Od Bałtyku do Atlantyku. Wojna, która stworzyła legendę ORP „Błyskawica”

Gdy niszczyciel ORP Błyskawica wchodził do służby, była dumą młodej floty i symbolem ambicji II Rzeczypospolitej. Jednak dopiero wojna miała pokazać, ile naprawdę warta jest stal, projekt i ludzie stojący na mostku kapitańskim tego okrętu.
W artykule
W pierwszej części przypomnieliśmy, jak nasz niszczyciel powstał w brytyjskiej stoczni J. Samuel White i jako jeden z najnowocześniejszych niszczycieli swojej epoki wszedł do służby w 1937 roku. Okręt miał potencjał i nowoczesną konstrukcję jak na tamte czasy — brakowało mu tylko jednego: doświadczenia w działaniach bojowych na morzu, ale to wkrótce miło się zmienić.
Wojna przychodzi szybciej, niż się spodziewano
Lato 1939 roku było ostatnim spokojnym czasem dla polskich niszczycieli. W powietrzu wisiało napięcie, a kolejne meldunki wywiadu nie pozostawiały złudzeń — konflikt z hitlerowskimi Niemcami był już tylko kwestią czasu.
Dowództwo Marynarki Wojennej zdawało sobie sprawę z jednego: w przypadku wojny Bałtyk stanie się dla polskich okrętów pułapką. Wąskie akweny, przewaga niemieckiej floty i lotnictwa oraz łatwość blokady sprawiały, że nowoczesne niszczyciele mogły zostać szybko zniszczone lub unieruchomione w naszych portach.
Dlatego podjęto decyzję, która w pierwszej chwili mogła wydawać się zaskakująca.
Na kilka dni przed wybuchem wojny trzy najcenniejsze polskie niszczyciele — ORP Błyskawica, ORP Grom i ORP Burza — otrzymały rozkaz opuszczenia Bałtyku i przejścia do Wielkiej Brytanii. Operacja ta przeszła do historii jako plan „Peking”.

30 sierpnia 1939 roku okręty wyszły z Gdyni i obrały kurs na zachód. Była to decyzja trudna, ale konieczna. Zamiast walczyć na własnych wodach, miały kontynuować walkę u boku okrętów Royal Navy — tam, gdzie wciąż istniała realna szansa na skuteczne działanie.
Gdy 1 września Niemcy zaatakowały Polskę, ORP Błyskawica znajdowała się już poza Bałtykiem. Nie brała udziału w obronie polskiego wybrzeża, nie ostrzeliwała wroga w pierwszych dniach wojny. Dla wielu mogło to wyglądać jak ucieczka.
W rzeczywistości była to decyzja, która uratowała okręt — i pozwoliła mu walczyć przez kolejne lata.
Bo choć Błyskawica opuściła Bałtyk, wojna i tak dopadła ją bardzo szybko. Na Atlantyku nie było bezpiecznych szlaków ani spokojnych patroli. Każde wyjście w morze oznaczał ryzyko spotkania z niemieckimi okrętami podwodnymi, lotnictwem lub rajderami nawodnymi.
Tam właśnie zaczynała się prawdziwa służba bojowa naszego niszczyciela.
Narwik i pierwsze poważne starcia na morzu
Wiosną 1940 roku wojna przestała być dla ORP Błyskawica jedynie służbą patrolową i osłonową. Kampania norweska stała się dla polskiego niszczyciela pierwszą naprawdę ciężką próbą bojową. Po niemieckiej agresji na Norwegię okręt skierowano w rejon Narwiku, gdzie uczestniczył w działaniach alianckich, ostrzeliwując niemieckie pozycje na brzegu i wspierając walki toczone wokół fiordów.

Tam załoga po raz pierwszy weszła w realia wojny prowadzonej pod stałym zagrożeniem z powietrza i pod ogniem z lądu. Błyskawica została w rejonie Narwiku uszkodzona, a wkrótce potem alianci i polska Marynarka Wojenna ponieśli bolesną stratę w postaci zatopienia bliźniaczego ORP Grom. To właśnie w Norwegii okręt przestał być tylko nowoczesnym niszczycielem. Stał się jednostką frontową, która miała walczyć, wytrzymać presję i wracać do akcji mimo rosnącego zmęczenia ludzi i sprzętu.
Cowes – noc, która zapisała się w historii
Na początku maja 1942 roku ORP Błyskawica znajdowała się w brytyjskim Cowes na wyspie Wight. Okręt przechodził remont po uszkodzeniach odniesionych podczas sztormów na północnym Atlantyku. Cumował w mieście, w którym kilka lat wcześniej powstał — w stoczni J. Samuel White, gdzie przed wojną zbudowano zarówno ORP Grom, jak i ORP Błyskawica.
Wieczorem 4 maja 1942 roku nad miastem rozległ się alarm lotniczy. Celem niemieckiego nalotu były przede wszystkim zakłady stoczniowe oraz infrastruktura portowa w Cowes i East Cowes — ważne dla brytyjskiego przemysłu wojennego.
Dowódca okrętu, komandor porucznik Wojciech Francki, przewidując możliwość ataku, wcześniej wstrzymał rutynowe wyokrętowanie amunicji przed rozpoczęciem prac remontowych. Dzięki tej decyzji artyleria przeciwlotnicza niszczyciela mogła natychmiast zostać użyta.

Gdy nad miastem pojawiły się niemieckie bombowce Luftwaffe, z pokładu ORP Błyskawica otwarto ogień przeciwlotniczy. Okręt włączył się w obronę miasta, wzmacniając istniejące stanowiska obrony przeciwlotniczej. Nalot trwał kilka godzin, a bomby spadały zarówno na zakłady stoczniowe, jak i na zabudowę miejską.
Miasto poniosło znaczne straty. Zginęło około 70 mieszkańców, wiele budynków zostało zniszczonych lub uszkodzonych, jednak stocznia — główny cel nalotu — nie została wyłączona z pracy.
Po zakończeniu ataku załoga niszczyciela włączyła się w akcję ratowniczą. Marynarze pomagali gasić pożary, usuwać zniszczenia i udzielać pomocy rannym mieszkańcom.
Wydarzenia tej nocy na trwałe zapisały się w historii zarówno miasta, jak i okrętu. Do dziś w Cowes pamięć o udziale polskich marynarzy w obronie miasta jest pielęgnowana podczas corocznych uroczystości rocznicowych.
Wojna jeszcze się nie kończy
Noc w Cowes przeszła do historii, ale dla załogi ORP Błyskawica wojna trwała dalej. Niszczyciel wrócił do służby i ponownie wyszedł na morze — do eskort konwojów, patroli i kolejnych operacji bojowych. Atlantyk wciąż był areną nieustannej walki, a każdy rejs oznaczał nowe zagrożenia i kolejne próby dla ludzi i sprzętu.
Z biegiem lat narastało zmęczenie, zużywał się okręt, a wojna wystawiała na próbę wytrzymałość całej załogi. Mimo to nasza Błyskawica trwała w służbie do samego końca wojny — wracając z patroli, wyruszając w kolejne rejsy i zapisując następne rozdziały swojej historii.
W kolejnej części tej historii przeniesiemy się do czerwca 1944 roku — na wody kanału La Manche i wybrzeża Normandii. Tam polski niszczyciel wspierał lądowanie aliantów podczas operacji „Overlord”, a następnie wziął udział w starciu koło wyspy Ushant, które zakończyło się zatopieniem niemieckiego niszczyciela ZH1 i unieszkodliwieniem kolejnej jednostki przeciwnika.
To właśnie tam ORP „Błyskawica” zapisała jeden z najbardziej bojowych rozdziałów swojej wojennej historii.
O tym opowiem w kolejnej części.









