ORP Kościuszko wraca do służby po remoncie w PGZ Stoczni Wojennej 

25 marca 2022 r. w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni, po prawie trzy letnim remoncie, odbyło się przekazanie fregaty rakietowej ORP Kościuszko. Tym samym formalnie zakończyło się zlecenie realizowane przez konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej i PGZ Stoczni Wojennej.
W ramach remontu wykonano bardzo wiele napraw i modernizacji z zakresu działu eksploatacji, elektroniczno-informatycznego, łączności, rakietowo-artyleryjskiego, BCI i broni podwodnej a także szereg prac kadłubowych. Dość wspomnieć, że szczegółowa specyfikacja prac obejmowała kilkanaście stron tekstu zawierającego zarówno takie zasadnicze naprawy jak remont zespołów prądotwórczych, wymianę łożysk w linii wału, wymianę napędu stabilizatorów czy prace konserwacyjno-malarskie kadłuba i nadbudówki, jak i mniejsze, ale równie istotne naprawy i usprawnienia, takie jak wymiana oświetlenie lądowiska czy systemu monitoringu z kamerami. Pierwotnie planowany czas realizacji projektu wydłużył się w związku z koniecznością wykonania dodatkowego zakresu praz zleconych przez zamawiającego.

Siostrzaną jednostką ORP Kościuszko jest ORP Generał Kazimierz Pułaski. Są to jednostki wielozadaniowe, które są w stanie realizować niemal wszystkie zadania bojowe, tj. poszukiwanie i zwalczanie okrętów podwodnych, zwalczanie okrętów nawodnych, statków i ich zespołów oraz obrony przeciwlotniczej. Jednostki są przygotowane do prowadzenia operacji reagowania kryzysowego, zapobiegania konfliktom lokalnym i przeciwdziałania atakom terrorystycznym. Mimo swoich lat ORP Kościuszko opuszcza Stocznię jako jednostka zmodernizowana, gotowa do dalszej efektywnej służby na rzecz Marynarki Wojennej RP oraz NATO.
Zakończony obecnie kontrakt to tylko część prac realizowanych przez PGZ Stocznię Wojenną na rzecz Marynarki Wojennej RP. Obecnie w PGZ SW trwają również prace nad innymi okrętami skierowanymi do Stoczni na różne zakresy napraw i modernizacji, w tym ORP Arctowski, ORP Piast, ORP-Śniardwy czy SD-11. Stocznia rozpoczęła również realizację programu Miecznik obejmującego wybudowanie trzech ultranowoczesnych fregat.
Dane taktyczno-techniczne ORP Kościuszko:
długość: 135,6 metra;
szerokość: 13,7 metra;
zanurzenie: 5,7 metra;
wyporność: 3658 ton;
prędkość 29 węzłów;
napęd: 2 turbiny gazowe o łącznej mocy 29828 kW
Źródło: PGZ Stocznia Wojenna

Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?
W artykule
Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.
Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.
II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności
Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.
W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.
Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór
Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?
Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.
I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.
W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.
USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść
Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.
USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.
Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.
Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?










