Portal Stoczniowy, popierając ideę budowy nowoczesnych fregat w ramach programu “Miecznik” pragnie uwypuklić jakie szanse dla polskiej obronności może przynieść decyzja o zakupie nowoczesnych okrętów obrony powietrznej.

Na początek warto wyjaśnić czym różnią się używane przez wielu ekspertów pojęcia takie jak fregata patrolowa, zwalczania okrętów podwodnych czy przeciwlotnicza. Obecnie na świecie buduje się okręty określane mianem fregata, prezentujące bardzo różne możliwości bojowe i wielkości. Na przestrzeni lat okręty określane tym mianem ewoluowały od prostych i tanich jednostek eskortowych o wyporności 1000 ton do wielkich jednostek wielozadaniowych o wyporności prawie 10 000 ton. Początkowo proste, tanie i masowo budowane jednostki eskortowe, stały się w większości flot świata podstawowymi okrętami bojowymi, tworzącymi podstawowe siły okrętowe większości z nich.

Obecnie można wyróżnić kilka podstawowych podklas fregat i są to:

  • fregaty patrolowe; dysponujące artylerią i podstawowymi przeciwlotniczymi środkami samoobrony; zdolne do pełnienia misji policyjnych/porządkowych i działania w czasie kryzysu, o niskiej przydatności w czasie działań wojennych;
  • fregaty rakietowe; uzbrojone w artylerię, systemy punktowej obrony przeciwlotniczej, rakiety przeciwokrętowe; przeznaczone do zwalczania sił okrętowych przeciwnika, wymagające osłony przeciwlotniczej lub powietrznej innych sił;
  • fregaty ZOP; uzbrojone w artylerię, systemy punktowej obrony przeciwlotniczej, systemy wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych; zdolne do prowadzenia działań ZOP w strefie oddziaływania własnej obrony powietrznej;
  • fregaty wielozadaniowe: posiadające zdolności w każdym z powyżej wymienionych, niekiedy wyposażone w systemy obrony powietrznej krótkiego zasięgu i/lub systemami pocisków przeciwokrętowych lub do zwalczania celów lądowych dalekiego zasięgu;
  • fregaty przeciwlotnicze; uzbrojone w artylerię, systemy punktowej obrony przeciwlotniczej, systemy obrony powietrznej krótkiego zasięgu; zdolne do zapewnienia obrony strefowej zespołu okrętów;
  • fregaty obrony powietrznej; uzbrojone w artylerię, systemy punktowej obrony przeciwlotniczej, systemy obrony powietrznej krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu; zdolne do zapewnienia obrony strefowej zespołu okrętów oraz stworzenia warstwowej obrony powietrznej dużych obszarów; zdolne do wytworzenia „bańki antysydostępowej A2/AD” w zakresie zwalczania środków powietrznych;
  • duże fregaty uniwersalne; uzbrojone w wszystkie wyżej wymienione systemy, zdolne do prowadzenia walki w każdym z 4 wymiarów morskich działań wojennych (przestrzeń powietrzna, powierzchnia morza, toń wodna, wybrzeże i interior).

Wymieniając powyższy podział (oczywiście umowny i autorski, stworzony na potrzeby tej publikacji) trzeba wspomnieć o dwóch aspektach. Pierwszy z nich to wyjaśnienie istotnego dla dalszej części rozważań podziału systemów przeciwlotniczych/obrony powietrznej ze względu na ich zasięg. Według NATO, ze względu na zasięg wyróżnia się systemy przeciwlotnicze/obrony powietrznej:

  • bardzo krótkiego, VSHORAD; 10 km.
  • krótkiego, SHORAD; do 50 km;
  • średniego, MRAD; do 100 km;
  • dalekiego, LRAD; powyżej 100 km;

Zastosowanie wybranych w/w kategorii uzbrojenia determinuje zdolności bojowe okrętu w zakresie walki powietrznej. W uproszczeniu systemy VSHORAD powinny znajdować się na każdym rodzaju fregat, systemy SHORAD na okrętach specjalizowanych do walk innych niż walka powietrzna, systemy MRAD na fregatach przeciwlotniczych a systemy MRAD i LRAD na fregatach obrony powietrznej. Oczywiście w parze z efektorami powinny iść odpowiednie sensory zapewniające odpowiednio duże prawdopodobieństwo wykrycia środków napadu powietrznego (samoloty, śmigłowce, bezzałogowce, pociski rakietowe, amunicja szybująca i inne). Z tym wiąże się nie tylko typ zastosowanych rządzeń, ale również ich odpowiednie umiejscowienie na okręcie (w skrócie im wyżej umieszona antena tym większy zasięg sensora). Pomocą w tym zakresie może być przenoszenie przez okręty własnego śmigłowca dozoru radiolokacyjnego, pozwalającego na wyniesienie radaru na wysokość gwarantującą wczesne wykrycie wszelkich zagrożeń (w tym nisko lecących pocisków przeciwokrętowych). Kolejnym aspektem warunkującym skuteczność okrętu w walce powietrznej jest odpowiednio duża ilość kanałów celowania (tj. możliwość rażenia wielu celów jednocześnie), pozwalająca na przeciwdziałanie atakom saturacyjnym (tj. prowadzącym do „zapchania” sytemu kierowania ogniem poprzez dużą liczbę wystrzelonych pocisków). Innym niezmiernie istotnym czynnikiem warunkującym zdolności bojowe fregaty jest liczba przenoszonych pocisków przeciwlotniczych. Na koniec trzeba wymienić okrętowy system zakłóceń aktywnych i pasywnych, w tym wyrzutni celów pozornych – wszak nie każdą rakietę przeciwnika trzeba zestrzelić, często wystarczy sprawić, aby nie trafiła w cel.

Drugim istotnym czynnikiem warunkującym potencjał bojowy jest wielkość okrętu (wyporność), celowo pominięta w wyszczególnieniu, mimo że jest to parametr warunkujący wiele zdolności okrętu takich jak dzielność morska, autonomiczność, objętość wewnętrzna, zapas amunicji, moc siłowni, wielkość hangaru i lądowiska dla śmigłowców; zasięg i wiele innych. Wielkość okrętu jest zależna od stawianych mu zadań i oczekiwanych zdolności. Mimo pozornej zależności pomiędzy wielkością i kosztem, nie jest jednak głównym czynnikiem wpływającym na koszt okrętu. Znacznie większy wpływ na to mają: rodzaj napędu, rodzaj i ilość przenoszonych sensorów, rodzaj i liczba systemów uzbrojenia, wielkość jednostki ognia. Tym samym wielkość nie powinna być wartością ściśle określoną, po prostu powinna wynosić tyle ile potrzeba aby okręt spełniał założone parametry taktyczne i operacyjne.

Wiedząc o powyżej wymienionych uwarunkowaniach można pokusić się o próbę określenia która z fregat byłaby optymalnym wyborem dla Polski. Odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta: taka która będzie w stanie działając na akwenie południowego Bałtyku zmienić sytuację operacyjną polskich sił zbrojnych i przetrwać spodziewany atak przeciwnika.

W tym miejscu należy jednak wspomnieć, że na akwenach takich jak Bałtyk w warunkach nowoczesnej wojny pojedynczy okręt (nawet najsilniej uzbrojony) ma bardzo małe szanse na samodzielną obronę przed potencjalnym nieprzyjacielem. Jednak w NATO, czy USA nikt nie zakłada działań pojedynczych fregat w czasie wojny w rejonach o takim stopniu oddziaływania wroga. Standardową praktyką jest operowanie w grupach okrętów chroniących siebie nawzajem. W przypadku Polski nasza narodowa grupa np. 3 fregat miałaby dziesięciokrotnie większe szanse na skuteczną obronę niż pojedynczy okręt. A jeśli do tego doliczyć okręty sojusznicze, zbliżonej klasy i w podobnej liczbie to przetrwanie takiego zespołu byłoby więcej niż prawdopodobne.

Dlatego też wychodząc z założenia, że nie stać nas na zakup „drogich celów dla cudzych rakiet” powinniśmy wybrać okręt należący do podklasy fregata przeciwlotnicza/fregata obrony powietrznej, gdyż tylko taki okręt wypełni powyższe założenia. I tylko taki okręt będzie w stanie zapewnić obronę powietrzną Polski z kierunku północnego i północno-wschodniego.

Przechodząc do szczegółów taktycznych można założyć, że „Miecznik” powinien dysponować:

  • systemem klasy MRAD/LRAD pozwalającym na zwalczanie przeciwnika na dystansie 100km i większym; będącym pierwszą warstwą obrony obszaru lub zespołu okrętów; (takim jak system VLS z pociskami SM-2 Block III  o zasięgu nawet do 167 km, lub Sylver z pociskami Aster30/30 NT)
  • systemem SHORAD spełniającym rolę multiplikatora efektorów, zdolnym do „zagęszczenia ognia” na mniejszych dystansach, tworzącym drugą warstwę obrony; (system VLS np. z pociskami ESSM, MICA VL, CAMM/CAMM-ER)
  • systemami artyleryjskimi kalibru 40-127 mm, dostosowanymi do wsparcia obrony punktowej okrętu (amunicja programowana); wspierającymi drugą i trzecią warstwę obrony:
  • systemami artyleryjskimi lub rakietowymi klasy VSHORAD, przeznaczonymi do samoobrony okrętu (takimi jak SeaRAM, Goalkeeper, Vulcan-Phalanx) czyli tzw. „bronią ostatniej szansy” tworzącą trzecią warstwę obrony.

Dzięki rozwojowi techniki i dostępnym uniwersalnym wyrzutniom pionowego startu można obecnie, posiadając takie uzbrojenie jak np. wyrzutnie Mk 41 VLS, dostosować je do użycia zarówno pocisków do zwalczania celów lądowych, okrętów podwodnych jak i pocisków przeciwlotniczych klasy LRAD, MRAD i SHORAD. Co więcej dzięki zastosowaniu specjalnych 4 paków istnieje opcja przenoszenia w jednej komorze startowej VLS 4 pocisków klasy SHORAD. Dzięki temu fregata dysponująca 4 blokami po 8 komór VLS, może w maksymalnym wariancie dysponować aż 128 pociskami SHORAD. W przypadku przyjęcia za priorytetowe zadania obrony strefowej możliwe są inne kombinacje wyrzutni np. 6 bloków po 8 komór z 24 pociskami LRAD i 96 pociskami SHORAD. Tak elastyczne konfigurowanie rodzaju przenoszonego uzbrojenia uwarunkowane jest tylko wyborem odpowiednio wysokiego wariantu VLS i liczby bloków wyrzutni. Co więcej dzięki stosowanej obecnie praktyce, polegającej na przystosowaniu okrętu do przenoszenia uzbrojenia, ale nie montowaniu go (Fitted-For-But-Not-With), można zredukować koszty ograniczając ilość wyrzutni do niezbędnego minimum. Dozbrojenie okrętów może nastąpić w czasie narastającego kryzysu, co jest tylko prostą operacją stoczniową. Nie spowoduje to konieczności szkolenia załóg i treningu procedur, wszak obsady będą już wyszkolone. Taką drogą podążają ostatnio Belgowie, którzy właśnie ogłosili decyzję o redukcji wyrzutni VLS na nowo projektowanych fregatach ASWF, z jednoczesnym zastosowaniem na nich praktyki FFBNW. Kluczowym aspektem wyposażenia fregat nie będzie zatem ilość zamontowanego na nich uzbrojenia w momencie ich wcielenia do służby, ale fakt posiadania pełnego zestawu sensorów, połączonych sprawnym systemem zarządzania walką z efektorami i „pustymi miejscami na efektory”. To pozwoli na ich szybkie dozbrojenie, jeśli kiedykolwiek będzie to potrzebne. Dozbrojenie to, jeśli nastąpi pozwoli też na nabycie najnowszych wersji stosowanego uzbrojenia, co będzie z korzyścią dla siły bojowej fregat i budżetu MON.

Innym istotnym dla przeżywalności fregat elementem powinien być śmigłowiec pokładowy. Zdolność do użycia zakupionych już przez Polskę śmigłowców AW101 byłaby wielką zaletą nowych fregat. Ta możliwość pozwala bowiem na ujednolicenie planowanych do pozyskania morskich śmigłowców bazowania lądowego i śmigłowców pokładowych. W przypadku przewidzianych do nabycia niewielkich ilości maszyn dwóch różnych typów, rezygnacja z jednego z nich pozwolić może na korzyści wynikające z unifikacji. Dodatkowo maszyny typu AW101 mogą spełniać nie tylko rolę śmigłowców ZOP, lecz również jak to ma miejsce w Royal Navy, śmigłowców dozoru radiolokacyjnego, wypełniając tym samym obecną lukę w tym zakresie całych Sił  Zbrojnych RP. Byłyby też kluczowym elementem obrony fregat dzięki zdolności do wykrycia pocisków manewrujących czy przeciwokrętowych.  Pozwoliłyby również na wskazywanie celów posiadanym już systemom rakietowym typu NSM czy RBS15.

Odpowiednio uzbrojone fregaty, wsparte organicznym śmigłowcem dozoru radiolokacyjnego i działające w zespole (np. 3 polskie okręty), mogą odeprzeć większość ataków rakietowych i lotniczych. Dysponując łącznie np. 72 pociskami SM-2 Block III o zasięgu 167 km, oraz 288 pociskami ESSM co jest potencjałem pozwalającym na zniszczenie około 200 celów powietrznych. A to wielkość która przekracza możliwości potencjalnego przeciwnika i nie wystarczy tu kilka baterii BAL/BASTION czy też eskadra czy dwie samolotów wielozadaniowych. A jeśli do tego doliczyć jeden, dwa lub trzy okręty sojusznicze na Bałtyku pojawia się „game changer”.

Dla porównania polski dywizjon Patriot’ów będzie dysponował 96 rakietami o zasięgu do 160 km, wspartymi sektorowym radarem. Koszt dwóch pierwszych dywizjonów to 10,5 mld USD… . Koszt fregaty przeciwlotniczej/obrony powietrznej to realnie oceniając nie więcej niż 1 mld USD w przypadku w pełni wyposażonego okrętu. Oczywiście do tego dochodzi koszt amunicji ale ten koszt można rozłożyć na lata, zwłaszcza przy przyjęciu metody FFBNW.

Na koniec autor jest winny czytelnikom wyjaśnienie czemu z uporem stosuje rozróżnienie pomiędzy fregatą przeciwlotniczą a fregatą obrony powietrznej. Wszak większości publikacji to jedno i to samo. Wyjaśniając można posłużyć się przykładem Francji i jej planów stworzenia na bazie FREMM fregaty obrony powietrznej FREDA. Wariant ten miał mieć wyspecjalizowane sensory optymalizowane do pełnienia roli okrętu kierującego obroną powietrzną zespołu. Ciecia budżetowe spowodowały jednak, że zbudowany okręt zachował sensory wersji ZOP, a jedynie zwiększono ilość rakiet Aster 30 do 32 sztuk (kosztem pocisków manewrujących NCM). Tym samym powstał wariant FREMM DA, fregata przeciwlotnicza zdolna do większego wkładu walkę powietrzną w zakresie efektorów ale nie tworząca nowej jakości w dziedzinie zarządzania nią. Ten przykład pokazuje dobrze istotę problemu. Fregata obrony powietrznej jest zdolna do zarządzania walką na znacznym obszarze, fregata przeciwlotnicza więcej i szybciej strzela w powietrze od zwykłej fregaty.

Ostatnim argumentem przemawiającym za podjęciem decyzji o budowie fregat obrony powietrznej mogą być decyzje podejmowane w ostatnich latach przez kraje mające tego samego niebezpiecznego sąsiada co Polska lub sąsiadujących z innym mocarstwem drastycznie zwiększającym swe siły morskie i lotnicze.  To we flotach Norwegii, Danii, Turcji, Japonii, Korei Południowej i Niemiec pojawiają się okręty tej podklasy. Floty te operują na tym samym akwenie co Polska lub w bardzo podobnych warunkach. Inne wiodące marynarki wojenne świata inwestują w wielkie uniwersalne fregaty posiadające zdolności również w zakresie obrony powietrznej (Wielka Brytania, Australia, Kanada, USA). Jeśli więc większość liczących się sił morskich świata ocenia, że takie okręty dają gwarancję wzmocnienia obrony państwa to czy my możemy to zlekceważyć?

Podpis: Tomasz Witkiewicz