Baltic Pipe / Portal Stoczniowy

Seria polsko-duńskich umów podpisana w ostatnich tygodniach dopięła politycznie i finansowo projekt Baltic Pipe. Umowami międzynarodowymi rozgraniczono strefy ekonomiczne na Bałtyku i uregulowano status infrastruktury, a wymiana decyzji inwestycyjnych przez Gaz-System i Energinet gwarantuje pieniądze na budowę. 

W pierwszej kolejności dokończono polsko-duński podział Bałtyku, czyli dokonano rozgraniczenia wyłącznych stref ekonomicznych na południe od Bornholmu Obszar, nieco na wyrost nazywany czasem spornym, leżał odłogiem od kilku dekad. Od przystąpienia Polski do UE brak podziału przestał nawet przeszkadzać rybakom. Potencjalny kłopot pojawił się dopiero wraz z postępem projektu Baltic Pipe, bo preferowana trasa gazociągu przebiega przez „wody niczyje”, by chociażby ominąć potencjalne problemy w strefie niemieckiej.

Może Cię zainteresować:

Unia Europejska dofinansuje projekt gazociągu Baltic Pipe

Unia Europejska dofinansuje projekt gazociągu Baltic Pipe

Seria polsko-duńskich umów podpisana w ostatnich tygodniach dopięła politycznie i finansowo projekt Baltic Pipe. Umowami międzynarodowymi rozgraniczono strefy ekonomiczne na Bałtyku i uregulowano status infrastruktury, a wymiana decyzji inwestycyjnych przez Gaz-System i Energinet gwarantuje pieniądze na budowę. Czytaj dalej

Po niecałym roku negocjacje zakończyły się podpisaniem przez szefów dyplomacji Polski i Danii umowy międzynarodowej o podziale obszarów morskich.

Umowa będzie musiała jeszcze zostać przez obie strony ratyfikowana, w Polsce przez prezydenta upoważnionego odpowiednią ustawą. Póki jej projekt nie trafi do Sejmu, teoretycznie nie wiemy jak podzielono sporne 3,6 tys. km kw., ale z tego co wiadomo, polski rząd dość mocno ustąpił, a Duńczykom przypadła znacząca większość „szarej strefy”.

Z punktu widzenia projektu Baltic Pipe kształt porozumienia jest drugorzędny. Najważniejsze, że jest „papier” dzięki któremu nikt nie jest w stanie zakwestionować budowy albo chociaż zawracać głowę jakimiś uwagami czy skargami z tego powodu. Kłopot z głowy.

Natomiast ustępstwa przy delimitacji stref ekonomicznych można uznać za zrównoważone w kolejnej umowie międzynarodowej, chronologicznie zawartej na samym końcu. Dotyczy ona statusu infrastruktury i stwierdza, że właścicielem rury, aż po duńską plażę,  więc i na wodach terytorialnych jest Gaz-System. Można więc stwierdzić, że Duńczycy oddali nam kawałek swojego terytorium. Inną sprawą tam uregulowaną jest budowa tłoczni Everdrup na Zelandii. Właścicielem będzie Energinet, ale w dwóch trzecich zapłaci za nią Gaz-System. To nietypowa sytuacja, kiedy zagraniczny podmiot finansuje budowę krajowej strategicznej infrastruktury.

Może Cię zainteresować:

Baltic Pipe: biznes czaka na budowę gazociągu. Przetargi ruszą w przyszłym roku

Baltic Pipe: biznes czaka na budowę gazociągu. Przetargi ruszą w przyszłym roku

Seria polsko-duńskich umów podpisana w ostatnich tygodniach dopięła politycznie i finansowo projekt Baltic Pipe. Umowami międzynarodowymi rozgraniczono strefy ekonomiczne na Bałtyku i uregulowano status infrastruktury, a wymiana decyzji inwestycyjnych przez Gaz-System i Energinet gwarantuje pieniądze na budowę. Czytaj dalej

Konsekwencją tej umowy będzie też maksymalne uproszczenie reżimu taryfowego. Do duńskiej plaży obowiązywać będzie taryfa Energinetu, a dalej – Gaz-Systemu. Nie będzie żadnych stref przejściowych, wymagających oddzielnych negocjacji. Do tego, także na mocy tego porozumienia Prezes URE będzie mógł zatwierdzać taryfy w infrastrukturze, leżącej poza polskimi obszarami, a w tym konkretnym przypadku nawet na terytorium obcego państwa.

Minister Piotr Naimski cieszył się podpisaniu tej umowy, że Baltic Pipe przestało być projektem, a stało się inwestycją, za którą stoją już pieniądze i odpowiedzialność inwestorów – Gaz-Systemu i Energinetu.

Dlaczego projekt najbardziej złożony w historii polskiego gazownictwa? O tym w dalszej części artykułu na portalu WyskieNapiecie.pl