Fot. Twitter

W Bałtyku utonął 56-letni mieszkaniec Częstochowy, który w poniedziałek wszedł do morza na niestrzeżonej plaży w Rozewiu (Pomorskie). Jego 22-letniego syna uznano za zaginionego.

Jak powiedział w poniedziałek PAP rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa Rafał Goeck, do tragedii doszło na wysokości wejścia nr 16 na plażę w Rozewiu.

“O godz. 10.45 otrzymaliśmy informację, że kobiecie zniknęło z pola widzenia dwóch mężczyzn – mąż i syn. Nie powrócili oni z kąpieli w Bałtyku. Służby natychmiast przystąpiły do akcji ratowniczej” – przekazał.

W działania na morzu i lądzie zaangażowani byli strażacy, ratownicy SAR, WOPR oraz policja. Do poszukiwań dołączył również śmigłowiec Marynarki Wojennej. Po około dwóch godzinach ratownikom udało się odnaleźć dryfujące ciało 50-latka z Częstochowy. Mężczyzna nie wykazywał jakichkolwiek czynności życiowych, został wyciągnięty na brzeg. Mimo podjętej reanimacji nie udało się go uratować.

“Do godziny 16.15 prowadziliśmy aktywne poszukiwania 22-letniego syna mężczyzny. Niestety nie udało się nam go odnaleźć. Został on uznany za zaginionego” – dodał rzecznik SAR.

Na miejscu zdarzenia pracowała także grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora oraz biegły lekarz sądowy.

“Pamiętajmy, że nad Morzem Bałtyckim bardzo zdradliwe i szczególnie niebezpieczne są tzw. prądy wsteczne, które w wielu przypadkach doprowadzają do tragedii. Apelujemy o zachowanie szczególnej ostrożności nad wodą i korzystanie ze strzeżonych kąpielisk” – powiedziała sierż. Monika Mularska z Komendy Powiatowej Policji w Pucku.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podało w poniedziałek, że od 1 kwietnia do 25 lipca odnotowano 208 utonięć.

Autor: Anna Wydorska/PAP