Członkowie rządu Filipin mogą dyskutować kwestie sporu terytorialnego z Chinami wyłącznie podczas zamkniętych spotkań i muszą się powstrzymać od publicznych wypowiedzi na ten temat – zarządził prezydent Rodrigo Duterte.

Filipiński przywódca zobowiązał członków swojego gabinetu do milczenia w sprawie zgłaszanych przez Pekin pretensji terytorialnych do obszaru Morza Południowochińskiego, który zgodnie z międzynarodowym prawem należy się Filipinom.

Szefowie resortów otrzymali zakaz wypowiedzi w poniedziałek, w czasie najnowszej odsłony sporu, podczas której z obu stron kilkakrotnie padały mocne wypowiedzi. We wtorek rzecznik pałacu prezydenckiego oświadczył, że “nie widzi napięć” pomiędzy Chinami i Filipinami na strategicznych wodach, o które oba kraje od lat się spierają.

Głównymi punktami spornymi są wyspy Spratly’ego (Spratleje) oraz płycizna Scarborough, leżące wewnątrz filipińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, rozciągającej się na 200 mil morskich od wybrzeża.

Spór o strategiczne i bogate w zasoby wody zaognił się w marcu, gdy w rejonie Scarborough wykryto około dwustu chińskich kutrów i innych jednostek. Filipiny stwierdziły, że są one obsadzone funkcjonariuszami milicji, czemu Chiny zaprzeczyły. Pod koniec kwietnia filipińska marynarka wojenna i straż przybrzeżna rozpoczęły w tym rejonie ćwiczenia, przeciwko którym zaprotestowało z kolei chińskie MSZ.

Członkowie filipińskiego rządu, w tym sekretarz obrony Delfin Lorenzana i szef dyplomacji Teodoro Locsin Jr., w ostatnich tygodniach stanowczo wypowiadali się przeciwko obecności chińskich jednostek wewnątrz należnej Filipinom strefy.

3 maja Locsin opublikował na Twitterze apel, w którym – używając niewybrednego języka – kazał Chinom wynosić się z filipińskich wód. “Chiny, przyjaciele, jak by to grzecznie ująć?” – rozpoczął anglojęzycznego tweeta. “Wyp…” (“get the f… out”) – dokończył. 72-letni dyplomata porównał też komunistyczny rząd do “szpetnego przygłupa”. Następnego dnia przeprosił jednak za nieparlamentarną wypowiedź, którą wytłumaczył swoim “gorącym temperamentem”.

Prezydent Duterte, który od chwili objęcia urzędu w 2016 roku stara się o dobre relacje z władzami w Pekinie, stwierdził pod koniec kwietnia, że choć Filipiny mają dług wobec Chin z wielu powodów, m.in. dostarczenia darmowych szczepionek przeciwko koronawirusowi, to interes narodowy nie może być obiektem negocjacji. Jak dodał, Manila nie wycofa swoich okrętów z wód, które w myśl międzynarodowego prawa morskiego leżą wewnątrz filipińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej.

Krytycy oskarżają jednak Dutertego o zbytnią uległość wobec Chin i sprzeczne wypowiedzi na temat Morza Południowochińskiego, którego duży obszar Filipiny określają mianem Morza Zachodniofilipińskiego. We wtorek do przyjęcia bardziej stanowczej linii wezwała sformowana przez emerytowanych wojskowych i policjantów grupa Rzecznicy Interesu Narodowego (ANI), żądając przy tym ponadpartyjnego porozumienia w sprawach dotyczących suwerenności kraju. “Powinniśmy wziąć stronę zwykłych Filipińczyków.

Nasi obywatele nie mogą dać się wykorzystywać i nieświadomie wspierać chińską narrację” – napisali jego członkowie w wydanym oświadczeniu.

Pekin zgłasza historyczne pretensje do 90 proc. obszaru Morza Południowochińskiego, w tym do wód w świetle obowiązującego prawa międzynarodowego należących do okolicznych państw – poza Filipinami także Wietnamu, Malezji i Brunei. Chińczycy zbudowali tam wiele sztucznych wysp, wznosząc na nich infrastrukturę wojskową.

W 2016 roku Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze obalił roszczenia terytorialne Chin wobec Filipin. Władze w Pekinie zignorowały jednak jego orzeczenie. Od chwili objęcia urzędu w tym samym roku prezydent Rodrigo Duterte starał się łagodzić spór, nie powołując się na orzeczenie w zamian za obietnice wielomiliardowych pożyczek i inwestycji.

Źródło: PAP