Finlandia, mająca w rezerwie ok. 280 tys. żołnierzy, tworzy „silny front północny”, a Rosja nie jest w stanie zagrozić krajom bałtyckim z tej flanki – ocenił pułkownik Paul Clayton, dowodzący siłami NATO w Estonii.

Wywiad z brytyjskim wojskowym ukazał się w poniedziałek w kilku fińskich dziennikach lokalnych, m.in. w „Turun Sanomat” czy „Kaleva” wydawanych przez koncern medialny Lannen Media.
Dowodzący grupą batalionową NATO na wschodniej flance przyznał, że Finlandia, która formalnie nie należy do NATO, postrzegana jest jako „silny sojusznik” Zachodu. Podkreślił przy tym, że gdyby Finlandia wdała się w konflikt zbrojny z Rosją, to oddziałów szybkiego reagowania nie skierowano by „automatycznie” do pomocy Finom, ponieważ sytuacja kryzysowa mogłaby wystąpić na całej długości frontu, w tym w Europie Środkowej.

Wojskowy odniósł się przy tym do wielonarodowych Wspólnych Sił Ekspedycyjnych (JEF), którym przewodzi Wielka Brytania. Zostały one powołane z inicjatywy NATO na szczycie w 2014 r. Tworzą je kraje z regionu nordycko-bałtyckiego. Początkowo były to – oprócz Wielkiej Brytanii – Holandia, Dania, Norwegia oraz Litwa, Łotwa i Estonia. Później do tej formy współpracy obronnej przystąpiły Finlandia oraz Szwecja. JEF ma gotowość do współpracy nie tylko z NATO, ale też ONZ i UE.

Zdaniem Claytona, zapytanego o bezpieczeństwo krajów bałtyckich, sama obecność sił zbrojnych NATO w regionie (w tym zlokalizowanych niedaleko estońskiej Narwy na wschodniej granicy Sojuszu, oraz ok. 300 km od rosyjskiego Petersburga) stanowi „strategiczny środek odstraszania” i zapobiega uderzeniu Rosji.

Paul Clayton jest dowódcą brytyjskiego kontyngentu w wielonarodowej batalionowej grupie bojowej NATO (wysuniętej wzmocnionej obecności sił NATO eFP – enhanced Forward Presence) w Estonii i w Polsce.

Źródło: PAP