Tomasz Szubrycht, rektor komendant Akademii Marynarki Wojennej / Portal Stoczniowy

  Polska tak naprawdę, wyzbywając się megalomanii i kompleksów, powinna aspirować do państwa nabrzeżnego średniej wielkości, a być może w przyszłości także do mocarstwa regionalnego drugiej kategorii. Ale punktem wyjścia powinno być uznanie, że Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są np. Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe do których zaliczyć należy: Litwę, Łotwę, Estonię, Czarnogórę czy Albanię. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej? – w rozmowie z Portalem Stoczniowym mówi Rektor Komendant Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, kontradmirał prof. dr hab. Tomasz Szubrycht.

Portal Stoczniowy: Latem tego roku mieliśmy w Polsce pewne zamieszanie, związane z projektem sprowadzenia fregat typu Adelajda. Jak pan profesor interpretuje całą tę sytuację oraz to, że nie doszło do podpisania listu intencyjnego w tej sprawie? Czy projekt ten był, pana zdaniem, słuszny?

Kontradmirał prof. dr hab. Tomasz Szubrycht: Apolityczność wojska polega na tym, że wojskowy powinien doradzać politykom i przedstawiać swój punkt widzenia, jeśli zostanie o to poproszony, ale tylko do momentu podjęcia decyzji. W tej sprawie decyzja polityczna zapadła i ona kończy sprawę, przynajmniej na razie. Jeśli temat wróci i zostanę poproszony o sformułowanie opinii, to ją przedstawię w zgodzie ze swoim sumieniem i swoją wiedzą. Wojskowy po podjęciu decyzji przez polityka w jakiejkolwiek sprawie nie powinien dyskutować.

Panie profesorze, z czego, pana zdaniem, wynika przeciąganie sformułowania ostatecznego programu modernizacji technicznej marynarki wojennej? Dlaczego marynarka wojenna nie jest w stanie jednoznacznie powiedzieć, czego chce i potrzebuje?

Ponieważ w marynarce różne koncepcje mają swoich zwolenników. Jedni mówią, że najważniejsze są okręty podwodne, inni, że jeszcze ważniejsze są okręty nawodne. I tak naprawdę nie ma jednego głosu. Podkreślam: nie ma jednego głosu z samej marynarki wojennej. A tutaj potrzebna jest jednoznaczna rekomendacja. Ja jako rektor Akademii Marynarki Wojennej mogę tylko doradzać, mówić, jakie zdolności powinna mieć marynarka. Natomiast wypracowanie jednego głosu w sprawie modernizacji należy do oficerów liniowych. To oni powinni wiedzieć, czego potrzebują.

Możemy budować okręty w polskich stoczniach, kupować sprzęt w polskich fabrykach. Ale te okręty i sprzęt muszą być dobrej jakości. Nie można w ciemno przyjmować zasady takiej, że wojsko będzie coś kupować tylko dlatego, że to jest polskie. To jest wyrzucenie pieniędzy w błoto. Z drugiej strony rozumiem pewne decyzje. Bo jeżeli polski produkt jest prawie tak dobry jak zachodni, to ze względu na inne aspekty, np. miejsca pracy czy zatrzymanie pieniędzy w kraju, można podjąć decyzję o jego zakupie. Ale tylko wtedy, kiedy ten sprzęt jest rzeczywiście tylko trochę gorszy.

Może Cię zainteresować:

Minister Mariusz Błaszczak: marynarka wojenna jest ważna dla niepodległości Polski

Minister Mariusz Błaszczak: marynarka wojenna jest ważna dla niepodległości Polski

Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są np. Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe, do których zaliczyć należy: Litwę, Łotwę, Estonię, Czarnogórę czy Albanię. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej? Czytaj dalej

Co pan profesor mówi młodym studentom, kiedy pytają, na czym będą pływać, gdy za kilka lat rozpoczną służbę w marynarce wojennej?

Że będą pływać na okrętach. Gdybym nie wierzył, że w ciągu kilku lat będziemy mieć nowe okręty, to bym powiedział młodemu człowiekowi, żeby się tym nie zajmował. Chciałbym w kontekście tego pytania podkreślić jeszcze jeden aspekt całego zagadnienia oraz zachęcić do roztropnego podejścia odnośnie do modernizacji marynarki wojennej. Jeżeli dzisiaj podejmiemy błędne decyzje, to będziemy się z nimi borykali 30-40 lat, ponieważ na tyle lat budowany jest okręt. Swoją drogą, duża część okrętów, które służą w marynarkach wojennych państw NATO i innych, zostały zbudowane jeszcze w oparciu o założenia zimnowojenne, a jednak wciąż są w linii.

To prawda, że często o naszej flocie mówi się, że to pływający złom. Medialnie jest to nawet chwytliwe. Ale tak mogą mówić tylko laicy. Jeśli tak piszą dziennikarze, to nie zasługują na to miano. To jest bardzo złożony problem. Jak określamy wiek okrętu? Wydawałoby się, że to proste pytanie. Ale spójrzmy na nasze niszczyciele min. To jednostki zbudowane w latach 60. Można by więc powiedzieć, że mają po 55 lat. Ale w latach 2000 przeszły totalną modernizację, właściwie wszystko w środku zostało wymienione. I ile lat ma taki okręt? 55 czy 15? Inny przykład: okręty rozpoznania radioelektronicznego. Ja służyłem na takim okręcie, na którym podniesiono banderę w 1976 roku. Ale sprzęt od tego czasu przeszedł dwie czy trzy modernizacje. I został tylko kadłub. Ale okręt nie ma tyle lat, co kadłub. Kolejny przykład: weźmy fregaty niemieckie. Ich średni wiek to 17,5 roku. Ale najstarsze mają 33, a najmłodsze kilka lat.

Jeszcze jedna ważna sprawa: czas budowy okrętu. Niektórzy myślą, że okręt można kupić tak jak każdy produkt w supermarkecie. To nie jest tak. Czas budowy zależy od tego, czego właściwie chcemy. Jeśli chcemy, możemy zbudować całkowicie nowy model okrętu. Najpierw są prace projektowe. Pytałem o to Turków, Francuzów, Szwedów. Wszyscy mówili to samo: opracowanie projektu nowego okrętu zajmuje pięć lat. Do tego czas budowy. Średni czas budowy niszczyciela min w skali świata to 42 miesiące. Później trzeba jeszcze wyszkolić załogę. Wychodzi więc na to, że czas od momentu podjęcia decyzji o budowie okrętu, do wprowadzenia go do regularnej służby to jakieś 10-12 lat. Takie są realia światowe.

W związku z tym, jeśli teraz podejmiemy decyzję o budowie okrętu i skorzystamy z projektu już wykonanego, zaoszczędzimy dużo czasu, ale cały proces i tak potrwa kilka lat. Już zbudowany okręt będzie służył trzy, cztery dekady z przerwami na modernizację i remonty. Dlatego skutki decyzji, które teraz podejmiemy, będziemy odczuwać nawet przez 50 lat. Kto z nas jest w stanie przewidzieć, jakie potrzeby będzie miała marynarka w 2068 roku? Co można więc zrobić? Teraz najczęściej buduje się tak, żeby okręt dysponował nadmiarem przestrzeni w środku kadłuba oraz żeby miał nadmiar mocy elektrycznej. Dlaczego? Ponieważ nie wiemy, jaki nowy sprzęt trzeba będzie na nim zamontować np. za 20 lat.

Może Cię zainteresować:

Minister Mariusz Błaszczak: Wojsko Polskie będzie zamawiało okręty w polskich stoczniach

Minister Mariusz Błaszczak: Wojsko Polskie będzie zamawiało okręty w polskich stoczniach

Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są np. Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe, do których zaliczyć należy: Litwę, Łotwę, Estonię, Czarnogórę czy Albanię. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej? Czytaj dalej

Myślenie na poziomie strategicznym raczej nie było mocną stroną polskich władz na przestrzeni ostatnich dekad. Gdyby miał pan profesor teraz doradzić najwyższym władzom państwa w sprawie rozwoju marynarki wojennej, co by pan powiedział?

Jeszcze kilka lat temu ktoś miał do mnie pretensje, ponieważ mówiłem, że polska marynarka wojenna nie potrzebuje polskich okrętów. Ale marynarka nie potrzebuje też zagranicznych okrętów. Polska marynarka wojenna potrzebuje najlepszych okrętów. Tak naprawdę to, kto produkuje dany okręt, nie ma dużego znaczenia z punktu widzenia marynarki wojennej, choć z perspektywy państwa jest, oczywiście, bardzo ważne. Ale oficerowie marynarki wojennej i marynarze mają pływać na najlepszych okrętach, po prostu.

Jak to wyglądało przed II wojną światową? Cofnijmy się do lat 30. Pomińmy niszczyciele, ale powiem o ścigaczach. W 1938 roku Liga Morska i Kolonialna rozpoczęła akcję, której celem było, aby każdy okręg Ligi sfinansował jeden ścigacz. Okręgów było 16, co dawało 16 ścigaczy. Do tego dwa albo trzy miały zostać kupione za pieniądze z budżetu państwa. I zasada była taka: pierwsze trzy budowane będą w Wielkiej Brytanii, następnie kupujemy licencję i kolejne produkujemy w Polsce. Tak samo robili Turcy. Dwa razy do roku są organizowane spotkania rektorów wszystkich uczelni morskich państw NATO oraz innych państw europejskich: Finlandii, Szwecji oraz Irlandii. Podczas jednego z takich spotkań rozmawiałem z rektorem akademii tureckiej. Powiedziałem mu, że ich podejście do rozwoju narodowego przemysłu zbrojeniowego może być dla mnie wzorem. Najnowsza korweta Ada jest nie tylko najładniejsza, ale jest uznawana za najlepszy okręt w tej klasie. I ten rektor akademii tureckiej opowiedział mi historię sprzed wielu lat. Kiedy dwadzieścia kilka lat temu jego roczniki otrzymywały przydziały, wybrano 20 najlepszych podchorążych. Dowództwo powiedziało do nich tak: wy nie zrobicie żadnej kariery w marynarce wojennej, nikt z was nie zostanie admirałem, ale na was zostanie zbudowana przyszła potęga marynarki tureckiej. I ci ludzie zostali wyznaczeni do służby na okrętach, a kiedy ją zakończyli, byli przenoszeni. Dokąd? Na staż do firmy holenderskiej. Do stoczni amerykańskiej. Do zakładów elektronicznych. I tak dalej. I kiedy zdobywali doświadczenie, wracali do kraju i zostawali menadżerami projektów budowy okrętów. Najlepsi z nich dosłużyli się tylko stopnia komandora. Ale dzisiaj oni kierują budową tureckiej floty wojennej. Co więcej, jeśli popatrzymy na państwa takie jak Grecja, Portugalia, Hiszpania, Turcja, to zobaczmy, że ich marynarki na początku kupowały okręty z drugiej ręki. Bo niezbędne jest posiadanie przez państwo wykształconych, doświadczonych i opływanych marynarzy. Co z tego, że państwo będzie miało marynarkę wojenną, podczas gdy nie będą w niej służyli doświadczeni oficerowie-marynarze. A co robili później? Zamawiali okręt, który był budowany zagranicą, ale byli przy tym ich przedstawiciele. Przy drugim okręcie w budowie brali już udział pracownicy z danego kraju. A trzeci okręt był budowany już w krajowej stoczni. Dzięki temu udawało się etapowo wchodzić na wyższy poziom doskonałości technicznej, a także wyeliminować błędy. Przed II wojną światową Polska też tak robiła. Pierwsze dwa niszczyciele klasy Grom były budowane zagranicą, a dwa kolejne miały być budowane w Polsce.

Może Cię zainteresować:

Michał Jach: powinniśmy mieć fregaty, wkrótce poznamy plan modernizacji marynarki  [WYWIAD]

Michał Jach: powinniśmy mieć fregaty, wkrótce poznamy plan modernizacji marynarki [WYWIAD]

Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są np. Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe, do których zaliczyć należy: Litwę, Łotwę, Estonię, Czarnogórę czy Albanię. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej? Czytaj dalej

Do pewnych rzeczy trzeba jednak dochodzić etapowo. Ale jest tak, że w pewnych dziedzinach mamy kompetencje już teraz. Skoro my dzisiaj budujemy kadłub okrętu wywiadowczego dla Szwecji, to oznacza, że są dziedziny, w których jesteśmy dobrzy i powinniśmy te kompetencje rozwijać.

Mam wrażenie, że to, o czym pan profesor mówi, to jest już poziom operacyjny. Natomiast w przypadku teraźniejszości jest chyba tak, że na poziomie politycznym nie ma zgody co do tego, jak w ogóle ma wyglądać marynarka wojenna. Mamy Strategiczny Przegląd Obronny, gdzie jest jedna koncepcja marynarki wojennej, ale mamy też Strategiczną Koncepcję Bezpieczeństwa Morskiego, w której zawarta jest odmienna wizja.

Moje zdanie w tej sprawie musi być subiektywne, ponieważ brałem udział w pracach nad Strategiczną Koncepcją Bezpieczeństwa Morskiego RP. Ale powiem tak: kiedy przystępowaliśmy do pracy, zakładaliśmy, że nie będzie to dokument doskonały. Dlaczego? Po prostu przy pierwszym podejściu nie da się zrobić dokumentu o takiej skali, który nie będzie wymagał pewnych korekt. Ale w Polsce mamy w tej chwili dwie różne wizje marynarki wojennej, które ze sobą walczą. Jedna zakłada, mówiąc w wielki skrócie, że obszar operacyjnego działania marynarki wojennej to Bałtyk. Druga z kolei mówi, że jesteśmy członkami NATO i że nasze interesy morskie nie leżą tylko na Bałtyku. Która z nich jest słuszna, chyba nie ulega wątpliwości. Jest też pytanie: czy polskie statki pływają tylko po Bałtyku, czy także wypływają dalej? To również jest jasne. Niektórzy mówią, że na Bałtyku nie są potrzebne duże okręty. Rosjanie mają na tym morzu fregaty. I w przypadku zagrożenia jakie okręty NATO przyjdą nam z pomocą? Duże czy małe? Kolejna sprawa: czy my jako członkowie NATO, jeśli zajdzie sytuacja zagrożenia bezpieczeństwa np. Hiszpanii albo Portugalii na Atlantyku, powinniśmy wspomóc sojuszników, czy też nie? Odpowiedzi na te proste pytania dają nam ogólny zarys kierunku, w którym powinna rozwijać się polska marynarka wojenna.

Od wytyczania tej myśli przewodniej są jednak politycy. I pomimo tego, że jestem oficerem marynarki wojennej, muszę zadać retoryczne pytanie: czy wojskowi dali politykom jednoznaczne rekomendacje w zakresie rozwoju floty?

Rozmawiamy także z politykami. Wielu z nich często powtarza takie zdanie: niech marynarka wojenna wreszcie określi, czego chce.

Otóż to. Ale na pytanie o to, jakiej klasy okręty powinniśmy mieć, na pewno nie udzielę odpowiedzi. Nigdy się w tej sprawie nie wypowiadałem i nigdy nie będę się na ten temat wypowiadał. Chociaż ostatnio w pewnej publikacji zarzucono mi, że jestem związany z konkretnym lobby zagranicznym, zainteresowanym tym, żeby budować okręty dla Polski. To totalna bzdura, a redaktor, który to napisał, mógłby chociaż pochylić się nad zasadami konkursu, którego dotyczył ten artykuł. Nagroda rektora komendanta Akademii Marynarki Wojennej nie jest przyznawana przez samego rektora komendanta, tylko przez kapitułę konkursu, w której rektor komendant nie zasiada. Ten artykuł to totalna bzdura, a zawarta w niej sugestia jest dla mnie po prostu krzywdząca.

Wracając jednak do tematu, ja mogę mówić o zdolnościach, które powinna posiadać marynarka wojenna państwa takiego jak Polska. A Polska tak naprawdę, wyzbywając się megalomanii i kompleksów, powinna aspirować do państwa nabrzeżnego średniej wielkości, a być może w przyszłości także do mocarstwa regionalnego drugiej kategorii. Ale punktem wyjścia powinno być uznanie, że Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe. Z kolei w tej grupie są Litwa, Łotwa, Estonia, Czarnogóra, Albania. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej?

Może Cię zainteresować:

PGZ Stocznia Wojenna: kolejny etap prób morskich okrętu patrolowego ORP Ślązak

PGZ Stocznia Wojenna: kolejny etap prób morskich okrętu patrolowego ORP Ślązak

Polska jest państwem nabrzeżnym średniej wielkości. W tej grupie są np. Holandia, Portugalia czy Grecja. A kolejna kategoria to państwa nabrzeżne małe, do których zaliczyć należy: Litwę, Łotwę, Estonię, Czarnogórę czy Albanię. Czy my powinniśmy grać w tej lidze, czy jednak w wyższej? Czytaj dalej

Panie profesorze, jakie w takim razie zdolności powinna mieć marynarka wojenna państwa nabrzeżnego średniej wielkości?

Powinniśmy posiadać okręty, które są zdolne do prowadzenia działań w stałych zespołach. Im większa nasza obecność w tych zespołach, tym bardziej nasz głos będzie się liczył w Sojuszu Północnoatlantyckim. Często zapominamy, że okręty realizują nie tylko funkcję militarną, ale również funkcję dyplomatyczną. Jeśli będziemy o tym pamiętać, a nasze okręty będą wchodziły w stałych zespołach do portów Morza Śródziemnego czy Morza Czarnego, to wówczas wniesiemy wkład w zabezpieczenie Południowej Flanki NATO i będziemy mogli głośniej domagać się obecności na Wschodniej Flance, a nasz głos będzie bardziej słyszany. Nie może być tak, że Wschodnia Flanka to tylko siły lądowe innych państw. Mówiąc inaczej, siły morskie powinny być zrównoważone. Nawiasem mówiąc, tego zagadnienia dotyczyła moja habilitacja. Zrównoważone siły morskie to takie siły, w których zachodzi równowaga pomiędzy trzema elementami: potencjałem sił morskich, zadaniami, które ma realizować marynarka wojenna, oraz akwenami, na których zadania te mają być realizowane. Te trzy elementy muszą być w równowadze. To pojęcie często nie jest wygodne dla polityków. Dlaczego? Ponieważ jeżeli obniża się potencjał marynarki wojennej, to automatycznie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, których zadań ona nie realizuje. Przed każdą marynarką wojenną stoją trzy główne funkcje: militarna, dyplomatyczna oraz policyjna.

Musimy sobie też powiedzieć jasno: Polski nigdy nie będzie stać, żeby sprostać potencjałowi marynarki wojennej naszego głównego oponenta. W związku z tym musimy mieć wsparcie Sojuszu. Dlatego musimy mieć taką marynarkę wojenną, która zabezpieczy nasze granice do momentu uzyskania wsparcia sojuszników.

Wiele osób zapomina też o tym, że marynarka wojenna nie jest li tylko do prowadzenia działań militarnych. Oczywiście, one są najważniejsze, ale jeśli popatrzmy na historię wielu lat, to zobaczmy, że tylko niewielki procent okrętów brał udział w wojnie. Na przykład dzisiaj, ile obecnie na całym świecie służy okrętów takich, które zatopiły inną jednostkę? No właśnie, a przecież okrętów było i jest bardzo dużo. Co one robiły i robią? Realizowały i realizują inne zadania, wynikające m.in. z polityki i dyplomacji. To bardzo ważne sprawy, o których należy pamiętać w procesie programowania rozwoju i modernizacji floty.

Rozmawiał Łukasz Prus

Kontradmirał prof. dr hab. Tomasz Szubrycht – biogram (źródło: Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni)

Komandor prof. dr hab. Tomasz SZUBRYCHT urodził się 01 października 1963 roku. Po ukończeniu z pierwszą lokatą Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego w 1987 roku rozpoczął służbę w grupie Okrętów Rozpoznawczych 3. Flotylli Okrętów w Gdyni.

W marcu 1990 roku wyznaczony został na stanowisko zastępcy dowódcy okrętu ds. rozpoznawczych na ORP „Hydrograf”. Natomiast w 1993 roku skierowany został na studia specjalistyczne do Naval Amphibious School w San Diego (USA), które ukończył z wyróżnieniem rok później. W listopadzie 1996 roku objął stanowisko dowódcy ORP „Hydrograf”. W 1997 roku za osiągnięte wyniki w działalności rozpoznawczej w czasie ćwiczenia BALTOPS oraz wyszkolenie załogi, okręt pod jego dowództwem, uzyskał list gratulacyjny od Dowódcy 8. Grupy Lotniskowcowej admirała W. W Copelland Jr. 

W latach 1997-1998 kmdr Tomasz Szubrycht był słuchaczem studiów podyplomowych w Naval War College w Newport (USA), które ukończył z wyróżnieniem. W trakcie studiów w Naval War College ukończył również fakultatywny kurs stosunków międzynarodowych organizowany przez wykładowców z Harvard University oraz przedstawicieli RAND CORPORATION.

W 1999 roku ORP „Hydrograf”, pod jego dowództwem, uzyskał miano najlepszego okrętu Marynarki Wojennej w grupie okrętów specjalnych. W 2001 roku został wyróżniony odznaką „Wzorowy Dowódca”. 
Okręt pod jego dowództwem wniósł istotny wkład w uzyskanie przez grupę Okrętów Rozpoznawczych w 2001 roku miana najlepszej jednostki rozpoznawczej w Siłach Zbrojnych RP oraz wyróżnienie grupy Okrętów Rozpoznawczych Znakiem Honorowym Sił Zbrojnych RP. 

W maju 2002 roku, będąc dowódcą ORP „Hydrograf”, obronił z wyróżnieniem na Wydziale Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Akademii Marynarki Wojennej rozprawę doktorską. Już w grudniu tego samego roku został przeniesiony do Akademii Marynarki Wojennej, na stanowisko adiunkta. Zaangażował się w pracę naukową i dydaktyczną. W kwietniu 2005 roku wyznaczony został na stanowisko Kierownika Ośrodka Analiz Decyzyjnych i Działań Morskich na Wydziale Dowodzenia i Operacji Morskich. W 2007 roku Ośrodek zmienił nazwę na Centrum Analiz i Prognoz Bezpieczeństwa Morskiego Państwa. Cały czas rozwijał się naukowo co spowodowało, iż w 2009 roku na Wydziale Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej uzyskał stopień doktora habilitowanego. 

W latach 2010 – 2012 już jako prodziekan ds. nauki był odpowiedzialny za organizację działalności naukowej WDiOM oraz za inicjowanie i realizację współpracy Wydziału z kilkunastoma krajowymi i międzynarodowymi uczelniami oraz instytucjami naukowymi i badawczymi. Jest twórcą i redaktorem naczelnym „Rocznika Bezpieczeństwa Morskiego”.

Od 2012 roku jest Dziekanem Wydziału Dowodzenia i Operacji Morskich. W tym okresie Wydział kierowany przez kmdr. prof. dr hab. Tomasza Szubrychta uzyskał uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego. Jest inicjatorem utworzenia na WDiOM programu Szkolenia Wojskowego Studentów Cywilnych. Mimo wielu kierunków działalności cały czas podnosił swoje kwalifikacje i dbał o rozwój naukowy. Zwieńczeniem tej pracy było uzyskanie tytułu profesora, który otrzymał z rąk Prezydenta RP w 2013 roku. 

Jest członkiem Komitetów Naukowych kilku czasopism specjalistycznych z zakresu bezpieczeństwa o zasięgu krajowym i międzynarodowym. Prowadzi aktywną działalność w organizacjach społecznych między innymi w: Lidze Morskiej i Rzecznej oraz w Polskim Towarzystwie Nautologicznym. 

Za działalność służbową, naukową na rzecz bezpieczeństwa morskiego oraz działalność społeczną wyróżniony został m.in.: „Złotym medalem Za Zasługi dla Obronności Kraju”, „Złotym medalem Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”, „Brązowym Krzyżem Zasługi”, „Srebrnym medalem za Długoletnią Służbę”, medalem „Za zasługi dla Marynarki Wojennej RP”, medalem „Pro Mari Nostro”, „Medalem Komisji Edukacji Narodowej”, „Medale za Zasługi dla Policji”, odznaką „Zasłużony Pracownik Morza” oraz medalem „90-lecia polskiej administracji morskiej”. Za kultywowanie tradycji Marynarki Wojennej oraz pamięci o poległych uhonorowany został przez Dyrektora Muzeum Wojska Polskiego medalem „Płk. Bronisława Gembarzewskiego”.
Kmdr prof. dr hab. Tomasz Szubrycht jest autorem blisko 200 artykułów, monografii oraz oryginalnych prac twórczych. Żonaty, ma dwie córki: Annę – absolwentkę Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Grażynę – studentkę Politechniki Gdańskiej.

Z dniem 23 stycznia 2015 roku decyzją ministra Obrony Narodowej kmdr prof. dr hab. Tomasz Szubrycht został wyznaczony na stanowisko Rektora – Komendanta Akademii Marynarki Wojennej.