Konsorcjum PGZ-MIECZNIK zawarło strategiczne porozumienia o współpracy przemysłowej 

Konsorcjum PGZ-MIECZNIK zawarło umowy o współpracy strategicznej z partnerami przemysłowymi z Wielkiej Brytanii. Złożenie podpisów rozpoczyna fazę przygotowania do produkcji w programie pozyskania trzech wielozadaniowych fregat dla Marynarki Wojennej RP.

W wyniku analiz materiałów dostarczonych przez Konsorcjum PGZ-MIECZNIK w grudniu 2021 r., Siły Zbrojne RP dokonały preselekcji preferowanych dostawców projektu platformy oraz systemu walki dla nowych wielozadaniowych okrętów Marynarki Wojennej RP. W toku negocjacji, Konsorcjum PGZ-MIECZNIK zawarło umowy o współpracy strategicznej z dostawcami pierwszego wyboru – firmami Babcock, Thales UK oraz MBDA UK.  

Porozumienia, jakie dotychczas zawarliśmy z kluczowymi dostawcami projektu nowych fregat dla naszej Marynarki Wojennej, jak i kluczowych komponentów systemu walki, w tym obrony przeciwlotniczej, gwarantują, że okręty te powstaną w Polsce, zostaną tu wyposażone i uzbrojone i będą reprezentować interesy naszego państwa na morzach i oceanach – powiedział Sebastian Chwałek, prezes zarządu PGZ S.A.

Umowy regulują szereg kwestii dotyczących warunków współpracy pomiędzy Konsorcjum PGZ-MIECZNIK oraz zagranicznymi partnerami. Firma Babcock dostarczy projekt platformy okrętu AH140 oraz szeroki zakres wiedzy i technologii pozwalający na budowę tych jednostek w PGZ Stoczni Wojennej Sp. z o.o. oraz Remontowej Shipbuilding S.A. Thales, odpowiadający za obszar Zintegrowanego Systemu Walki (ZSW) oraz MBDA, które dostarczy systemy obrony przeciwlotniczej, współpracować będą z PGZ Stocznią Wojenną Sp. z o.o.  i OBR CTM S.A., które wskazane zostało jako centrum kompetencji dla tych dwóch, kluczowych dla projektowania, budowy oraz obsługi cyklu życia nowych fregat MW RP partnerów zagranicznych.

Dokładamy wszelkich starań, by jak najszybciej realizować kolejne etapy tego strategicznego, zarówno dla wojska jak i dla przemysłu programu. Utrzymując obecne tempo, jesteśmy przekonani, że już niedługo będziemy mogli mówić o kolejnych sukcesach – dodał Sebastian Chwałek.

Kolejnym etapem jest przygotowanie zaktualizowanego Przemysłowego Studium Wykonalności (PSW) oraz Projektu Wstępnego okrętów, który zdefiniuje finalną konfigurację „Mieczników”. Równocześnie uruchomione zostaną prace związane z transferem technologii i wiedzy oraz przygotowywaniem potencjału do rozpoczęcia produkcji prototypu okrętu „Miecznik” wraz z ZSW – pierwszej jednostki z serii. Zgodnie z harmonogramem, budowa okrętów rozpocznie się w 2023 roku.

Program MIECZNIK zakłada pozyskanie trzech nowoczesnych fregat dla Marynarki Wojennej RP. Wielozadaniowe jednostki tej klasy znacząco zwiększą zdolności Marynarki Wojennej RP i pozwolą na realizację szerokiego spektrum zadań na morzu, w tym m.in. w zakresie zabezpieczenia szlaków żeglugowych i infrastruktury krytycznej. Okręty wpłyną na zwiększenie potencjału bojowego Sił Zbrojnych RP, ale także będą stanowić istotny wkład Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, np. realizując zadania w ramach Stałych Zespołów Okrętów NATO.

W skład konsorcjum PGZ-MIECZNIK wchodzą: Polska Grupa Zbrojeniowa S.A., PGZ Stocznia Wojenna sp. z o.o. oraz Remontowa Shipbuilding S.A. Partnerami zagranicznymi w projekcie są firmy: Babcock, Thales UK oraz MBDA UK.

Źródło: PGZ SA

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego

    Już jutro przypada kolejna rocznica wydarzenia, które 17 lutego 1864 roku u wejścia do portu Charleston na trwałe zmieniło historię wojny podwodnej. Konfederacki okręt H. L. Hunley zatopił slup Unii USS Housatonic, dokonując pierwszego w dziejach skutecznego ataku okrętu podwodnego na okręt przeciwnika.

    Sukces ten, okupiony śmiercią całej załogi napastnika, do dziś pozostaje jednym z najbardziej symbolicznych momentów narodzin wojny podwodnej. Jednocześnie wokół tego epizodu narósł spór, który nie jest wyłącznie akademicką ciekawostką, lecz dotyka samej istoty pojęcia „okręt podwodny”.

    Wojna secesyjna i narodziny nowoczesnej wojny morskiej

    Amerykańska wojna secesyjna była pierwszym konfliktem, w którym przemysł, technologia i inżynieria zaczęły w sposób systemowy wpływać na działania morskie. Opancerzone okręty parowe, artyleria w wieżach obrotowych, masowe użycie min morskich oraz blokada portów Południa przez flotę Unii stworzyły środowisko, w którym klasyczne środki walki okazały się niewystarczające.

    Warto pamiętać, że także nowoczesne wówczas wieże artyleryjskie znajdowały się dopiero w fazie rozwoju. W czasie wojny secesyjnej stosowano obrotowe konstrukcje w formie opancerzonego walca, w którym mieściły się działa wraz z obsługą i zapasem amunicji. Lufy wystawały przez ambrazury, a używane jeszcze armaty odprzodowe wymagały cofania do wnętrza wieży w celu ponownego załadowania. Dopiero w kolejnych dekadach rozwiązania te udoskonalono i wprowadzono działa odtylcowe.

    Konfederacja, pozbawiona silnego zaplecza przemysłowego, została zmuszona do poszukiwania rozwiązań asymetrycznych. Jednym z nich były eksperymentalne konstrukcje przeznaczone do ataków skrytych — zarówno tzw. „Davidy”, jak i znacznie bardziej radykalny projekt okręt Hunley.

    Co w rzeczywistości oznaczało „zanurzenie” konfederackich „Davidów”?

    Warto w tym miejscu wyraźnie doprecyzować kwestię często myloną w popularnych opisach. Konfederackie jednostki określane zbiorczo mianem „Davidów” nie były okrętami zdolnymi do zanurzenia się na kilka metrów pod powierzchnię wody. W sensie technicznym i operacyjnym nie schodziły one pod wodę w rozumieniu, jakie przyjmujemy dziś dla okrętów podwodnych.

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego H. L. Hunley na USS Housatonic / Portal Stoczniowy
    Fot. Półzanurzalny kuter torpedowy typu David z napędem parowym – często mylony z okrętem podwodnym.

    Były to niewielkie, parowe kutry torpedowe o bardzo niskiej wolnej burcie, zdolne jedynie do półzanurzenia, polegającego na obniżeniu linii wodnej kadłuba. W czasie ataku większość ich konstrukcji pozostawała tuż nad powierzchnią morza, a elementy takie jak komin czy wloty powietrza musiały znajdować się nad powierzchnią wody, co z definicji wykluczało zejście na większą głębokość. W praktyce oznaczało to zanurzenie liczone w dziesiątkach centymetrów, a nie w metrach.

    Zupełnie inną kategorię stanowił H. L. Hunley, który jako jedyna konfederacka konstrukcja tamtej epoki był zdolny do pełnego zanurzenia całego kadłuba i prowadzenia podejścia do celu bez kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem. Choć jego głębokość operacyjna była niewielka i liczona w kilku metrach, to właśnie ta cecha odróżniała go zasadniczo od „Davidów” i stanowi podstawę do klasyfikowania Hunley’a jako pierwszego okrętu podwodnego, który skutecznie zatopił okręt przeciwnika.

    H. L. Hunley – konstrukcja na granicy epok

    Hunley nie był rozwinięciem wcześniejszych „Davidów”, które w istocie były półzanurzalnymi kutrami torpedowymi. Te jednostki mogły obniżać swoją sylwetkę, lecz nie były zdolne do pełnego zanurzenia i długotrwałego działania pod wodą. Ich skuteczność była ograniczona, a zagrożenie dla własnych załóg — ogromne.

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego H. L. Hunley na USS Housatonic / Portal Stoczniowy

    W przeciwieństwie do nich H. L. Hunley był konstrukcją zaprojektowaną do całkowitego zanurzenia, poruszającą się pod wodą i zdolną do ataku bez kontaktu wzrokowego z celem. Ręczny napęd, minimalne zapasy powietrza i mina wytykowa czyniły z niego broń skrajnie prymitywną, ale jednocześnie na tamte czasy, jakościowo nową.

    To właśnie ta cecha — zdolność do pełnego zanurzenia i skrytego podejścia — stanowi dziś kluczowy argument w sporze o jego klasyfikację.

    Noc ataku na USS Housatonic

    Gdy mamy już obraz tej niezwykłej konstrukcji, wróćmy do wydarzeń z 17 lutego 1864 roku, kiedy wieczorem Hunley opuścił bazę na Wyspie Sullivana. Około godziny 20.45 został zauważony przez wachtę USS Housatonic. Okręt Unii nie zdążył jednak manewrem ani ogniem powstrzymać ataku. Mina wytykowa eksplodowała przy burcie slupa, który w ciągu kilku minut zatonął.

    W wyniku eksplozji życie straciło pięciu marynarzy Unii. Wydarzenie to zapisało się w historii jako pierwszy skuteczny atak bojowy przeprowadzony przez okręt podwodny.

    Co stało się z okrętem Hunley?

    Przez dekady los konfederackiej jednostki pozostawał zagadką. Świadkowie z Fortu Moultrie oraz rozbitkowie z Housatonic twierdzili, że widzieli umówione sygnały świetlne świadczące o powodzeniu misji. Ostatecznie wrak odnaleziono dopiero w 1995 roku, zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca zatonięcia przeciwnika.

    Badania wykazały, że kadłub nie uległ rozszczelnieniu, a załoga prawdopodobnie straciła przytomność na skutek fali uderzeniowej wybuchu własnej miny, a następnie zmarła z braku tlenu. Paradoks historii polega na tym, że pierwsze zwycięstwo wojny podwodnej było jednocześnie samobójczym sukcesem.

    Spór, który nie jest drobiazgiem: czy to był „pierwszy”?

    W komentarzach pod artykułami historycznymi — także tymi publikowanymi w polskich mediach — regularnie powraca pytanie: czy Hunley był faktycznie pierwszym okrętem podwodnym, który zatopił okręt przeciwnika?

    Część czytelników słusznie zwraca uwagę, że wcześniejsze „Davidy” nie były okrętami podwodnymi w ścisłym sensie. Były jednostkami półzanurzalnymi, zdolnymi jedynie do obniżenia sylwetki. To rozróżnienie ma znaczenie, ponieważ:

    • okręt podwodny musi być zdolny do pełnego zanurzenia i działania pod wodą,
    • „Davidy” tej zdolności nie posiadały,
    • Hunley spełniał ten warunek — i to potwierdzają zarówno źródła amerykańskie, jak i klasyfikacja US Navy.

    Tym samym spór nie dotyczy faktów, lecz precyzji terminologicznej. A ta w historii ma znaczenie fundamentalne.

    Dlaczego ten epizod wciąż ma znaczenie

    Atak H. L. Hunley nie zmienił losów wojny secesyjnej. Zmienił jednak myślenie o morzu jako domenie walki. Udowodnił, że nawet prymitywna jednostka podwodna może zniszczyć pełnowartościowy okręt wojenny. To doświadczenie, zlekceważone początkowo przez największe floty świata, powróciło z pełną siłą pół wieku później — w czasie I wojny światowej.

    Historia okrętu H. L. Hunley pokazuje, że przełomy w wojnie morskiej nie zawsze rodzą się w największych stoczniach i flotach świata. Czasem pojawiają się tam, gdzie brakuje zasobów, ale nie brakuje determinacji — a ich prawdziwe znaczenie ujawnia się dopiero po latach.