Portal Stoczniowy

Najwięksi morscy przewoźnicy kontenerowi koszty związane ze wzrostem cen paliw przerzucają na swoich klientów.

Francuska grupa CMA CGM ogłosiła, że podnosi stawkę za przewóz towarów suchych o 55 dolarów za TEU. Izraelski armator ZIM podniósł stawki na różne ładunki o 18-65 dol. za TEU. Wprowadzenie dodatkowych opłat zapowiedziała też spółka Mediterranean Shippping Company (MSC), ale jeszcze nie sprecyzowała, jak wysokie one będą. Podwyżkę stawek frachtowych wprowadziły też firmy Maersk i Hapag-Lloyd.

Trzeba zaznaczyć, że lawinowy wzrost cen za przewóz towarów wynika ze wzrostu ceny ropy brent. Ta od początku roku zdrożała o 16 proc. Ponadto od początku roku mieliśmy do czynienia ze szczególnie ostrą konkurencją pomiędzy armatorami kontenerowymi, która doprowadziła do sporych spadków stawek frachtowych. Teraz linie kontenerowe podnoszą ceny, ponieważ chcą odzyskać poniesione koszty.

Klienci nie są zadowoleni. Słychać głosy, że podwyżki są nieuzasadnione. Klienci argumentują, że poprzednie stawki już uwzględniały różnice w cenie paliwa.

– Wykorzystanie przez armatorów nagłych dopłat jest niezbyt subtelną próbą nałożenia na swoich klientów kosztów, które nie podlegają negocjacji – zauważył Chris Welsh, sekretarz generalny Global Shippers Forum. – Obowiązkiem przewoźników kontenerowych jest zapewnienie klientom pełnej przejrzystości w zakresie kosztów związanych z bunkrem i wyjaśnienie, dlaczego dodatkowa opłata awaryjna jest uzasadniona względami innymi niż te, które zostały przewidziane w istniejących już mechanizmach regulujących dopłaty do bunkra – oświadczył.

Zazwyczaj umowy pomiędzy liniami kontenerowymi i klientami dopuszczają zmiany stawek frachtowych wynikających ze zmian cen paliwa. Wartość wskaźnika BAF (Bunker Ajustement Factor) jest uzależniona od cen paliw w kluczowych portach znajdujących się na trasie statków. Dlatego niektórzy klienci postrzegają narzucenie przez armatorów dodatkowych opłat jako próbę poprawy bilansów finansowych firm po rozczarowującym pierwszym kwartale roku.

Bjorg Vang, wiceprezes ds. globalnej logistyki w firmie Electrolux w rozmowie z mediami powiedział, że umowy zawarte pomiędzy klientami i armatorami zawierają szczegółowe zapisy dotyczące korekt cen bunkra. Podkreślił, że liczy na to, iż armatorzy uszanują te umowy.

– Prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z ryzykiem. My je akceptujemy i tego samego oczekujemy od przewoźników naszych towarów – zaznaczył.

Rozbieżności pomiędzy cenami bunkra i kosztami paliwa pojawiły się już w raportach kwartalnych armatorów kontenerowych. Np. Maersk podał w raporcie, że średnia cena bunkra w pierwszym kwartale br. była o 19,4 proc. wyższa niż rok wcześniej, podczas gdy stawka frachtowa wzrosła tylko o siedem proc. Z kolei firma Hapag-Lloyd podkreśla, że choć w pierwszym kwartale br. cena bunkra była wyższa o 18,8 proc., to stawka frachtowa była niższa o 2,6 proc. CMA CGM odnotował 17-procentowy wzrost cen bunkra i o 1,7 proc. podniósł stawki frachtowe.

MSC w komunikacie dla klientów z 21 maja br. zaznacza, że sytuacja jest niemożliwa do opanowania bez podjęcia działań nadzwyczajnych, czyli bez narzucenia nieprzewidzianych umowami dodatkowymi opłatami. W tym samym komunikacie armator nazywa to „środkiem ostatniej szansy”.