Port Gdańsk przygotowuje się do modernizacji 4 kolejnych nabrzeży 

Port Gdańsk to w ostatnich latach wielki plac budowy. Właśnie dobiega końca, kluczowa dla rozwoju Portu Wewnętrznego, inwestycja związana z pogłębianiem toru wodnego i modernizacją ponad 5 km nabrzeży, a już projektowana jest kolejna, będąca niejako jej kontynuacją.
Projekt nosi nazwę „Poprawa dostępu do Portu Gdańsk – modernizacja toru wodnego 2”. W ramach tego przedsięwzięcia przewiduje się rozbudowę czterech nabrzeży Portu Wewnętrznego, o łącznej długości 1916 metrów, wraz z infrastrukturą kolejową. Nabrzeża Wiślane i Bytomskie zlokalizowane są wzdłuż Kanału Portowego, natomiast Nabrzeża Rudowe III i częściowo Węglowe to nabrzeża znajdujące się Basenie Górniczym.
Projekt posiada wszelkie niezbędne dokumenty: projektowe, środowiskowe, a także zgody i pozwolenia. Zakończenie procesu oceny projektów przez CINEA przewidywane jest
na czerwiec 2022 r. Całkowita wartość projektu to ok. 533 mln zł, z czego dofinansowanie ze środków unijnych, w wysokości 85 proc. kosztów, stanowić będzie nieco ponad 453 mln zł. Planowany okres realizacji inwestycji to lata 2022-2026.
„18 lutego złożyliśmy do Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Klimatu, Infrastruktury i Środowiska (CINEA) wniosek o dofinansowanie tej inwestycji, w ramach Instrumentu CEF 2” – wyjaśnia Monika Charlińska – Bodziony, dyrektor Działu Pozyskiwania i Rozliczania Funduszy ZMPG SA.

Projekt przyczyni się do wzrostu konkurencyjności Portu Gdańsk, wzmocnienia potencjału przeładunkowego, oraz zwiększenia przepustowości. Dzięki tej inwestycji ulegną poprawie jakość i standard obsługi statków, a także warunki pracy, wzrośnie zdolność przeładunkowa oraz możliwość obsługi większych jednostek. Ponadto zwiększy się długość linii cumowniczej, a linie brzegowe będą dostosowane do potrzeb jednostek o maksymalnym dopuszczalnym zanurzeniu, tak by mogły one bezpiecznie nawigować w Kanale Portowym.
Nabrzeże Bytomskie po przebudowie ma pełnić funkcję nabrzeża uniwersalnego. Rozbudowa planowana jest na odcinku o długości 204 metrów. Inwestycja związana jest z dostosowaniem istniejącej linii brzegowej do planowanego ruchu statków w Kanale Portowym oraz w obrębie Głównej Obrotnicy Portowej. Rozbudowa kolejnego nabrzeża – Rudowego III – ma na celu utworzenie uniwersalnego stanowiska przeładunkowego, przystosowanego do obsługi statków pełnoładownych o nośności 35.000 DWT.
W ramach zadania przebudowany zostanie odcinek o długości 232 metrów i fragment Nabrzeża Administracyjnego o długości 18 metrów. Oprócz konstrukcji hydrotechnicznych przebudowie zostaną poddane sieci elektryczne, wodociągowe, odwodnienie liniowe i kanalizacja deszczowa nabrzeża oraz dojazdy do nabrzeża. Skorygowany zostanie również przebieg torowisk kolejowych. Nabrzeże przystosowane będzie do przeładunków urządzeniami samojezdnymi LHM550.
Kolejne nabrzeże, które jest planowane do przebudowy to Nabrzeże Wiślane na odcinku o długości 918 metrów. Zadanie będzie polegało na wykonaniu nowej płyty nabrzeża, posadowionej na nowej ściance szczelnej i nowym układzie palowym. Wykonane zostaną też prace czerpalne przy nabrzeżu. Dzięki temu zwiększą się dopuszczalne wartości parametrów eksploatacyjnych (w tym głębokość Kanału Portowego przy nabrzeżu do 12 m.
Ponadto mają zostać wykonane niezbędne elementy sieci uzbrojenia terenu i modernizacja układu torów kolejowych na nabrzeżu. Z kolei pierwszy etap przebudowy Nabrzeża Węglowego obejmuje odcinek o długości ok. 540 metrów. W ramach tego przedsięwzięcia przewiduje się wykonanie kilku stanowisk przeładunkowych.
Przypomnijmy, właśnie dobiega końca „Modernizacja toru wodnego, rozbudowa nabrzeży oraz poprawa warunków żeglugi w Porcie Wewnętrznym w Gdańsku”, dofinansowana z Instrumentu CEF. Roboty budowlane zostały już zakończone, obecnie trwają czynności odbiorowe oraz końcowe rozliczenia. Finał całości projektu jest planowany na koniec czerwca br. Koszt tej inwestycji to ok. 595,5 mln zł.
Ta wieloletnia inwestycja ZMPG obejmuje swoim zakresem Nabrzeża: Oliwskie, Ziółkowskiego, Obrońców Poczty Polskiej i Mew, Zbożowe, Wisłoujście, Dworzec Drzewny oraz odcinki Nabrzeży: Wiślanego, Szczecińskiego i BON o łącznej długości ok. 5 km, oraz 7 kilometrowy tor wodny Portu Wewnętrznego. Dzięki modernizacji toru wodnego, zwiększyło się dopuszczalne zanurzenie statków wchodzących do Portu Wewnętrznego. W Kanale Portowym mogą być obsługiwane jednostki do 250 m długości, szerokości 35 m i zanurzeniu 10,6 m; natomiast na Kanale Kaszubskim – statki o długości do 190 m, szerokości 25 m i zanurzeniu 9,35 m.
Źródło: Port Gdańsk

Prom Jantar Unity na scenie. W tle wojna polsko-polska i powrót do polskiej bandery

W ostatnich dniach dużo pisano o chrzcie promu Jantar Unity przy Wałach Chrobrego w Szczecinie. W dyskusji szybko pojawiły się dwa równoległe wątki: wielkie hasła o „powrocie na morza” oraz jeszcze większy spór o banderę i to, kto zawinił, że statek nie będzie pływał pod polską banderą.
W artykule
Dlatego poniższy tekst nie jest próbą partyjnego rozliczania win, lecz spojrzeniem na mechanizmy, które od lat decydują o losie polskiej bandery.
Jantar Unity i polska bandera – historia zaniedbań
W medialnym szumie łatwo przeoczyć to, co w tej historii jest naprawdę istotne. Jantar Unity nie jest tylko efektownym obrazkiem do przecięcia wstęgi. To przede wszystkim materialny ślad prywatnej wizji świętej pamięci Piotra Soyki, zmarłego w 2020 roku oraz twardej, wieloletniej pracy zespołów inżynierskich, które doprowadziły projekt do końca mimo rosnących kosztów, zawirowań w łańcuchach dostaw i zwykłych, przyziemnych problemów które przy takich projektach są czymś nieuniknionym.
Żeby jednak uczciwie przyjrzeć się tej historii, trzeba cofnąć się do jej początku. Do momentu, w którym polskie statki zaczęły masowo znikać spod narodowej bandery, a odpowiedzialność za ten proces stała się przedmiotem politycznego przerzucania się winą. Jedni obarczali drugich, zmieniały się rządy i narracje, lecz mechanizm pozostał ten sam – zamiast diagnozy systemowych przyczyn, dominowały doraźne oceny i wygodne uproszczenia.
Początek tego procesu sięga pierwszych lat transformacji ustrojowej. Na przełomie lat 80. i 90., wraz z odejściem od modelu gospodarki centralnie sterowanej, polska żegluga została pozostawiona sama sobie. Państwo wycofało się z roli właściciela i organizatora, lecz nie zbudowało w zamian nowoczesnych ram prawnych, które pozwoliłyby armatorom konkurować na rynku międzynarodowym. Obowiązujące przepisy dotyczące ubezpieczeń społecznych, rejestru okrętowego oraz opodatkowania pozostały niedostosowane do realiów globalnej żeglugi, podczas gdy inne państwa europejskie już wtedy wprowadzały mechanizmy ochronne i zachęty dla własnych flot. W efekcie rejestracja statków pod obcymi banderami stała się nie wyborem ideologicznym, lecz warunkiem przetrwania. To w tamtym okresie zapadły decyzje, które zepchnęły polską banderę na margines, a ich skutki odczuwalne są do dziś.
Nie oznacza to jednak, że przez trzydzieści lat braku realnych działań był wyłącznie efektem złej woli którejkolwiek ze stron sceny politycznej. Zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i Platforma Obywatelska prezentowały odmienne wizje państwa i gospodarki morskiej. Problem polegał na czym innym. Wokół żeglugi i polskiej bandery od lat funkcjonują silne interesy, którym obecny stan rzeczy po prostu się opłaca. To środowiska lobbystyczne, działające blisko polityków, skutecznie rozbrajały kolejne próby zmian, mamiąc decydentów obietnicami prostych rozwiązań i argumentami o „niemożliwości” reform.
Polska bandera ponad podziałami
Dlatego właśnie tak łatwo było przerzucić odpowiedzialność na spór partyjny. Społeczne emocje skupiały się na wzajemnym obrzucaniu się winą, zamiast na pytaniu, komu faktycznie służy utrzymywanie status quo. W efekcie jako państwo pokazujemy światu obraz kraju trwale podzielonego, co nie wzmacnia ani naszej pozycji gospodarczej, ani bezpieczeństwa. W tym także korzystają ci, którzy uważnie obserwują nasze spory i potrafią je wykorzystywać.
Stąd gorący apel do każdego Polaka: spór polityczny jest naturalny, ale obrzucanie się błotem w sprawach fundamentalnych dla państwa nie służy nikomu. Zamiast tego warto skierować uwagę tam, gdzie od lat zapadają ciche decyzje – do kręgów lobbystycznych, które realnie wpływają na kształt prawa morskiego, pozostając poza światłem reflektorów. Dopiero nazwanie tych mechanizmów po imieniu pozwoli wrócić do rozmowy o polskiej banderze w sposób dojrzały i odpowiedzialny.
Odbudowa morskiej floty handlowej pod narodową banderą nie jest kwestią deklaracji ani politycznych emocji. To zadanie techniczne, prawne i ekonomiczne, które wymaga decyzji systemowych. Nie jest to również problem wyłącznie polskim. Z problemem reflagingu borykały się wszystkie państwa europejskie. Unia Europejska dostrzegła ten problem i w 2004 roku zostały opracowane Wytyczne Wspólnoty, które mają na celu uruchomienie powrotu pod narodowe bandery. Praktycznie wszystkie, morskie państwa UE wprowadziły w życie te wytyczne. Efekty już widać. Blisko połowa morskiej floty handlowej Niemiec, liczącej ok. 1800 statków, pływa już pod banderą niemiecką i innymi unijnymi. Inny przykład, który dotyka nas bezpośrednio to Francja. Czarterowane przez Orlen statki, które wożą gaz LNG do Świnoujścia, pływają nie pod polską, ale pod francuską banderą. Dlaczego? Dlatego, że we Francji zostały wprowadzone udogodnienia dla armatorów a w Polsce ich nie wprowadzono. Z powyższych przykładów wynika jednoznaczny wniosek. Dopóki państwo polskie nie potraktuje bandery jako narzędzia gospodarki, a nie symbolu do okazjonalnego politycznego wykorzystania, kolejne działania będą trafiały w próżnię, niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę.
Dlatego dziś pozwalam sobie na apel do przedstawicieli obecnego obozu rządzącego a konkretnie do m.in. Arkadiusza Marchewki, sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury, o przełamanie tego wieloletniego impasu. O realne wysłuchanie i uwzględnienie głosu ludzi z różnych środowisk i o różnych poglądach politycznych, którzy od lat konsekwentnie wskazują, co w sprawie polskiej bandery wymaga naprawy.
Morska flota handlowa nie ma barw politycznych. Toteż spotkanie perspektyw, niezależnie od różnic politycznych, mogłoby przynieść więcej pożytku niż kolejne deklaracje i wzajemne oskarżenia. Ta propozycja nie wynika z sympatii partyjnych, lecz z prostego przekonania, że tylko rozmowa ludzi, którym naprawdę zależy na morzu, może wyznaczyć sensowny kierunek dalszych działań. Jeśli mamy dziś szukać drogi do odbudowy polskiej bandery, to właśnie taka droga wydaje się najbardziej racjonalna.










