AIDAmar kończy sezon wycieczkowców w porcie Gdynia

Dziś o poranku do portu w Gdyni zawitał ostatni wycieczkowiec tegorocznego sezonu – majestatyczny AIDAmar. Ten mierzący 253,22 metra statek nie tylko rozświetlił ciemne, jesienne niebo, ale również symbolicznie zamknął kolejny intensywny rok turystyczny dla Gdyni. Ostatnie pożegnanie odbyło się dzisiejszego wieczoru na Nabrzeżu Francuskim.

Sezon wycieczkowców 2023 w Porcie Gdynia dobiegł końca, a ostatnim akcentem tego roku jest wizyta wycieczkowca AIDAmar. Statek, który w sezonie zawijał do Gdyni aż 9 razy, przybył o poranku, rozświetlając jesienne niebo nad portem. Przepięknie oświetlony, przyciągnął uwagę nie tylko miłośników marynistyki, ale także spacerowiczów, którzy mieli okazję podziwiać go z bliska. To właśnie AIDAmar symbolicznie kończy sezon, który rozpoczął się 2 maja wizytą innego wycieczkowca, AIDAiva.

AIDAmar, o imponującej długości 253,22 metra, zabiera na pokład średnio 2370 pasażerów podczas każdego rejsu. Jego postój w Gdyni wyniósł ponad 10 godzin. W sumie, w sezonie 2023 do portu zawinęły 42 wycieczkowce, które przywiozły około 100 tysięcy pasażerów. To liczby, które robią wrażenie i pokazują, jak ważnym portem na mapie turystycznej Europy jest Gdynia.

Dziś, do godziny 18.22, można było zobaczyć ten imponujący statek na Nabrzeżu Francuskim. Była to doskonała okazja, aby pożegnać sezon wycieczkowców w wyjątkowy sposób. Port Gdynia zachęcał mieszkańców i turystów do spacerów oraz robienia zdjęć, które mogły stanowić wspaniałą pamiątkę po tegorocznej serii wizyt wycieczkowców.

Po dzisiejszym pożegnaniu AIDAmar, Port Gdynia wkracza w okres zimowej przerwy, przygotowując się na powitanie kolejnych cruiserów w kwietniu 2025 roku. To był intensywny sezon pełen turystów i morskich gigantów, które regularnie odwiedzały gdyński port. Już za kilka miesięcy statki ponownie wypełnią nabrzeża, przynosząc ze sobą powiew wielkich morskich podróży.

Źródło: Port Gdynia

https://portalstoczniowy.pl/category/porty-logistyka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?

    Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.

    Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.

    II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności

    Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
    Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.

    Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.

    W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.

    Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór

    Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?

    Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.

    I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
    Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.

    W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.

    W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.

    USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść

    Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.

    USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.

    Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.

    Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?