Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

W stoczni Damen w Gałaczu rozpocznie się budowa sześciu nowoczesnych fregat przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) dla Królewskiej Marynarki Wojennej Niderlandów oraz Belgijskich Sił Morskich. To kolejny dowód na rosnącą rolę europejskiego przemysłu okrętowego w realizacji wspólnych programów obronnych.
W artykule
Decyzja o powierzeniu rumuńskiej stoczni tak istotnego programu zapadła podczas spotkania przedstawicieli europejskiego sektora zbrojeniowego w Pałacu Cotroceni. Jak podkreślił Gheorghe Savu, dyrektor Damen Naval Romania, wybór Gałaczu nie jest przypadkowy – stocznia od lat z powodzeniem dostarcza jednostki dla flot wojennych Niderlandów i Belgii, zyskując opinię solidnego partnera w zakresie budowy okrętów wojennych.
Program budowy fregat ZOP wpisuje się w europejski plan rozwoju zdolności militarnych i jest współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach instrumentu „Security Action for Europe”. Rozpoczęcie prac przewidziano na lato tego roku, natomiast dostawa okrętów mają zakończyć się do 2032 roku.
Nowe fregaty powstają jako efekt rozszerzenia wcześniejszego kontraktu zawartego przez Damen Shipyards Group we współpracy z Thales na budowę czterech jednostek tego typu – po dwie dla każdej z flot wojennych. Opublikowany w 2024 roku holenderski Memorandum Obronne przewidywał zwiększenie zamówienia o kolejne dwie fregaty dla Królewskiej Marynarki Wojennej Niderlandów, co skutkowało rozszerzeniem wspólnego programu budowy fregat ZOP dla Niderlandów i Belgii.
Nowe jednostki powstaną jako platformy przeznaczone do prowadzenia działań w zakresie zwalczania okrętów podwodnych (ZOP). Projekt zakłada wyposażenie fregat w zaawansowane systemy hydroakustyczne, obejmujące sonar kadłubowy, holowaną antenę sonarową oraz sonar o zmiennej głębokości, co zapewni szerokie możliwości detekcji i śledzenia zagrożeń podwodnych, również w trudnych warunkach hydrologicznych.
Kluczowym elementem będzie zintegrowany system zarządzania walką (CMS, ang. Combat Management System) opracowany przez Thales, który zapewni spójną analizę danych z sensorów oraz umożliwi szybkie i precyzyjne podejmowanie decyzji dotyczących użycia uzbrojenia. Efektory obejmą lekkie torpedy ZOP oraz możliwość współpracy ze śmigłowcem pokładowym klasy NH90, który znacząco zwiększy zasięg i skuteczność operacji przeciwpodwodnych.
Choć jednostki te będą dysponowały systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwokrętowej, ich rola w tych domenach sprowadzi się głównie do samoobrony oraz wsparcia działań w ramach zespołów sojuszniczych. Na uzbrojeniu jednostek znajdą się wyrzutnie pionowego startu (VLS) dla pocisków przeciwlotniczych, pociski przeciwokrętowe, wyrzutnie torped, armata morska oraz systemy obrony bezpośredniej (CIWS).
Zaprojektowane fregaty ZOP dla Niderlandów i Belgii będą stanowić wyspecjalizowane narzędzie do kontroli podwodnego teatru działań, zachowując jednocześnie zdolności w zakresie zwalczania okrętów podwodnych, nawodnych i celów powietrznych.
Autor: Mariusz Dasiewicz


28 listopada władze Portu Gdynia ogłosiły kolejne przesunięcie terminu składania ofert na budowę Portu Zewnętrznego – tym razem aż do 30 czerwca 2026 roku. To kolejny sygnał, że inwestycja, która miała wyznaczyć nowy kierunek rozwoju żeglugi w Gdyni, ponownie zatrzymała się w miejscu.
W artykule
Branża zareagowała natychmiast. Ironiczne komentarze o „tradycji, której staje się zadość”, tylko przykrywają poważniejszy problem: mowa o projekcie, który miał odpowiedzieć na rosnący ruch towarowy i coraz ostrzejszą konkurencję ze strony Gdańska.
Zarząd Morskiego Portu Gdynia tłumaczy przesunięcie terminu wprost: to efekt aktualizacji dokumentacji przetargowej oraz licznych, formalnych pytań ze strony podmiotów zainteresowanych udziałem w postępowaniu. Zmiany okazały się na tyle istotne, że jeden z oferentów poprosił o dodatkowy czas potrzebny na dostosowanie przygotowywanej oferty do nowych wymogów.
W komunikacie podkreślono również, że jeden z uczestników prowadzi rozmowy z globalnym operatorem portowym posiadającym znaczący potencjał inwestycyjny. Obecność takiego podmiotu zwiększyłaby wiarygodność projektu na arenie międzynarodowej i mogłaby podnieść konkurencyjność postępowania. Na tym etapie nie wiadomo jednak, czy światowy gracz faktycznie złoży ofertę ani czy zostanie ona później rekomendowana.
Port Zewnętrzny miał odwrócić niekorzystne trendy i przywrócić Gdyni zdolność obsługi największych jednostek handlowych. Prace nad projektem formalnie ruszyły w 2018 roku, trzy lata później port chwalił się czterema chętnymi do budowy i eksploatacji nowego terminalu. Dziś, pod koniec 2025 roku, mamy za sobą siedem lat od rozpoczęcia przygotowań i blisko cztery lata od zgłoszenia wniosków, lecz inwestycja nadal tkwi na etapie wydłużanego postępowania PPP.
Projekt tworzono jako odpowiedź na trzy kluczowe wyzwania:
• odpowiedź na dynamiczny rozwój żeglugi kontenerowej oraz konieczność zwiększenia zdolności przeładunkowych;
• zabezpieczenie stałej przepustowości portu w warunkach rosnącego obrotu;
• utrzymanie konkurencyjności wobec Gdańska, który dzięki terminalom głębokowodnym przejął rolę portu pierwszego zawinięcia na Bałtyku.
Dziś w środowisku portowym narasta obawa, że projekt staje się symbolem inwestycyjnego dryfu, który może uderzyć nie tylko w operatorów terminali, lecz także w cały krajowy system logistyczny. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza realne ryzyko utraty pozycji rynkowej Gdyni, budowanej konsekwentnie przez dekady.
Dyskusja nad zasadnością Portu Zewnętrznego nabiera w ostatnich miesiącach nowej dynamiki. Port Centralny w Gdańsku rośnie konsekwentnie, przyciąga uwagę globalnych operatorów i realnie zmienia układ sił na Bałtyku. Gdynia, obciążona kolejnymi przesunięciami, traci tempo.
Port Zewnętrzny miał być projektem obronnym – sposobem na utrzymanie dotychczasowej pozycji i możliwość obsługi największych kontenerowców. Port Centralny to inwestycja ofensywna: droga do europejskiej czołówki, portu pierwszego wyboru dla przewoźników operujących w rejonie Morza Bałtyckiego.
Zestawienie obu projektów tylko podkreśla różnicę ambicji. Gdynia walczy o zatrzymanie odpływu armatorów. Gdańsk buduje nowy porządek. Pytanie, które pada dziś coraz częściej, brzmi więc jednoznacznie: czy Port Zewnętrzny pozostaje realną szansą, czy staje się projektem z innej epoki?
Gdynia od lat funkcjonuje w wyjątkowo ciasnym układzie przestrzennym. Port, otoczony zabudową miejską i infrastrukturą kolejową, nie ma możliwości naturalnej ekspansji. To właśnie z tej konieczności narodziła się idea Portu Zewnętrznego – jedynego sposobu na zwiększenie powierzchni operacyjnej i obsługę statków o dużym zanurzeniu.
Sam pirs na morzu nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Inwestycja wymaga skoordynowanych decyzji dotyczących dostępu drogowego i kolejowego, w tym budowy Drogi Czerwonej oraz rozbudowy układu torowego. Bez tego nawet najnowocześniejszy terminal może stać się wąskim gardłem zamiast impulsem rozwojowym.
Dzisiejsze opóźnienia sprawiają wrażenie braku jasnego kierunku: nie widać stabilnego montażu finansowego, kompletnych decyzji środowiskowych ani rozstrzygnięcia, czy projekt ma charakter strategiczny, czy komercyjny. Harmonogram coraz bardziej przypomina listę oczekiwań zamiast realnego planu.
Dlatego branża pyta już otwarcie: czy Gdynię stać na kolejną zwłokę, jeśli chce zachować znaczenie na Bałtyku?
Autor: Mariusz Dasiewicz