Fot. Fregata Admirał Gorshkov

W strategicznych dla Rosji regionach wzdłuż jej granic umacnia ona swoje siły zbrojne, rozbudowuje infrastrukturę i testuje uzbrojenie. Powraca militarnie w rejon Morza Czerwonego, którym interesowała się od XIX wieku i z którego znikła po rozpadzie ZSRR.

Arktyka, teren rywalizacji o zasoby energetyczne i szlaki transportowe, to dla Rosji obszar perspektywiczny, w którym umacnia siły i rozwija infrastrukturę wojskową – buduje nową i modernizuje tę, która pozostała z czasów ZSRR.

Na wyspie Ziemia Aleksandry w archipelagu Ziemia Franciszka Józefa w 2020 r. ukończono pas startowy dla wszystkich typów samolotów – ogłosiło w kwietniu br. ministerstwo obrony Rosji. Na etapie końcowym jest teraz budowa lotniska Temp na wyspie Kotielnyj w archipelagu Wysp Nowosyberyjskich.

Do służby w Arktyce zaakceptowano w kwietniu nowe wielozadaniowe bombowce taktyczne Su-34, które wcześniej wzięły udział w kilkutygodniowych ćwiczeniach za kręgiem polarnym. Później w br. Rosja zamierza przetestować w warunkach arktycznych myśliwce Su-35 i samoloty-amfibie Be-200.

W 2021 roku Rosja rozpoczęła rozmieszczanie w Arktyce ciężkich myśliwców przechwytujących MiG-31BM. Maszyny te wzięły udział w kwietniu br. w pierwszych ćwiczeniach z zakresu przechwytywania broni naddźwiękowej. Operując z Czukotki maszyny te przechwyciły za kręgiem polarnym cel imitujący bombowiec z pociskami naddźwiękowymi.

Były to kolejne już w tym roku ćwiczenia w tym regionie: w marcu br. media poinformowały o operacji Umka 2021, przeprowadzonej wspólnie z Rosyjskim Towarzystwem Geograficznym. Trzy atomowe okręty podwodne podczas operacji jednocześnie wynurzyły się na powierzchnię, przełamując półtorametrową pokrywę lodową.

Podczas tych samych ćwiczeń – podał dziennik “Izwiestija” – siły zbrojne przetestowały kamerę na podczerwień SWIR, która jest w stanie wykrywać zamaskowane obiekty i działa w trudnych warunkach meteorologicznych.

Na Białorusi rosyjskie siły powietrzne rozpoczną latem br. dyżury bojowe razem z żołnierzami białoruskimi – zapowiedział w kwietniu dowódca sił powietrznych i wojsk obrony przeciwlotniczej Białorusi gen. Ihar Hołub.

W marcu Alaksandr Łukaszenka oświadczył, że Rosja mogłaby umieścić na Białorusi swoje samoloty, by “latali nimi razem Rosjanie i Białorusini”. Po wypowiedzi gen. Hołuba białoruski portal Tut.by ocenił, że oznacza ona możliwość pojawienia się samolotów Rosji na Białorusi, a nie tylko – jak w przeszłości – wykorzystanie białoruskiej przestrzeni powietrznej czy patrolowanie granicy.

Generał nie wymienił miejsca, w którym mogłyby odbywać się wspólne dyżury bojowe. W minionych latach pojawiały się spekulacje, że miejscem stacjonowania samolotów Rosji będzie Bobrujsk lub Baranowicze.

Na Białorusi, której terytorium Rosja postrzega jako gwarancję bezpieczeństwa swych granic zachodnich, działają obecnie dwie rosyjskie bazy wojskowe – stacja radiolokacyjna w Hancewiczach i punkt łączności marynarki wojennej w okolicy Wilejki. Rosja od lat dążyła do umieszczenia na Białorusi swojej bazy lotniczej, jednak dotąd spotykało się to z odmową Mińska.

W obwodzie kaliningradzkim, również uważanym przez Rosję za region kluczowy dla jej bezpieczeństwa – ze względu na sąsiedztwo z NATO – od dłuższego czasu trwa wzmacnianie sił. Siły lądowe w tym regionie uzupełniane są zwiadowcami dalekiego zasięgu: w skład formowanej tam 18. dywizji zmechanizowanej wejdzie kompania rozpoznawcza. Dziennik “Izwiestija” informował w marcu br., że trwa nabór do kompanii, później media nie informowały o dalszych postępach.

Zadaniem takich oddziałów rozpoznawczych jest wskazywanie celów środkom rażenia precyzyjnego i dalekiego zasięgu. “Izwiestija” zapowiadały wyposażenie tych sił w aparaturę pozwalającą na wykrywanie nawet zamaskowanych obiektów. To m.in. zestaw rozpoznawania, dowodzenia i łączności Strielec, który wspiera ostrzały artyleryjskie, lotnicze, a przede wszystkim – z użyciem pocisków manewrujących, systemów: Kalibr, Bastion i Iskander. Zwiadowcy są też wyposażeni w systemy łączności satelitarnej i łączności radiowej dalekiego zasięgu.

Akwen Morza Czarnego, wokół anektowanego przez Rosję Krymu stał się areną silnych napięć, gdy w kwietniu br., na tle starć w Donbasie, Rosja przerzuciła tam kolejne siły. Na oderwanym od Ukrainy półwyspie odbyły się, z udziałem 10 tys. żołnierzy, ćwiczenia wojskowe sił Zachodniego i Południowego Okręgu Wojskowego.

Na Morze Czarne przepłynęły poprzez kanał Wołga-Don jednostki Flotylli Kaspijskiej. W trakcie ćwiczeń zaangażowano 1,2 tys. jednostek sprzętu wojskowego, w tym ponad 40 okrętów i kutrów.

Na południu Rosji, w obwodzie woroneskim, Rosja nadal utrzymuje, po zakończeniu ćwiczeń, część sprzętu wojskowego i uzbrojenia. Uzasadnia to wykorzystaniem tego sprzętu w kolejnych manewrach zaplanowanych na wrzesień. Z tego powodu organizacja Conflict Intelligence Team (CIT) ocenia, że ryzyko konfliktu z Ukrainą nadal się utrzymuje. Według USA i NATO, koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą była w kwietniu br. największa od 2014 roku.

W Syrii Rosja rozwija istniejącą od czasów ZSRR bazę morską w Tartusie nad Morzem Śródziemnym, określaną jako punkt remontowy i zaopatrzeniowy. W 2017 roku Moskwa i Damaszek podpisały umowę na 49 lat dotyczącą rozszerzenia bazy. Na mocy porozumienia Rosja będzie mogła utrzymywać w Tartusie do 11 okrętów jednocześnie, w tym jednostki o napędzie nuklearnym.

Również w Syrii siły rosyjskie korzystają z lotniska Hmejmim (wojskowa część lotniska w Latakii), na mocy porozumienia o jego bezpłatnym użytkowaniu na okres 49 lat.

Obecność wojskowa Rosji w Syrii związana jest z jej ingerencją w konflikt syryjski pod koniec 2015 roku. Mimo wycofywania kontyngentu Rosja wciąż utrzymuje tam część swoich sił.

Według dziennika “Argumienty i Fakty” w bazie Hmejmim pozostaje kilkadziesiąt samolotów bojowych. Są to: samoloty szturmowe Su-25SM, bombowce Su-24M, Su-34, myśliwce MiG-29SMT, wielozadaniowe Su-30SM i myśliwce Su-35S, a także śmigłowce transportowe. Obronę bazy Hmejmim zapewniają systemy rakietowe S-400 Triumf. Bazę w Tartusie ochrania zestaw rakietowy S-300W4.

W Sudanie Rosja utworzy bazę w mieście Port Sudan nad Morzem Czerwonym. W lutym br. zawinął tam pierwszy okręt pod banderą rosyjską – uzbrojona w pociski manewrujące fregata rakietowa Admirał Grigorowicz. Zdaniem komentatorów rosyjskich baza nad Morzem Czerwonym zapewnia Rosji obecność na strategicznym szlaku przez Kanał Sueski.

Według umowy podpisanej pod koniec 2020 roku na 25 lat baza w Port Sudan nie będzie wielka: jednocześnie będzie się mogło w niej znajdować do czterech okrętów (w tym jednostki o napędzie atomowym). Liczba żołnierzy i specjalistów cywilnych w bazie nie będzie mogła przekraczać trzystu. Przy tym, istnieje możliwość rozwijania tej bazy w przyszłości.

Razem z umową na temat bazy oba kraje podpisały protokół, nie opublikowany oficjalnie, o dostawach do Sudanu rosyjskiego uzbrojenia i sprzętu.

Źródło: PAP