Foto. portalstoczniowy.pl

Po publikacji naszej, wydawałoby się dość czytelnej i rozwiewającej pewne mity infografice, dobrze różnicującej klasy okrętów nawodnych mieliśmy okazję przekonać się jak bardzo zakorzenione są w naszym społeczeństwie mity będące pokłosiem permanentnej dezinformacji. Poniżej 3 kluczowe “herezje” rozpowszechniane  biernie (choć często również z premedytacją), z którymi warto się rozprawić”.

Ostatni artykuł wywołał  interesujące (jednocześnie dla nas niepokojące) komentarze . Poniżej przykład jednego z nich:

„Chyba najpierw powinniśmy określić rolę i zadania polskiej MW. Czy ma to być przede wszystkim ochrona polskiej strefy ekonomicznej czy zakładamy udział MW w operacjach oceanicznych. Bez tego dyskusja będzie jałowa. Fregaty są duże, czyli są łatwym celem dla potencjalnego wroga tuż za miedzą  – trzeba pomyśleć o tym także – jak chronić i gdzie bazować takie jednostki.”

W wypowiedzi widać, że myślenie o Marynarce Wojennej tego przykładowego czytelnika oparta jest na wielu mitach. W związku z tym kontynuujemy poniżej obalanie kolejnych „herezji”.

Po pierwsze, to właśnie mniejsze jednostki są łatwym celem, ponieważ nie mogą być (ze względu na swoją wyporność) wyposażone w skuteczne systemy obrony powietrznej. Tylko okręty klasy fregata i wyższej (np. niszczyciel), są w stanie zapewnić odpowiednie zdolności do samoobrony oraz ochrony i obrony innych jednostek na morzu oraz w strefie przybrzeżnej. Paradoksalnie, aby skutecznie wykorzystać kutry rakietowe należy rozpostrzeć nad nimi parasol OPL. Zatem, zanim zaczniemy ponownie spekulować nt. małych okrętów musimy na wyposażeniu posiadać jednostki zdolne do prowadzenia skutecznej walki (obrony) przed atakiem z powietrza oraz z toni wodnej.

Kolejny mit, to sprawa “rzekomego” dylematu czy obrona wybrzeża, czy operacje na morzach otwartych. Po pierwsze ze względu na dużą ilość sztormów na Bałtyku, małe jednostki klasy kuter rakietowy będą nawet do 1/3 roku wyłączone z możliwości użycia ponieważ mają ograniczoną dzielność morską (tj. możliwość pływania/ lub użycia uzbrojenia do stanu morza 5). Dlatego, bezwzględnie potrzebujemy jednostek o wyporności i długości zapewniających nieograniczoną dzielność morską, co pozwoli jednostkom operować bez względu na warunki atmosferyczne panujące na Bałtyku.

Trzeci mit to sprawa, gdzie nasze Siły Morskie będą musiały działać w przypadku zaistniałego incydentu (zagrożenia), kryzysu lub konfliktu. Niestety transporty morskie do i z Polski nie teleportują się na Bałtyk. Ropa z Zatoki Perskiej dociera do nas  szlakiem żeglugowym, który swój początek ma na Oceanie Indyjskim. Szlak ten prowadzi przez kilka ciasnych gardeł, więc niewykluczone jest, że interweniować będziemy musieli na odległych od Bałtyku rejonach oceanicznych. To samo tyczy się naszego eksportu np. mebli, maszyn, zboża itd. Eksportujemy do wielu krajów poza Bałtykiem, właśnie drogą morską.  Przerwanie tychże właśnie łańcuchów dostaw spowodowałoby olbrzymie załamanie gospodarki i powinno być przez nas postrzegane jako jedno z największych zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa.

Warto zrozumieć i zapamiętać: “Ponad 30% naszego importu i eksportu realizujemy poprzez przeładunki w polskich portach. Szacuje się, że drugie tyle wwozimy i wywozimy z naszego kraju przez porty w Niemczech, Holandii oraz inne sąsiadujące obce porty.

Podpis: MD