania ZOP. Inicjatywa ta była naturalnym kierunkiem rozwoju, między innymi z racji równoległego użytkowania MQ-8 obok śmigłowców pokładowych MH-60 Seahawk, stanowiących jeden z filarów zdolności ZOP US Navy.

    MQ-8C Sea Scout na pokładzie okrętu US Navy

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: US Navy

    Na ujawnionych materiałach można zobaczyć MQ-8C, przenoszący dwa zasobniki PRHA, mieszczące 24 szt. rozmiaru „G” (na zdjęciach z prób morskich da się faktycznie dostrzec zrzut pław „G-size”), brakuje jednak informacji o ostatecznym kierunku rozwoju. Wybór PRHA rozmiaru „G” oznaczałby dążenie do przenoszenia znacznej ilości pław (48 szt. przy dwóch zasobnikach), lecz na obecną chwilę nie można też wykluczyć, że w przyszłości powstaną również rozwiązania wspólne dla MQ-8 i MQ-9B SeaGuardian.

    Wizualizacja MQ-8C z dwoma zasobnikami SMP (Sonobuoy Mission Pod) rozwijanymi przez firmę Ultra, największego obecnie producenta PRHA. Firma oferuje skalowalność swojego rozwiązania dla różnej wielkości nosicieli.

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Ultra

    Podobnie jak US Navy, lotnictwo morskie Wielkiej Brytanii również stawia na duże platformy. Jest to wyraźna analogia do przyjętej w Royal Navy koncepcji wykorzystania ciężkich śmigłowców ZOP typu AW-101 Merlin, które pośród morskich wiropłatów wyróżniają się połączeniem wysokiego potencjału bojowego z długotrwałością lotu. Z uwagi na te cechy, odpowiadające brytyjskim wymaganiom operacyjnym, AW-101 Merlin pozostaje jedynym typem śmigłowca wykorzystywanym w Royal Navy do zadań ZOP.

    Skala potrzeb operacyjnych przekracza jednak dostępne zasoby każdej marynarki wojennej, co doprowadziło do uruchomienia, we współpracy z koncernem Leonardo, programu bezzałogowego wiropłata PROTEUS. Równolegle firma rozwija także mniejsze platformy bezzałogowe z tej samej rodziny rozwiązań, jednak bez deklarowanego ukierunkowania na zadania ZOP. Na prezentowanych wizualizacjach PROTEUS widoczna jest modułowa struktura kadłuba z wydzieloną sekcją zadaniową, umożliwiającą adaptację do misji ZOP, w tym integrację pław radio-hydroakustycznych oraz bloków przetwarzania sygnałów.

    RUAS PROTEUS – widoczna sekcja zadaniowa

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Leonardo

    Potencjał adaptacji opisywanego wiropłatu stanowi nie tylko znaczące uzupełnienie i wsparcie (w ramach np. współdziałania z AW-101 Merlin) dla lotnictwa morskiego ZOP UK Royal Navy, ale również oferuje możliwość wprowadzenia zdolności ZOP np. na pokład jednostek nie posiadających tych zdolności. W UK Royal Navy przykładem takich okrętów są np. obecnie budowane fregaty T31, oparte na tym samym jak program Miecznik, projekcie ArrowHead 140. 

    Przedstawiciel środkowej grupy MTOW 500-700 kg, VSR-700 w 2022 r przeszedł pomyślnie szereg testów kwalifikacyjnych na okrętach francuskiej MW. Wybór platformy tej wielkości jest ciekawym rozwiązaniem, łączącym kompaktową konstrukcję z szerokim zakresem możliwości bojowych. W 2023 roku zaprezentowano zdolność przystosowania do zadań ZOP, rozwijaną we współpracy z koncernem Thales. Moduł PRHA, obejmujący funkcje zrzutu, odbioru i transferu sygnałów, umożliwia działanie z 4 szt. PRHA rozmiaru „A-size”. Opisywany element ma związek z prowadzonym przez koncern programem rozwojowym nowej generacji PRHA wysokiego potencjału SonoFLASH (Thales), która wchodzi do służby w Marynarce Wojennej Francji.

    VSR-700 prezentowany na targach Euronaval 2024. Widoczny na burcie zasobnik PRHA i lekkich bomb głębinowych oraz leżący obok czterokomorowy zasobnik PRHA rodziny A-size (producent bada różne rozwiązania)

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Autor (Euronaval 2024)

    W opinii Airbus, proponowane przez firmę rozwiązanie stanowi bardzo korzystny kompromis pomiędzy masą startową platformy a masą zabieranego ładunku i długotrwałością lotu. W przedstawionym porównaniu, skonfrontowano wszystkie trzy z wyżej wymienione kategorii: 

    S-100 Camcopter zapewnia długotrwałość lotu do 6 h z ładunkiem 34 kg (źródło: Schiebel), natomiast MQ-8C Firescout może operować do 12 h z 136 kg ładunku (źródło: Navair). Dla porównania, VSR-700 jest zdolny do 10 h długotrwałości lotu ze 100 kg ładunku.

    Zgodność tych argumentów odzwierciedla kilka innych programów. Przykładem może być Schiebel, który zamierza również być obecny w tym sektorze z najnowszym S-300 (660 kg MTOW), większym „bratem” popularnego S-100 Camcopter.

    Schiebel S-100 na tle większego S-300

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Schiebel

    Rodzina śmigłowców Schebiel powiązana jest prawdopodobnie z największą różnorodnością rozwiązań, jaką można obecnie obserwować pośród modułów zadaniowych ZOP, dedykowanych bezzałogowym wiropłatom. Dotyczy to zarówno popularnego S-100 Camcopter, jak również jego większego „brata” S-300. Podobnie jak z opisanym VSR-700 (Airbus), w rozważaniach nt. konfiguracji S-300 do ZOP, ujawnione materiały przedstawiają dwa warianty zrzutni PRHA w układzie: 8 x A-size lub 12 x G-size.

    Bezpilotowe wiropłaty najlżejszej grupy, tj. o masie rzędu 200-250 kg (MTOW) również dołączają do gamy potencjalnych jednostek ZOP. Inspiracją do podjęcia tej inicjatywy było przede wszystkim to, że opisywane śmigłowce, weszły lub wchodzą obecnie do służby w siłach morskich oraz wyniki analiz, które wykazały, że istnieje możliwość rozszerzenia zakresu ich zadań także o ten obszar. Z oczywistych względów wyzwaniem jest masa zabieranego ładunku (45-50 kg), której zapas nawet w przypadku PRHA rozmiaru „G”, bardzo szybko ulega wyczerpaniu. Przenoszenie PRHA rodziny „A-size”, w szczególności aktywnych o masie powyżej 15 kg, z tak małym zapasem nośności jest tu bardzo utrudnione.

    Na demonstratorach na bazie Schiebel S-100 i UMS Skeldar V-200, zastosowano wyrzutniki PRHA, umożliwiające przenoszenie odpowiednio 4 lub 6 pław rozmiaru „G”. Ograniczenia masy wymusiły rozdzielenie funkcji jednostki zrzucającej PRHA i obierającej/przekazującej sygnał na dwa statki powietrzne (jak na zdjęciach poniżej). Wymienione śmigłowce w wariancie ZOP od 2022 roku biorą udział między innymi w ćwiczeniu REPMUS (Robotic Experimentation and Prototyping using Maritime Uncrewed Systems).

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Źródło: Schiebel

    Jednym z interesujących pomysłów jakie poddawane są badaniom w przypadku S-100 jest zrzutnia dla pojedynczej PRHA rozmiaru A. Z powodu opisanych wcześniej limitów masy ładunku, mało prawdopodobne wydawało się nawet rozważanie samej możliwości zabrania tych pław. Nie mniej, mimo liczby ograniczonej do zaledwie jednej sztuki, to rozwiązanie nie jest pozbawione sensu. Sięgnięcie po PRHA rodziny A-size jest efektem współpracy z koncernem Thales, który rozwija własną, wysokiego potencjału pławę SonoFLASH. Potencjał tej nowej generacji PRHA (szczególnie w działaniach sieci multi-statycznej) jest powodem, dla którego S-100 w widocznej na zdjęciu poniżej konfiguracji ma szanse znaleźć zastosowanie w przyszłych działaniach ZOP.

    Bezzałogowe wiropłaty w systemie wsparcia działań ZOP

    Lotnicze systemy bezzałogowe mają pewną przyszłość w operacjach ZOP. Celem rozwoju tych systemów nie jest wyparcie jednostek załogowych, nie taka jest przynajmniej obecna perspektywa. Proces wdrażania jednostek bezpilotowych idzie w parze z badaniami nad koncepcją działań obok „klasycznych” sił jako ich element wsparcia.

    Elementem łączącym większość wymienionych programów przystosowania RUAS do zadań ZOP są PRHA ze zróżnicowanym podejściem ich wykonawców do adaptacji tej zdolności. Dotyczy to przede wszystkim grupy rozmiarowej i ilości pław zabieranych na pokład. Z racji natury masowego użycia PRHA, ilość w znacznym zakresie działań jest i zawsze będzie czynnikiem dominującym. Z drugiej jednak strony, wiodącą ideą operacyjnego użycia opisywanych systemów bezzałogowych jest funkcjonowanie jako element wsparcia.

    Przykładem może być współdziałanie np. z załogowym MPA, gdzie rolą bezzałogowej jednostki może być wydłużenie czasu monitorowania postawionego przez samolot patrolowy MPA pola pław, zachowując niewielki zapas pław do potwierdzenia kontaktu. Inny przykład może odnieść się do operacji ZOP obejmujących współdziałanie z własnymi siłami podwodnymi, które są wymagające z punktu widzenia koordynacji sił w górnej i dolnej półsferze. Zdolność szybkiego nawiązania nawet jednostronnej łączności z własnym okrętem podwodnym jest szczególnie ważna dla utrzymania świadomości sytuacyjnej sił. Opisywana zdolność odgrywa szczególnie ważną rolę w sytuacji konieczności użycia uzbrojenia, związanej z implementacją procedur WSM (Water Space Management) niezbędnych dla skutecznego i bezpiecznego użycia środków bojowych ZOP, gdy własny okręt podwodny znajdzie się w sąsiedztwie wrogiego.

    Wizja współdziałania fregaty Miecznik z okrętem podwodnym Orka – komunikacyjna PRHA umożliwia jednostronny przesył danych dla koordynacji sił

    Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych / Portal Stoczniowy / Portal Stoczniowy
    Fot. Kamil Sadowski

    Podsumowując, nie można jednoznacznie przekreślić udziału w działaniach ZOP najlżejszych z wymienionych jednostek. Faktem natomiast jest, że np. ilość zabieranych PRHA będzie decydować o potencjale i skali zaangażowania danej jednostki w misje ZOP.

    Mimo że żaden z opisanych, obecnie rozwijanych systemów RUAS w konfiguracji ZOP nie osiągnął jeszcze gotowości operacyjnej, są elementem wpisującym się w rozwój współczesnych sił morskich. Zatem, są one wartym dalszej uwagi komponentem dla fregat Miecznik, nie tylko z samej przyczyny jaką jest problem braku śmigłowca pokładowego. Przede wszystkim, rola RUAS nie ogranicza się do głównego obszaru na jakim skupiony jest artykuł. Moduły zadaniowe jak np. kompaktowy radar czy głowice elektrooptyczne powodują, że już dziś bezpilotowe wiropłaty pokładowe są cennymi jednostkami wspierającymi proces rozpoznania sytuacji na morzu czy identyfikacji i wskazania celów na zasięgach poza horyzontem.