Foto. FLVOT

W sporze o kształt Marynarki Wojennej ściera się kilka tez które w większości albo oparte są na niepełnych założeniach albo są całkowicie chybione. 

Mieliśmy już „za duże na Bałtyk”, „zniszczą je w 40 sekund” ale takim klasykiem we wszelkich dyskusjach na temat potrzebnych okrętów jest stwierdzenie, że Marynarka Wojenna powinna posiadać „małe, dobrze uzbrojone” jednostki pływające. Na pytanie w co powinny być wyposażone te okręty, krytyk zaczyna wyliczać systemy rakietowe woda-woda, woda-powietrze, artylerię, najlepiej jeszcze sonar do poszukiwania OP.

Kiedy otrzymuje odpowiedź, że to nie zmieści się na małym okręcie, zwykle rzuca „ja tam się nie znam” i tyle widzieli „eksperta”.

Przybliżmy zatem kilka tez

  1. NATO ma przewagę w siłach morskich dlatego nie musimy inwestować w MW.

Owszem ma, pod warunkiem że zdecyduje się na uruchomienie Artykułu V. A nawet jeśli uruchomi to nie stanie się to w pierwszym dniu wystąpienia zagrożenia dla Polski. Po drugie, siłą NATO są Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych, a te coraz bardziej zaangażowane są na Pacyfiku. Jednomyślność Europy właśnie testuje Białoruś. Efekty, a właściwie ich brak, widać gołym okiem.

Wielokrotnie, w publicznych wystąpieniach, zarówno politycy jak i dowódcy wojskowi zaznaczali że w przypadku rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Polsce nasze siły zbrojne będą musiały prowadzić samotną walkę nawet do 30 dni. I to pod warunkiem, że Sojusz osiągnie consensus. A co jeśli nie osiągnie i będziemy uzależnieni od pomocy wojskowej jedynie kilku państw Sojuszu, a może tylko jednego?

Chyba że odpowiada nam sytuacja w której nasi partnerzy europejscy będą ustalać warunki naszego bezpieczeństwa z władcami Kremla. I jeśli ktoś ma wątpliwości co do takiej możliwości to niech przypomni sobie reakcje na inwazję w Gruzji, aneksję Krymu, agresję we Wschodniej Ukrainie.

W jaki sposób, bez adekwatnych sił okrętowych, zdołamy zapewnić dostawy dla walczących wojsk czy gospodarki czasu W, gdy jedynym możliwym kierunkiem okaże się kierunek morski, a nasi dotychczasowi partnerzy w imię „dobrych stosunków” przyjmą bardzo powściągliwą postawę?

  1. Obszar Bałtyku nie ma znaczenia dla ogólnego teatru działań wojennych.

Akwen Morza Bałtyckiego nie będzie głównym teatrem działań w przypadku konfliktu ale będzie miał kluczowe znaczenie dla osłony głównego kierunku. Kluczowym problemem z jakim zderzamy się w polskim myśleniu strategicznym jest to, że morska domena jednolitego obszaru operacyjnego jest postrzegana jako swoista alternatywna rzeczywistość w której nie trzeba prowadzić obrony bo nie będzie ona miała wpływu na przebieg działań wojennych. Ten sposób myślenia o siłach okrętowych doprowadził do sytuacji, w której wybrzeże RP stało się najsłabszym ogniwem systemu obrony państwa i najłatwiejszym do spenetrowania przez środki napadu powietrznego przeciwnika.

Co więcej, żaden inny rodzaj sił zbrojnych nie będzie w stanie wypełnić tej luki.
Wojska Lądowe z przyczyn oczywistych bo nie jest to ich domena działań i nie mają takich zdolności z założenia, natomiast Siły Powietrzne ze względu na brak samolotów. Nawet po wdrożeniu do służby samolotów F-35 liczba WSB będzie niewystarczająca do realizacji zadań na głównym kierunku, a tym bardziej na kierunku pomocniczym. Do tego dochodzi fakt, że od czasu likwidacji lotnictwa uderzeniowego MW, Siły Powietrzne niemal całkowicie zaniechały prowadzenia szkoleń pilotów do działań nad morzem, a są one zdecydowanie różne od działań nad lądem.

Wobec przedstawionych faktów i braku decyzji o pozyskaniu okrętów wielozadaniowych (z naciskiem na zdolności OPL) należy sobie zadać pytanie czy jesteśmy gotowi na świadomą decyzję pozbawienia Wojsk Lądowych jakiejkolwiek osłony z kierunku morskiego?

  1. Nie przeżyją na Bałtyku

W obecnej konfiguracji naszych sił morskich ten argument można przyjąć za pewniak.
I to nie dlatego, że siły przeciwnika są tak mocne, tylko dlatego, że zarówno istniejące okręty jak i te w budowie są tak słabo uzbrojone.

Można śmiało wygłosić opinię, że bez decyzji o budowie nawodnych okrętów uderzeniowych (obrony powietrznej) posiadamy i będziemy posiadać, w perspektywie minimum dekady, Marynarkę Wojenną czasu pokoju, niezdolną do realnego prowadzenia działań bojowych na morzu.

Możemy wprowadzić na wyposażenie MW nawet 20 okrętów typu Kormoran II ale bez pozyskania zdolności do osłony przed atakami z powietrza te jednostki nie wniosą nic do potencjału bojowego. Z momentem rozpoczęcia działań wojennych staną się całkowicie bezużyteczne.

Pozyskanie okrętów z zaawansowanymi systemami rakietowymi oraz obserwacji pozwoli na realizację najważniejszego spektrum zadań czyli osłony przeciwlotniczej, zarówno pasa nadmorskiego, jak i sił zabezpieczenia operujących „pod parasolem OPL” okrętów wielozadaniowych, jak też na wykonywanie głębokich uderzeń na terytorium przeciwnika rakietami manewrującymi.

Każdy z tego typu okrętów stanowi de facto połączenie zdolności systemów PATRIOT i HIMARS, gdyż z tej samej wyrzutni okrętowej mogą być odpalane zarówno rakiety do zwalczania celów powietrznych, jak i rakiety manewrujące dalekiego zasięgu t. Tomahawk. Co więcej, pozyskanie okrętów o takich zdolnościach zapewni państwu niespotykane do tej pory możliwości oddziaływania na przeciwnika, gdyż rakiety manewrujące mogą zostać wystrzelone nie tylko z najdalszych zakątków Morza Bałtyckiego, np. w relacji Zatoka Botnicka – St. Petersburg, Zatoka Botnicka/Zatoka Pomorska – Obwód Kaliningradzki ale również z akwenów leżących poza Morzem Bałtyckim.

Ale najważniejszym czynnikiem powinien być fakt, że pozyskanie tego typu okrętów zapewni nowe zdolności sił morskich do wykonania uderzeń rakietowych na siły przeciwnika zgrupowane w rejonie Przesmyku Suwalskiego, w ramach wsparcia walczących Wojsk Lądowych.

Ponadto, zdolności systemów okrętowych oraz specyfika środowiska morskiego sprawiają że okrętowe systemy obserwacji „widzą” dalej niż ich odpowiedniki rozmieszczone na lądzie, przez co umożliwiają szybszą reakcję na występujące zagrożenie uderzeniem z powietrza.

W dyskusji o wielkości okrętów nazewnictwo jest drugorzędne. Nie ma znaczenia czy zdefiniujemy je jako korwety czy fregaty bo niegdyś obowiązujące definicje uległy współcześnie rozmyciu. Polska MW dysponuje „fregatami” o wyporności 3700 ton, natomiast Finlandia przystępuje do budowy „korwet” (jednostek teoretycznie o klasę niżej)
o wyporności 3900 ton.

To rodzaj wykonywanych zadań i konieczne do ich realizacji narzędzia czyli systemy uzbrojenia decydują o ostatecznej wyporności. Co więcej, czas eksploatacji kadłubów liczony jest na 40-50 lat. W tym samym czasie zachodzą ogromne zmiany w systemach walki dlatego okręt dziś budowany musi posiadać zapasy przestrzeni i wyporności żeby pomieścić przyszłe rodzaje uzbrojenia i nowe systemy wytwarzania mocy niezbędne do ich funkcjonowania inaczej będziemy powtarzać błędy z czasów socjalizmu gdy raz zbudowany okręt przez cały okres swojej służby nie był podatny na jakąkolwiek modernizację systemów uzbrojenia ze względu na ograniczenia kadłuba.

  1. Naprawdę nie mamy co robić poza Bałtykiem?

Poza oczywistymi i wymienionymi na początku zadaniami dyplomatycznymi
i gospodarczymi, Marynarka Wojenna ma do realizacji cały katalog zadań zarządzania kryzysowego.

Pozyskanie okrętów wielozadaniowych o proponowanych zdolnościach to również narzędzie do osłony Polskich Kontyngentów Wojskowych realizujących zadania w różnych częściach świata, w przypadku gdyby zaszła konieczność wzmocnienia ich bezpieczeństwa lub ewakuacji. To również zdolność do ewakuacji polskich obywateli (placówek dyplomatycznych) w sytuacjach zagrożenia militarnego lub katastrof naturalnych.

W takim przypadku okręt nie wymaga zgód dyplomatycznych na przemieszczenie przez terytorium państw trzecich, dzięki czemu może wyruszyć we wskazany rejon natychmiast po otrzymaniu rozkazu i uzupełnieniu zapasów.

I ostatnia kwestia.

Tak jak wspomniano. Okręty buduje się z zamiarem użytkowania ich przez okres około 40 lat. Jest to tak daleka perspektywa czasowa, że nie jesteśmy w stanie dziś przewidzieć gdzie będziemy prowadzić działania i czy na pewno będą one prowadzone w obronie naszego terytorium / naszych interesów czy też terytorium lub interesów naszego sojusznika. Ale okręty muszą mieć zapas modernizacyjny zarówno kubatury jak i mocy bo nie będzie ani czasu ani zasobów na budowanie kolejnych.

Podpis: Mirosław Ogrodniczuk