Foto. kmdr ppor. Radosław Pioch / 3.FO

Mimo wzrostu budżetu, resort obrony narodowej poszukuje oszczędności w związku z zakupami uzbrojenia. Niepewny jest więc także los programów morskich. Równolegle państwowe stocznie, w tym PGZ Stocznia Wojenna, znajdują się w coraz trudniejszej sytuacji finansowej, przede wszystkim właśnie ze względu na brak bieżących zamówień ze strony MON i brak ich perspektyw. Najszybsze możliwe zamówienie ze strony resortu obrony, to na budowę okrętu „Ratownik”, w najlepszym przypadku zapewni tej stoczni pracę za rok, albo dwa, jeśli negocjacje przebiegać będą sprawnie (i jeśli MON nie zdecyduje się na razie na tym zleceniu „oszczędzić”). Do tej pory przyszłość PGZ SW jawi się z ponurych barwach. Istnieje jednak możliwość szybkiego wsparcia PGZ Stoczni Wojennej znacznym wolumenem prac, a jednocześnie sposób na efektywne kosztowo zwiększenie przez MON zdolności sił podwodnych MW – to modernizacja okrętu ORP Orzeł.

Niezależnie od ogłoszonego, w ramach nowelizacji budżetu państwa, wzrostu wydatków na obronność w 2020 r., w MON przez ostatnie miesiące prowadzone były poszukiwania oszczędności związanych z planowanymi zakupami uzbrojenia, ponowną oceną ich zasadności i możliwym odsunięciem w czasie. Wynika to m.in. ze wzrostu „sztywnych” wydatków związanych z zakupami uzbrojenia z USA (programy Harpia, Wisła) i stacjonowaniem wojsk amerykańskich. Nie wiadomo na dziś czy ich ofiarą padły także programy budowy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej.

Do przodu posuwają się za to, jak wynika z ostatnich informacji przekazanych przez ministra obrony Mariusza Błaszczaka, rozmowy z rządem Szwecji dotyczące zakupu dwóch używanych okrętów podwodnych typu Södermanland (A17). Do uzgodnienia pozostała jednak jeszcze cena transakcji, a ta może wynieść nawet, wedle dostępnych informacji, 2 mld zł. Okręty mają zostać zmodernizowane w szwedzkiej stoczni Saab Kockums – rozpaczliwie potrzebującej zleceń, bez udziału polskiego przemysłu stoczniowego. Wybrane przez MON „rozwiązanie pomostowe” nie przyczyni się więc do poprawy trudnej sytuacji stoczni PGZ, ani nie wspomoże naszego przemysłu w kontekście walki ze skutkami spowolnienia gospodarczego po pandemii COVID-19.

Na szybko wspomóc Stocznię Wojenną, w oczekiwaniu na Ratownika i – kiedyś, raczej w dalszej przyszłości – na Mieczniki, może za to zaoferowana MON przez Polską Grupę Zbrojeniową modernizacja okrętu podwodnego ORP Orzeł. Oferta, opiewa, według źródeł prasowych, na kwotę około 400 mln zł. Ma też tą zaletę, iż prace można rozpocząć w ciągu paru miesięcy, co jest szczególnie ważne w kontekście trudnej sytuacji stoczni. Okręt ma być zmodernizowany w PGZ Stoczni Wojennej, i to ona wykona większość prac, oprócz tych związanych z produkcją nowego systemu walki, który dostarczy francuski koncern Naval Group. Francuzi mają też wspierać SW podczas prac swoim doświadczeniem w modernizacji okrętów podwodnych.

Zlecenie na modernizację ORP Orzeł może wpisać się dokładnie w plan obłożenia PGZ SW, zapełniając w dużej części moce produkcyjne przez okres od teraz do rozpoczęcia budowy okrętu Ratownik, jeżeli oczywiście negocjacje z MON zakończą się sukcesem. Może, jeśli tylko resort obrony uzna za celowe przeprowadzenie tej modernizacji i wsparcie rodzimej stoczni, będącej głównym zapleczem remontowym polskich sił morskich (przypomnijmy – dedykowanym wyłącznie do prac na okrętach marynarki wojennej – głównie polskiej Marynarki Wojennej), a nie tylko wspieranie stoczni szwedzkiej.

MON może mieć zresztą więcej powodów niż wspieranie rodzimego przemysłu, by pozytywnie pomyśleć o modernizacji ORP Orzeł. Przede wszystkim zyska dzięki temu w pełni sprawny okręt podwodny, zdolny do wykonywania zadań operacyjnych. Integracja nowoczesnego systemu zarządzania walką i – opcjonalnie – torped nowego typu, pozwoli uzyskać o zdolnościach operacyjnych większych chociażby od jednostek typu Kilo w służbie w rosyjskiej Flocie Bałtyckiej.

Rozwiązanie rezerwowe?

Dla resortu obrony modernizacja ORP Orzeł może mieć także jeszcze jedno uzasadnienie. MON może zlecić te prace równolegle w stosunku do toczących się od zeszłego roku rozmów międzyrządowych ze Szwecją w sprawie zakupu dwóch okrętów podwodnych typu Södermanland, jako tzw. rozwiązania pomostowego. Modernizacja ORP Orzeł może w tym kontekście być traktowana przez resort obrony jako niekonkurencyjne, rezerwowe wyjście w przypadku, gdyby rozmowy ze szwedzkim rządem zakończyły się niepowodzeniem. Świadomość posiadania przez MON alternatywy powinna zresztą pozytywnie wpływać na pozycję negocjacyjną strony polskiej w rozmowach z FMV – szwedzkim urzędem ds. uzbrojenia. Inaczej rozmawia się bowiem z kimś kto jest zmuszony do zakupu okrętów, a inaczej z partnerem, dla którego jest to tylko jedno z możliwych rozwiązań.

Decyzja o modernizacji ORP Orzeł pomocna będzie dla przetrwania przez PGZ SW najbliższych, najtrudniejszych miesięcy. Resortowi obrony może zaś pomóc w rozmowach ze stroną szwedzką i – oczywiście – zapewnić dodatkowy sprawny okręt podwodny naszej Marynarce. Pozostaje więc mieć nadzieję, że MON rozważy te argumenty i podejmie decyzją korzystną zarówno dla przemysłu, jak i dla zdolności operacyjnych Sił Zbrojnych.

Źródło: wGospodarce.pl