Fot. Marine Traffic

W cotygodniowym przeglądzie w telegraficznym skrócie portal „PromySKAT” informuje o najważniejszych wydarzeniach minionych dni; o sprawach, którymi żyje lub wkrótce będzie żyła branża promowa. W tym tygodniu m.in. o nowym nabytku polskiego przewoźnika.

DFDS zaskoczony sukcesem jednej z tras

Duńska firma DFDS przyznała, że powodzenie jednego z obsługiwanych przez nią połączeń przerosło oczekiwania. Chodzi o serwis Cuxhaven-Immingham, który wydaje się być odporny na wszystkie bolączki i kryzysy, z którymi w obliczu pandemii zmaga się rynek. Przedstawiciele firmy przyznali, że w czasie, gdy do wielu popularnych tras przykłada się teraz miarę “przed pandemią” i “po pandemii”, to w tym przypadku stosowanie takiego kryterium jest bezcelowe, bo trasa cieszy się obecnie większą popularnością niż w 2019 r., czyli okresie, gdy świat jeszcze nie martwił się nadchodzącymi zawirowaniami. “To wszystko dzieje się, mimo trwających problemów na rynku brytyjskim, np. nowych zasad taryfowych obowiązujących od 1 stycznia 2021 r., a także wciąż trwającego kryzysu koronawirusowego” – zauważył Ortolf Barth, dyrektor trasy. Wielkość wolumenu wzrosła na tej trasie w pierwszym półroczu o 18 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. 

FRS rezygnuje z jednej z tras

Popularny w Hiszpanii przewoźnik zdecydował się zrezygnować z jednego z popularnych połączeń. Chodzi o linię Huelva-Wyspy Kanaryjskie. Ostatni rejs na tej trasie odbył się 29 lipca. Decyzja ta podyktowana jest wygaśnięciem umowy czarterowej na prom Volcán de Tinamar, który wraca do firmy Armas. Niemiecko-hiszpański armator zapowiedział, że zamierza się teraz skoncentrować na dalszym rozwoju rynku przewozów przez Cieśninę Gibraltarską oraz wzmacniania swojej pozycji, gdy chodzi o połączenia na Balearach. Firma zaoferowała niedawno dwie trasy w obszarze tego archipelagu: Alcúdia-Ciutadella oraz Ibiza-Formentera.

Najwięksi przewoźnicy promowi świata

Magazyn Shippax Market 21 zaprezentował zestawienie przedstawiające największych przewoźników promowych świata. Rankingi obejmują m.in. kategorie: czołowi operatorzy pod względem oferowanej powierzchni ładunkowej oraz liczby pasażerów, których pomieścić mogą statki wchodzące w skład ich zasobów. Na listach uwzględniono flotę ro-pax. W pierwszej kategorii pierwszą pozycję zajęła Stena Line (71 860 m), na kolejnej uplasowała się Grimaldi Group (61 203 m), a na ostatnim miejskie podium znalazło się DFDS (32 155 m). Listę uzupełnili inni popularni gracze, m.in.: GNV (28 053 m), P&O Ferries (25 985 m), Balearia (22 705 m), Brittany Ferries (20 430 m), TT-Line (15 342 m) czy Tallink (14 276 m). W kategorii pasażerskiej liderem jest Onorato Armatori, właściciel takich marek, jak: Moby Lines czy Tirrenia (promy te mogą pomieścić w sumie 49 107 pasażerów), druga pozycja należy do Washington State Ferries (39 230), a na trzecim miejscu znalazła się Attica Group (36 158). Następne pozycje zajęły kolejno: Grimaldi Group (33 574), Stena Line (30 526) i Tallink (29 491). W kategorii podsumowującej pojemność brutto (GT) promów czołowe pozycje zajęły firmy: Stena Line, Grimaldi Group, Onorato Armatori, Tallink, GNV i DFDS. 

Polskie Linie Oceaniczne z nowym nabytkiem

Polski armator – Polskie Linie Oceaniczne – wzbogacił swoją flotę o kolejną jednostkę. To zbudowany w 2010 r. statek ro-ro, który dotychczas pływał pod nazwą Hatche. Transakcję sfinalizowano w Istambule, a przejęcia statku od Turków dokonano tego samego dnia w Rotterdamie. Od końca lipca jednostka pływa już dowodzona przez polskiego kapitana i pod nową nazwą – POL Stella. Obsługuje trasę Rotterdam-Killingholme. Nowy nabytek dysponuje pasem ładunkowym o długości 3663 m (może przyjąć na pokład 249 naczep). Na swoich trzech pokładach może pomieścić 512 kontenerów. Polskie Linie Oceaniczne chwalą się 70-letnią tradycją.

Ciężarówka płonęła, a oni filmowali. Srogie konsekwencje

Wypadek, służby ratunkowe, a ruch na drodze nagle gwałtownie spowalnia, bo… kierowcy i pasażerowie muszą zrobić zdjęcia. Taki obrazek to prawdziwa plaga nie tylko na drogach w Polsce. W niektórych krajach za takie zachowanie grożą drakońskie kary. Policja w Holandii zapowiedziała, że nałoży kary na 152 kierowców, którzy po wypadku na autostradzie A50 zaczęli zatrzymywać się, by sfilmować płonącą ciężarówkę. Do poruszających się przeciwległą jezdnią kierowców, którzy spowalniali ruch oraz szukali sensacji, powodując przy tym zagrożenie, zostaną wysłane mandaty opiewające na kwotę blisko 249 euro (ok. 1130 PLN). Łączna wartość wszystkich mandatów wystawionych przez służby na niefrasobliwych kierowców wyniesie w tym przypadku 38 tys. euro (173 tys. PLN).

Źródło: PromySKAT