Fot. Gazprom

Rząd Niemiec uważa sankcje USA wobec gazociągu Nord Stream 2 za ingerencję w suwerenność Unii Europejskiej i ma zamiar dążyć do dialogu na ten temat z administracją prezydenta Joe Bidena – głosi odpowiedź rządu na interpelację partii Sojusz 90/Zieloni.

W dokumencie, opublikowanym na stronie internetowej Bundestagu w poniedziałek, rząd zapewnił, że prowadził “na różnych szczeblach” rozmowy z poprzednią administracją USA w celu niedopuszczenia do wprowadzenia sankcji.

“Zarówno UE i jej kraje członkowskie, jak i rząd RFN na płaszczyźnie dwustronnej będą nadal szukać dróg dialogu w tej kwestii, również z nową administracją USA” – zapowiedział rząd. Temat ten – dodał – “będzie częścią pierwszych rozmów, jak tylko wszystkie kompetentne osoby odpowiedzialne (za te kwestie-PAP) ze strony amerykańskiej zostaną zatwierdzone przez Senat USA i przystąpią oficjalnie do pełnienia obowiązków”.

Rząd Niemiec rozmawia też na temat sankcji z firmami, którym grożą te restrykcje, pozostaje też w kontakcie w tej sprawie z władzami USA – wskazano w dokumencie. Rząd w Berlinie odmówił jednak podania ich treści, powołując się na ich poufny charakter.

W ocenie Berlina niezbędne jest nałożenie na Rosję sankcji w związku z sytuacją wokół opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, niemniej ukończenie Nord Stream 2 nie ma z tym związku. “Niezależna od tego jest kwestia zakończenia Nord Stream 2 – projektu, w którym udział bierze ponad sto firm europejskich” – czytamy w odpowiedzi rządu.

Jak głosi dokument, rząd Niemiec oczekuje, że w czerwcu br. sąd w Duesseldorfie wyda orzeczenie w sprawie apelacji złożonej przez operatora gazociągu, spółkę Nord Stream 2. Spółka odwołuje się od decyzji niemieckiego regulatora, który nie zgodził się, by gazociąg został wyłączony spod znowelizowanej dyrektywy gazowej UE. Sąd wyznaczył rozprawę na 21 kwietnia.

Rząd informuje, że nie może wykluczyć, iż sankcje amerykańskie dotkną Fundację Ochrony Klimatu i Środowiska MV, która powstała w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i która ma zamiar bronić interesów uczestników Nord Stream 2. Niemniej, na razie władze kraju związkowego nie kierowały “konkretnych próśb o wsparcie” w związku z ewentualnymi sankcjami – głosi oświadczenie.

Fundacja, która powstała na początku br., ma zabezpieczyć przedsiębiorstwa biorące udział w budowie przed amerykańskimi retorsjami: za pośrednictwem własnej firmy zakupi ona istotne materiały budowlane, takie jak maszyny, i udostępni je firmom zaangażowanym w dalszą budowę. Dzięki temu przedsiębiorstwa mają być prawnie chronione przed amerykańskimi sankcjami, ponieważ same nie kupują towarów. Fundacja otrzymuje od państwa 200 tys. euro, a rosyjska spółka Nord Stream 2 AG podobno zobowiązała się na początek do przekazania 20 mln euro. Później może to być nawet 60 mln euro.

Źródło: PAP