Modernizacja powinna zapewniać pozyskanie nowych zdolności operacyjnych, a nie zamianę starego na nowe o tych samych możliwościach.

Pod koniec sierpnia na naszym portalu zamieściliśmy artykuł który polemizował z kilkoma utartymi schematami myślowymi dotyczącymi okrętów dla Marynarki Wojennej. https://portalstoczniowy.pl/wiadomosci/przepis-na-idealny-okret-marynarki-wojennej/

W międzyczasie odbyły się w Kielcach targi MSPO które z oczywistych względów nie były rekordowe jeśli chodzi o liczbę wystawców i powierzchnię, natomiast dzięki „spowolnieniu” było więcej czasu na spotkania i rozmowy dzięki którym poszerzyliśmy redakcyjną wiedzę w zakresie systemów uzbrojenia które niekoniecznie kojarzyły się do tej pory z naszą Marynarką Wojenną.

Dodatkowo, to o czym jeszcze pod koniec września pisaliśmy w trybie przypuszczającym

https://portalstoczniowy.pl/wiadomosci/brytyjskie-kutry-rakietowe-dla-ukrainy/ stało się nieomal faktem, gdyż zarówno strona brytyjska jak i ukraińska zdążyły potwierdzić zarówno sam kontrakt na pozyskanie okrętów, jak i ogólne warunki finansowe jego realizacji.

Kiedy zbierzemy te wszystkie informacje i je dokładnie przeanalizujemy to otrzymujemy  bardzo interesujące wnioski dla Polski jeżeli chodzi o Marynarkę Wojenną.

Po pierwsze, Ukraińcy wybrali gotowy projekt. Nie wymyślali, nie kombinowali z wyważaniem otwartych drzwi tylko sięgnęli po istniejącą, sprawdzoną jednostkę.

Co więcej, przykład ten to niemal miód na serca zwolenników teorii o „małych ale bardzo dobrze uzbrojonych okrętach”, przy czym wydaje się że podobny efekt można osiągnąć w naszych siłach morskich znacznie mniejszym nakładem środków finansowych.

Od niemal trzech lat żyje koncepcja modernizacji okrętów typu 151 czyli Orkanów. Przeżyliśmy już wszystkie możliwe etapy tej trudnej miłości. Od etapu egzaltacji bo już, za chwilę, przystępujemy do realizacji aż po etap cichych dni bo wszystko diabli wzięli, a pomysł został odłożony „ad szufladam”. Tymczasem, stosunkowo niedużym wysiłkiem finansowym można osiągnąć znaczne zwiększenie zdolności bojowych tych jednostek. Wymaga to jednak przekroczenia pewnej bariery mentalnej przez marynarzy.

Wszyscy zdają sobie sprawę, że na Orkanach trzeba dokonać głębokiej wymiany systemu napędowego i to jest temat oczywisty, nie podlegający dyskusji. Natomiast, wszystko co wykracza poza zespół napędowy i prądotwórczy jest do dyskusji gdyż pomysłów było wiele, począwszy od koncepcji „zostawmy większość tego co jest, zróbmy przeglądy, upgrade i niech to działa dalej” po koncepcję „wywalmy większość działającego sprzętu i wstawmy wszystko od jednego dostawcy będzie nam się żyło lepiej”.

I tutaj czas wyjaśnić dlaczego na początku zostały wspomniane targi MSPO. Otóż wizyta na stoiskach dwóch firm oraz rozmowy z oficerami zajmującymi się problematyką obrony powietrznej  rzuciły nowe światło na możliwości modernizacji wspomnianych okrętów.

Wiadomo że nie tylko żywotność armat AK-176 ma się ku końcowi. Istnieje również duży problem z zapewnieniem dla nich amunicji. Dlatego, być może warto rozważyć koncepcję aby zamiast nowej armaty zainstalować w to miejsce wyrzutnię rakiet przeciwlotniczych?

Ze względu na dostępną kubaturę po demontażu armaty dziobowej mamy dwa możliwe rozwiązania dostępne na rynku. Pierwszym może być jedna z wyrzutni marki Sylver  produkowanych przez Naval Group. W przypadku Orkanów byłby to prawdopodobnie model A35. Być może zmieści się A43.

Drugim, potencjalnym rozwiązaniem, może być wyrzutnia opracowana przez firmę Lockheed Martin, a mianowicie trzykomorowa 3ExLS. Niewykluczone że na okręcie dało by się zamontować podwójny zestaw tych wyrzutni.

 

Wybór wyrzutni definiuje możliwość późniejszego zastosowania uzbrojenia rakietowego.  Jeżeli wybierzemy  wyrzutnię francuską wówczas do wyboru mamy rakiety z rodziny Aster, Crotale i CAMM.  Jeżeli zdecydujemy się na rozwiązanie amerykańskie wówczas mamy nieco inną paletę uzbrojenia gdyż możemy wybierać spośród Nulki, CAMM, RAM.

W wariancie minimum, w zależności od rodzaju wyrzutni, każdy z okrętów przenosiłby od 12 do 16 rakiet przeciwlotniczych. W wariancie maksimum byłoby to od 24 do 32 rakiet.

Jedna rzecz jest bezdyskusyjna. Którąkolwiek wyrzutnię byśmy nie wybrali to po pierwsze, Marynarka Wojenna wchodzi do ekstraklasy obrony powietrznej. A po drugie, można nareszcie mówić o zespole zadaniowym sił morskich.

Podział zadań w takim zespole mógłby wyglądać następująco:

– fregaty będą zapewniać ochronę przed okrętami podwodnymi;

– niszczyciele min ochronę przed zagrożeniem minowym;

– Morska Jednostka Rakietowa zapewni ochronę przed okrętami nawodnymi przeciwnika.

Całość będą spinać Orkany zapewniając parasol obrony powietrznej nad wszystkimi wymienionymi elementami składowymi.

Bez wątpienia, zaproponowane rozwiązanie wymaga przełamania bariery psychologicznej samych marynarzy przyzwyczajonych od pokoleń że armata dziobowa jest i już. Niemniej jednak warto wyjść ze strefy komfortu i spojrzeć na problem z dystansem.

I na koniec najważniejsze i najbardziej zaskakujące. Przy obu rozmowach z producentami podchodziliśmy do pomysłu wyrzutni rakiet przeciwlotniczych jak „pies do jeża” mając w głowie zakodowane że to musi być bardzo drogie rozwiązanie.

Tymczasem okazuje się się że koszt pozyskania wyrzutni (instalacja + integracja) jest porównywalny z pozyskaniem nowej armaty 76 mm.

Podpis: ACK