W nocy z 29 na 30 października w 82. Stoczni Remontowej w Rosljakowie (obwód murmański) zatonął dok pływający PD-50, na którym stał jedyny rosyjski lotniskowiec Admirał Fłota Sowietsokowo Sojuza Kuzniecow. Pierwotne doniesienia mówiły o awarii zasilania pomp doku, do której doszło w czasie wydokowywania okrętu. Informowano o braku uszkodzeń Kuzniecowa oraz negatywnego wpływu wydarzenia na harmonogram jego remontu i modernizacji, którą realizowała 82. Stocznia Remontowa. W rzeczywistości sprawy potoczyły się nieco inaczej.

Zejście okrętu z doku wcale nie było planowane, leczy stało się wynikiem awarii PD-50 i działań załogi lotniskowca w celu jego uratowania przed zatonięciem wraz z dokiem. W tamtych dniach w okolicach Murmańska panowały złe warunki atmosferyczne, wichury i opady, w wyniku których doszło do oblodzenia przewodów przesyłowych sieci elektrycznej, a w konsekwencji do zwarcia i skoku napięcia, powodującego awaryjne wyłączenie pomp osuszających zbiorniki balastowe na doku. PD-50 zaczął się zanurzać, powodując przechył własny, jaki i lotniskowca. Załoga Kuzniecowa podjęła wysiłki, aby uratować okręt w sytuacji, gdy ten nie był gotów do samodzielnego pływania, między innymi z powodu pootwieranych zaworów w części podwodnej, powycinanych otworów serwisowych itp.

Zobacz też: Saab włączył kolejną polską firmę w łańcuch dostaw dla okrętów podwodnych A26.

Dzięki dobrze skoordynowanej pracy marynarzy pozostających na pokładzie podczas naprawy, którzy we właściwym czasie rozpoczęli walkę o przetrwanie i uratowanie lotniskowca przed zalaniem, udało się go w ostatniej chwili wyholować z obrębu tonącego doku, ale doszło przy tym do dalszych uszkodzeń. Jeden z żurawi wieżowych stojący na prawej baszcie doku, w wyniku przechyłu całej konstrukcji, upadł z wysokości około 15 m na pokład lotniskowca w rejonie stanowisk postojowych samolotów za wyspą nadbudówki i znajdującym się tam podnośnikiem lotniczym. Dźwig zniszczył ten fragment pokładu o powierzchni około 20 m2, ale nie wiadomo jak poważne są uszkodzenia strukturalne (usztywnień wzdłużnych i poprzecznych) wywołane uderzeniem wielotonowego urządzenia. Okręt został odholowany do 35. Stoczni Remontowej, fili Centrum Stoczniowego Zwiezdoczka w Murmańsku, gdzie będzie naprawiany. Jest to jednocześnie jego stałe miejsce bazowania. Trwają przy tym przeglądy części podwodnej kadłuba przez nurków w celu ustalenia ewentualnych uszkodzeń powstałych w czasie niekontrolowanego zejścia z kilbloków doku.

 

Zobacz też: Jądrowe cmentarzysko: radzieckie odpady radioaktywne na Nowej Ziemi wciąż straszą.

Znacznie gorszy los spotkał PD-50. Jednostka pogrążała się dalej i opadła na dno zatoki, na którym spoczęła na głębokości od 10 do 30 m. Stało się tak, ponieważ obsługa doku nie mogła uruchomić odstawionych pomp i opróżnić zbiorników balastowych. Winą okazała się rosyjska „gospodarność” – dwa lata wcześniej zdecydowano o rezygnacji z użycia generatorów dieslowskich zainstalowanych na PD-50, które zasilały w prąd elektryczny jego pompy, w zamian podłączając na stałe zasilanie z lądu. Miało to spowodować oszczędności na zakupie oleju napędowego. W feralną noc, po odcięciu dostawy prądu z brzegu, los PD-50 był przesądzony. Poza tym jest tajemnicą poliszynela fakt, że stan techniczny doku był słaby. W trakcie katastrofy ucierpiało czterech pracowników stoczni – trzech miało hipotermię, jeden rany jamy brzusznej. Piąty został uznany za zaginionego. Pierwszy Departament Dochodzeniowy ds. Szczególnie Ważnych Północno-Zachodniego Zarządu ds. Transportu Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej wszczął postępowanie w sprawie naruszenia zasad bezpieczeństwa przy organizacji napraw w doku pływającym pod kątem znamion przestępstwa zgodnie z artykułem 216  Kodeksu Karnego dotyczącego naruszeń zasad bezpieczeństwa w prowadzeniu pracy, skutkujących śmiercią osoby w wyniku zaniedbania.

Flota Północna bez dużego doku

Sankcje karne wobec winnych niedbalstwa i kompromitującego wypadku, to jeden z efektów październikowej nocy. Katastrofa ta ma jednak o wiele poważniejsze implikacje.

Już kilka dni po zatonięciu doku podjęto wstępną decyzję o rezygnacji z jego podniesienia (informacja nieoficjalna z rosyjskich mediów). Ma to związek z jego słabym stanem technicznym, zniszczeniem obu żurawi na jego basztach oraz dodatkowymi uszkodzeniami powstałymi w efekcie uderzenia o skaliste dno. Ponadto leży on na nierównej stępce na skraju około 100-metrowej głębi.

Zobacz też: Lotniskowce US Navy wkraczają w erę maszyn bezzałogowych.

PD-50 o unosie 80 000 ton był największym dokiem pływającym w tej części Rosji i jednym z większych w świecie. To w nim prowadzono prace naprawcze przy radzieckich i rosyjskich okrętach lotniczych, w tym Kuzniecowie (oficjalnie klasyfikowany jako ciężki krążownik lotniczy). Ponadto unosił on ciężkie krążowniki rakietowe z napędem jądrowym typu Kirow, a nawet posłużył po katastrofie okrętu podwodnego Kursk w 2001 r. do jego podniesienia z wody i oględzin wraku. Był też używany przy remontach „zwykłych” okrętów, których dźwigał jednocześnie dwa-trzy. Oznacza to, że obecnie Rosjanie utracili możliwości obsługi swojego jedynego lotniskowca, który nie zakończył remontu po powrocie z misji u wybrzeży Syrii (zresztą także zakończonego kompromitacją w wyniku rozbicia się dwóch samolotów pokładowych). Pewną alternatywą jest przystosowanie do tego celu dużego doku suchego, czy raczej kompleksu dokowego, znajdującego się w stoczni Siewmasz w Siewierodwinsku. W tej chwili znajduje się w nim krążownik atomowy Admirał Nachimow typu Kirow, który przechodzi poważną modernizację. Jednak jego brama nie została zaprojektowana do przyjmowania jednostek tej szerokości i konieczne byłoby jej poszerzenie. Inne opcje obejmują interwencyjny zakup używanego doku pływającego za granicą, albo budowa nowego w kraju lub za granicą, czy też użycie doków w Kerczu czy Sewastopolu zaanektowanych przez Rosję na Krymie. W każdym z tych wypadków, w najlepszym razie remont Kuzniecowa zostanie opóźniony, ale także utrudni w ogóle remonty większych okrętów Floty Północnej, w tym podwodnych z napędem jądrowym. Podobnej wielkości dok PD-41 jest też we Flocie Oceanu Spokojnego, ale jego wykorzystanie nie wchodzi w grę nawet w teorii.

Zobacz też: Armaty morskie Leonardo dla nowych niemieckich korwet K-130.

Dok pływający PD-50 był własnością 82. Stoczni Remontowej, do 2010 r. przedsiębiorstwa państwowego. Od początku obecnej dekady było ono sprywatyzowane, zaś w 2015 r. przeszło na własność Rosnieftu, państwowego koncernu działającego w branży petrochemicznej. Założono, że dzięki temu powstanie baza do realizacji projektów offshore. Ponadto sądzono, że przeniesienie go do bilansu dużej spółki handlowej umożliwi utrzymanie zakładu jako bazy napraw okrętów wojennych. PD-50 powstał według projektu 7454 w szwedzkiej stoczni Götaverken w Arendal i był przekazany zamawiającemu – ZSRR – w 1980 r. Miał długość całkowitą 330 m, szerokość całkowitą 88 m, zanurzenie 6,12 m, wyporność pełną 215 860 t, unos 80 000 t i powierzchnię pokładu 23 000 m2. Wyposażono go w dwa żurawie wieżowe o udźwigu 50 T każdy i cztery zespoły generatorów elektrycznych do zasilania pomp.

Podpis: kb

Marynarka wojenna – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.