Fot. Pinterest

Budowa w Polsce, nowego sektora jakim będzie morska energetyka wiatrowa, stwarza potencjał rozwoju dla polskich firm, z których wiele może odnaleźć swoje miejsce w długim łańcuchu dostaw dla rynku offshore.

Portal Stoczniowy widzi w tym przede wszystkim dużą szansę zaangażowania lokalnych producentów polskiego przemysłu stoczniowego i stalowego.

PGE Baltica, PKN Orlen, Polenergia oraz inni inwestorzy będą potrzebowały do realizacji swoich ambitnych inwestycji w morską energetykę wiatrową specjalistycznych jednostek pływających, tj.  fundamentowców (czyli statków do posadawiania na dnie morza fundamentów), statków instalacyjnych (typu jack-up do transportu i posadawiania na fundamentach wież oraz turbin i śmigieł), statków serwisowych do przewozu ludzi i elementów wyposażenia oraz części zamiennych.  

Warto zwrócić uwagę na fakt, że żadna firma w Polsce nie dysponuje tego typu statkami i z operacyjnego punktu widzenia niezbędne wydają się inwestycje w odpowiednią flotę do obsługi budowy i serwisów farm.

W tym przypadku warto przywołać sukcesy polskich stoczni w dziedzinie budowy tego typów statków na rynek międzynarodowy. Stocznia Remontowa, Stocznia Gdańsk  i stocznia Crist odgrywają mają doświadczenie związane z kontraktami dla odbiorców spoza granic naszego kraju. Stocznia Crist może pochwalić się  budową  jednostek typu juck-up, których zbudowała jak dotąd 4. Dzięki tej serii Crist zdobył wiele nagród. Warto podkreślić, że stocznia Crist jako firma, która wykonała wyżej wymienione jednostki, uczestniczyła i była odpowiedzialna również za proces projektowy, proces zakupu urządzeń, ich testowania oraz końcowe próby. Innym sukcesem z tej dziedziny jest wybudowanie przez Crist pięciu jednostek do obsługi farm wiatrowych, wg projektu SX195 norweskiej stoczni ULSTEIN. Z tak dużym  potencjałem i kompetencjami, stocznia Crist  powinna odgrywać znaczącą rolę w budowie nowych jednostek dla polskiego offshore’u.

Potencjalnym odbiorcą polskich statków specjalistycznych może być  przyszły lider sektora morskiej energetyki wiatrowej czyli PGE Balica. Program offshore  tej firmy zakłada wybudowanie do 2030 roku dwóch morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW, oraz kolejnej o mocy 0,9 GW po 2030 roku.

PGE Baltica stworzy w Polsce zupełnie nowy sektor offshore, który zaktywizuje wiele branż. Budowa i eksploatacja morskich farm wiatrowych w dużej mierze może być wykonana przez polski przemysł. Już dziś zidentyfikowano ponad setkę polskich podmiotów, które z powodzeniem mogą zostać włączone w procesy przygotowania, budowy i eksploatacji turbin na polskim Bałtyku.

Jednak korzyści w wymiarze ekonomicznym jest znacznie więcej. Wystarczy wspomnieć o promocji polskich dostawców technologii związanych z morską energetyką wiatrową na świecie, co w dalszej perspektywie wpłynie na zwiększenie innowacyjności naszej gospodarki i jej rozwój na europejskim rynku.

Dla obu farm które maja powstać dzięki PGE Baltica do 2030 roku przewidziane jest rozmieszczenie ponad 200 turbin wiatrowych. To pokazuje jak wielkim i złożonym logistycznie przedsięwzięciem będą inwestycje PGE w offshore.  

Aby odpowiednio przygotować się do budowy farm, niezbędne będzie zaplecze logistyczne do magazynowania i wstępnego przygotowania elementów na lądzie. Oraz środki i siły potrzebne, aby przetransportować w/w elementy zarówno fundamentów jak i turbin w miejsca ich instalacji na morzu. W tym przypadku warto wspomnieć o Polskim Ratownictwie Okrętowym które posiada jednostki nadające się do prac pomocniczych przy budowie farm wiatrowych na morzu. Tak dla PRO jak i innych polskich, żeglugowych firm offshorowych, polskie farmy wiatrowe są ogromną szansą na rozwój. Otwarte natomiast powstaje pytanie, czy ta szansa zostanie im dana. Chodzi tzw. ‘local content’. Jest rzeczą oczywistą, że farmy wiatrowe będą budowane przez, mające sprzęt i doświadczenia w budowie takich farm, firmy zachodnie. Ale jest wiele prac pomocniczych, które są w zakresie możliwości polskich, żeglugowych firm offshorowych. Czy ta szansa będzie im dana zależy wyłącznie od zawarcia „local content’u”, w kontraktach na budowę farm. Kraje zachodnie taką politykę szeroko stosują. Weźmy choćby Norwegię. Statek inny niż pod norweską banderą nie ma szans na obsługę w norweskich wież wiertniczych. Jeszcze bardziej zdecydowani, w promowaniu własnego przemysłu są Amerykanie. State, który obsługuje amerykańskie wieże wiertnicze musi być zbudowany w amerykańskiej stoczni. Najwyższy czas aby i u nas podobna polityka była realizowana.

Jednym słowem stoimy przed szansą stworzenia nowego sektora gospodarki, wspierania innowacyjności technologicznej oraz tworzenia nowych miejsc pracy. Morska energetyka wiatrowa może wygenerować również szereg usług dodatkowych, które potrzebne są w okresie eksploatacji, a wcześniej w okresie budowy, np: baza hotelowa i gastronomiczna, transport morski i śródlądowy, dostawy paliw dla transportu morskiego i lądowego, dostawy energii, ubezpieczenia majątku i kontraktów, szkolenia i certyfikacja. Obecnie większość polskich firm z sektora offshore zajmuje się tylko eksportem, a skala ich działalności mogłaby być zdecydowanie większa, gdyby powstał rynek krajowy. 

Podpis: Mariusz Dasiewicz