KE przyznała Gaz-Systemowi ok. 19,6 mln euro wsparcia na terminal FSRU w Gdańsku

Komisja Europejska przyznała operatorowi Gaz-System ok. 19,6 mln euro wsparcia finansowego dla projektu pływającego terminalu gazu skroplonego (FSRU) w rejonie Gdańska w ramach instrumentu „Łącząc Europę”, podała spółka.

„Decyzja Komisji Europejskiej, o przyznaniu Gaz-System pomocy finansowej dla projektu LNG Gdańsk na działanie pod nazwą: 'Prace przedinwestycyjne do uzyskania pozwolenia na budowę dla morskiej części PCI 6.27 LNG Gdańsk (PL)’, została zaakceptowana przez państwa członkowskie UE 7 grudnia 2022 r. Formalne przyjęcie decyzji nastąpi w najbliższych tygodniach. Dofinansowanie przyznano w ramach uruchomionego w maju 2022 roku konkursu grantowego CEF Energy” – czytamy w komunikacie.

Dofinansowanie obejmuje prace takie, jak badania dna morskiego, inwentaryzację środowiskową, projekt FEED (Front End Engineering Design), projekt budowlany i wykonawczy oraz uzyskanie niezbędnych decyzji i pozwoleń administracyjnych – z pozwoleniem na budowę włącznie.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/miedzynarodowa-konferencja-uzytkownikow-okretow-rakietowych-i-korwet/

„Realizacja projektu pływającego terminalu FSRU w rejonie Gdańska wpisuje się w ramy zarówno polskiej, jak i europejskiej polityki zapewnienia bezpiecznego dostępu do paliwa gazowego. Jest elementem wielu strategii i polityk w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa dostaw gazu, jak i odpowiedzią na stale rosnący popyt na paliwo gazowe w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, wpisuje się także w proces transformacji energetycznej i gospodarczej kraju, zakładającej przejście na mniej emisyjne źródła energii” – napisano także.

W czerwcu minister klimatu i środowiska Anna Moskwa informowała, że Polska planuje zwiększyć planowaną przepustowość pływającego terminalu gazu skroplonego (FSRU) w rejonie Gdańska do co najmniej 12 mld m3 z planowanych pierwotnie 6 mld m3. W maju prezes Gaz-Systemu informował, że spółka prowadzi z rządem rozmowy o przyspieszeniu inwestycji w budowę terminalu FSRU w rejonie Gdańska, tak by zakończyła się ona w 2025 r. lub wcześniej. Zaznaczył też, że przepustowość jednostki może zostać zwiększona.

Źródło: ISBnews

.pl/category/offshore-energetyka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?

    Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.

    Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.

    II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności

    Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
    Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.

    Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.

    W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.

    Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór

    Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?

    Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.

    I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
    Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.

    W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.

    W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.

    USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść

    Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.

    USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.

    Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.

    Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?