Team Resolute wybrany jako preferowany oferent do budowy trzech zaopatrzeniowców dla Royal Navy

Decyzja została ogłoszona wcześniej niż się spodziewano i okazała się kontrowersyjna. Wymaga ona ostatecznej zgody ministra obrony. Konsorcjum Team Resolute, w skład, którego wchodzą BMT, Harland & Wolff oraz Navantia UK, wygrało z ofertą Team UK, w ramach programu Fleet Solid Support Ship.
Team Resolute deklaruje, że większość bloków i modułów dla okrętów zostanie zbudowana w zakładach Harland & Wolff w Belfaście i Appledore, a dodatkowe komponenty zostaną wyprodukowane w innych centrach dostaw w Methil i Arnish. Montaż końcowy wszystkich trzech jednostek zostanie wykonany w stoczni Harland & Wolff w Belfaście. Prace konstrukcyjne będą również prowadzone w stoczni Navantia w Cadiz w Hiszpanii, w ramach współpracy, która pozwala na transfer kluczowych umiejętności i technologii od tej stoczni z doświadczeniem w budowie zaopatrzeniowców. Najbardziej kontrowersyjnym aspektem tej oferty okazuje się dokładny podział prac.
Harland and Wolff będzie musiał w dużej mierze polegać na Navantii – głównym wykonawcy konsorcjum, gdyż sam dysponuje jedynie niewielką liczbą pracowników i nie ma żadnych współczesnych doświadczeń w budowie okrętów dla marynarki wojennej. Mimo to TR deklaruje budowę jednostek w znacznie większym zakresie w stoczniach Wielkiej Brytanii niż początkowo zakładano.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/amunicja-kierowana-vulcano-127-firm-diehl-defence-i-leonardo-dla-deutsche-marine/
Kontrakt na produkcję ma zostać przyznany w pierwszym kwartale 2023 roku, pod warunkiem zakończenia etapu preferowanego oferenta i uzyskania ostatecznych zatwierdzeń. Budowa rozpocznie się w 2025 roku, a wszystkie trzy okręty wsparcia mają być operacyjne do 2032 roku.
Wartość kontraktu wynosi 1,6 mld GBP (plus koszt inflacji). Team Resolute zamierza zainwestować 77 mln GBP w infrastrukturę stoczniową w Harland & Wolff w Belfaście, aby stworzyć jedną z najbardziej zaawansowanych stoczni w Wielkiej Brytanii, co poprawi jej perspektywy dla przyszłego eksportu i krajowego przemysłu stoczniowego oraz możliwości offshore. Program stworzy 1200 miejsc pracy w brytyjskiej stoczni, około 800 dalszych miejsc pracy w brytyjskim łańcuchu dostaw, jak również nowe możliwości dla absolwentów uczelni wyższych i pracowników stoczniowych.
Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/pentagon-piec-sojuszniczych-lotniskowcow-operuje-wokol-europy/
Projekt został opracowany przez biuro konstruktorskie BMT z siedzibą w Bath. BMT może pochwalić się niedawnymi sukcesami w pracy nad lotniskowcami typu Queen Elisabeth oraz programami tankowców typu Tide. BMT będzie odpowiedzialne za projekt okrętu przed rozpoczęciem produkcji oraz za opracowanie zintegrowanego pakietu wsparcia przez cały okres eksploatacji.
Najnowsza wersja projektu przedstawia jednostkę o długości 216 m. z trzema stanowiskami zaopatrzeniowymi, stanowiskiem kontroli operacjami zaopatrzeniowymi umieszczonym na śródokręciu i możliwością przeładunku kontenerów dziobie. Zaopatrzeniowce będą mogły osiągać prędkość 19 węzłów i będą miały 9000 m2. przestrzeni ładunkowej na magazyny. Hangary będą mogły pomieścić dwa helikoptery AW101 Merlin, jak również dodatkową przestrzeń dla UAV. Projekt został opracowany na podstawie tankowców typu Tide i prawdopodobnie przez to został uznany za lepsze rozwiązanie niż oferta Team UK proponująca zaawansowaną modyfikację ro-paxa.
Autor: TDW

Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?
W artykule
Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.
Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.
II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności
Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.
W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.
Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór
Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?
Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.
I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.
W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.
USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść
Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.
USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.
Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.
Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?










