Optymistyczne prognozy dla przewoźników promowych: co przyniesie przyszłość?

W swoim cotygodniowym przeglądzie promowym portal „PromySKAT” przedstawia najważniejsze wydarzenia z branży promowej. Tym razem serwis informuje o operatorach promowych, którzy starają się odbudować swoją pozycję po dwóch latach kryzysu związanego z pandemią. Wśród ważnych wydarzeń z tego tygodnia, warto wspomnieć o decyzji firmy Gotlandsbolaget, która postanowiła wycofać z eksploatacji prom Gotlandia II.

Destination Gotland sprzedaje rewolucyjny prom

Firma Destination Gotland, będąca częścią Gotlandsbolaget, zdecydowała się na sprzedaż tego rewolucyjnego promu, który zyskał dużą popularność ze względu na swoje futurystyczne kształty. Szybko znalazł się chętny na jego zakup – firma Seajets, która w ostatnim czasie dynamicznie rozwija swoją flotę. Gotlandia II, zbudowana w 1998 roku, nie była eksploatowana od 2018 roku przez operatora, który postanowił pozbyć się jednostki.

Nie widzimy już miejsca dla promu Gotlandia II w strukturach grupy. To dobry statek, który w pewnym momencie wyprzedzał swoją epokę.

Håkan Johansson, szef Gotlandsbolaget

Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób nowy właściciel będzie korzystał z zakupionej jednostki, ale z pewnością zrobi to w oparciu o najnowsze technologie i standardy, które przyczynią się do poprawy jakości i bezpieczeństwa żeglugi.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/przeglad-promowy-a-w-nim-m-in-dwa-zbudowane-w-polsce-promy-zostana-przebudowane/

Co dalej z połączeniem Ryga-Sztokholm?

Połączenie pomiędzy Rygą a Sztokholmem, które zostało zawieszone przez Tallink trzy lata temu z powodu pandemii, na razie nie zostanie przywrócone do rozkładu. Choć obostrzenia związane z pandemią zostały już zniesione, estoński przewoźnik nie planuje na razie reaktywacji połączenia tej linii.

Jak wiodło się przewoźnikom w 2022 r.? Kolejni armatorzy publikują wyniki

W 2022 roku wielu operatorów promowych odnotowało wzrost przychodów oraz liczbę przewiezionych pasażerów, co stanowi powrót do normalności po kryzysowych latach wywołanych pandemią. Balearia zanotowała wzrost obrotów o 42% (563 mln euro) oraz poprawę wskaźnika EBITDA o 36% (140 mln euro w 2022 roku). Liczba przewiezionych pasażerów wzrosła do 4,77 mln. Grupa Tallink pochwaliła się pierwszym zyskiem od 2019 roku, a liczba pasażerów wzrosła do 5,5 mln w roku ubiegłym. Wasaline zanotował wzrost przychodów o 78,6% (150,7% wzrost przychodu ruchu pasażerskiego) i przewiózł 267 tys. pasażerów. Viking Line również zwiększył swoje obroty o 91,1% (z 258 mln euro w 2021 roku do 494 mln euro w 2022 roku) i poprawił wskaźnik operacyjny.

Stena Nordica – nowy prom na Morzu Irlandzkim

Stena Nordica, popularny prom znany z kursów na Morzu Bałtyckim, zostanie wkrótce wprowadzony na trasę Fishguard-Rosslare na Morzu Irlandzkim. Zastąpi on starszy statek, Stena Europe, który obsługiwał tę trasę od 2002 roku. Zbudowany w 2000 roku ro-pax był wcześniej wykorzystywany do m.in. połączenia Gdynia-Karlskrona i ma zagwarantować utrzymanie stabilności popularnego serwisu pomiędzy Irlandią a Walią. Obecnie trwa modernizacja Stena Nordica, aby jak najlepiej służyć pasażerom i klientom frachtowym w nowym miejscu. Zatrudnionym na Stena Europe pracownikom zostanie zaoferowane zatrudnienie na nowym statku lub innych promach wchodzących w skład floty Stena Line.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/przeglad-promowy-a-w-nim-m-in-kiedy-promy-pzb-wejda-na-trasy-z-do-gdyni/

Statek Delphine z pomocą wiatru

Statek Delphine, jedna z największych na świecie jednostek ro-ro krótkiego zasięgu, należący do CLdN, przeszedł modernizację, podczas której został wyposażony w rotory przypominające olbrzymie maszty. Norsepower Rotor Sail Solution, znane rozwiązanie stosowane na nowo budowanych statkach, wykorzystuje tzw. efekt Magnusa, który pozwala na poruszanie statku dzięki sile wiatru i wytworzeniu różnicy ciśnień. Na Delphine pojawiły się dwa 35-metrowe rotory, których instalacja ma ograniczyć emisję CO2 nawet o 10%. Od 27 lutego statek powraca na trasę z/do Zeebrugge.

Najniebezpieczniejsze drogi dla truckerów

Firma Snap opublikowała ranking najniebezpieczniejszych dróg dla truckerów, uwzględniający liczbę wypadków śmiertelnych z udziałem pojazdów ciężarowych i długość sieci dróg. W zestawieniu uwzględniono państwa Unii Europejskiej oraz Wielką Brytanię. Bułgaria zajęła pierwsze miejsce na liście, z wskaźnikiem wypadków śmiertelnych na 10 tys. km dróg wynoszącym 3,697 w ciągu ostatniej dekady. Polska zajęła drugie miejsce, a kolejne pozycje zajęły Czechy, Rumunia i Litwa. Przodujące w rankingu kraje pod względem bezpieczeństwa to Dania, Austria i Szwecja.

Źródło: PromySKAT

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego

    Już jutro przypada kolejna rocznica wydarzenia, które 17 lutego 1864 roku u wejścia do portu Charleston na trwałe zmieniło historię wojny podwodnej. Konfederacki okręt H. L. Hunley zatopił slup Unii USS Housatonic, dokonując pierwszego w dziejach skutecznego ataku okrętu podwodnego na okręt przeciwnika.

    Sukces ten, okupiony śmiercią całej załogi napastnika, do dziś pozostaje jednym z najbardziej symbolicznych momentów narodzin wojny podwodnej. Jednocześnie wokół tego epizodu narósł spór, który nie jest wyłącznie akademicką ciekawostką, lecz dotyka samej istoty pojęcia „okręt podwodny”.

    Wojna secesyjna i narodziny nowoczesnej wojny morskiej

    Amerykańska wojna secesyjna była pierwszym konfliktem, w którym przemysł, technologia i inżynieria zaczęły w sposób systemowy wpływać na działania morskie. Opancerzone okręty parowe, artyleria w wieżach obrotowych, masowe użycie min morskich oraz blokada portów Południa przez flotę Unii stworzyły środowisko, w którym klasyczne środki walki okazały się niewystarczające.

    Warto pamiętać, że także nowoczesne wówczas wieże artyleryjskie znajdowały się dopiero w fazie rozwoju. W czasie wojny secesyjnej stosowano obrotowe konstrukcje w formie opancerzonego walca, w którym mieściły się działa wraz z obsługą i zapasem amunicji. Lufy wystawały przez ambrazury, a używane jeszcze armaty odprzodowe wymagały cofania do wnętrza wieży w celu ponownego załadowania. Dopiero w kolejnych dekadach rozwiązania te udoskonalono i wprowadzono działa odtylcowe.

    Konfederacja, pozbawiona silnego zaplecza przemysłowego, została zmuszona do poszukiwania rozwiązań asymetrycznych. Jednym z nich były eksperymentalne konstrukcje przeznaczone do ataków skrytych — zarówno tzw. „Davidy”, jak i znacznie bardziej radykalny projekt okręt Hunley.

    Co w rzeczywistości oznaczało „zanurzenie” konfederackich „Davidów”?

    Warto w tym miejscu wyraźnie doprecyzować kwestię często myloną w popularnych opisach. Konfederackie jednostki określane zbiorczo mianem „Davidów” nie były okrętami zdolnymi do zanurzenia się na kilka metrów pod powierzchnię wody. W sensie technicznym i operacyjnym nie schodziły one pod wodę w rozumieniu, jakie przyjmujemy dziś dla okrętów podwodnych.

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego H. L. Hunley na USS Housatonic / Portal Stoczniowy
    Fot. Półzanurzalny kuter torpedowy typu David z napędem parowym – często mylony z okrętem podwodnym.

    Były to niewielkie, parowe kutry torpedowe o bardzo niskiej wolnej burcie, zdolne jedynie do półzanurzenia, polegającego na obniżeniu linii wodnej kadłuba. W czasie ataku większość ich konstrukcji pozostawała tuż nad powierzchnią morza, a elementy takie jak komin czy wloty powietrza musiały znajdować się nad powierzchnią wody, co z definicji wykluczało zejście na większą głębokość. W praktyce oznaczało to zanurzenie liczone w dziesiątkach centymetrów, a nie w metrach.

    Zupełnie inną kategorię stanowił H. L. Hunley, który jako jedyna konfederacka konstrukcja tamtej epoki był zdolny do pełnego zanurzenia całego kadłuba i prowadzenia podejścia do celu bez kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem. Choć jego głębokość operacyjna była niewielka i liczona w kilku metrach, to właśnie ta cecha odróżniała go zasadniczo od „Davidów” i stanowi podstawę do klasyfikowania Hunley’a jako pierwszego okrętu podwodnego, który skutecznie zatopił okręt przeciwnika.

    H. L. Hunley – konstrukcja na granicy epok

    Hunley nie był rozwinięciem wcześniejszych „Davidów”, które w istocie były półzanurzalnymi kutrami torpedowymi. Te jednostki mogły obniżać swoją sylwetkę, lecz nie były zdolne do pełnego zanurzenia i długotrwałego działania pod wodą. Ich skuteczność była ograniczona, a zagrożenie dla własnych załóg — ogromne.

    Pierwsze w historii bojowe uderzenie okrętu podwodnego H. L. Hunley na USS Housatonic / Portal Stoczniowy

    W przeciwieństwie do nich H. L. Hunley był konstrukcją zaprojektowaną do całkowitego zanurzenia, poruszającą się pod wodą i zdolną do ataku bez kontaktu wzrokowego z celem. Ręczny napęd, minimalne zapasy powietrza i mina wytykowa czyniły z niego broń skrajnie prymitywną, ale jednocześnie na tamte czasy, jakościowo nową.

    To właśnie ta cecha — zdolność do pełnego zanurzenia i skrytego podejścia — stanowi dziś kluczowy argument w sporze o jego klasyfikację.

    Noc ataku na USS Housatonic

    Gdy mamy już obraz tej niezwykłej konstrukcji, wróćmy do wydarzeń z 17 lutego 1864 roku, kiedy wieczorem Hunley opuścił bazę na Wyspie Sullivana. Około godziny 20.45 został zauważony przez wachtę USS Housatonic. Okręt Unii nie zdążył jednak manewrem ani ogniem powstrzymać ataku. Mina wytykowa eksplodowała przy burcie slupa, który w ciągu kilku minut zatonął.

    W wyniku eksplozji życie straciło pięciu marynarzy Unii. Wydarzenie to zapisało się w historii jako pierwszy skuteczny atak bojowy przeprowadzony przez okręt podwodny.

    Co stało się z okrętem Hunley?

    Przez dekady los konfederackiej jednostki pozostawał zagadką. Świadkowie z Fortu Moultrie oraz rozbitkowie z Housatonic twierdzili, że widzieli umówione sygnały świetlne świadczące o powodzeniu misji. Ostatecznie wrak odnaleziono dopiero w 1995 roku, zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca zatonięcia przeciwnika.

    Badania wykazały, że kadłub nie uległ rozszczelnieniu, a załoga prawdopodobnie straciła przytomność na skutek fali uderzeniowej wybuchu własnej miny, a następnie zmarła z braku tlenu. Paradoks historii polega na tym, że pierwsze zwycięstwo wojny podwodnej było jednocześnie samobójczym sukcesem.

    Spór, który nie jest drobiazgiem: czy to był „pierwszy”?

    W komentarzach pod artykułami historycznymi — także tymi publikowanymi w polskich mediach — regularnie powraca pytanie: czy Hunley był faktycznie pierwszym okrętem podwodnym, który zatopił okręt przeciwnika?

    Część czytelników słusznie zwraca uwagę, że wcześniejsze „Davidy” nie były okrętami podwodnymi w ścisłym sensie. Były jednostkami półzanurzalnymi, zdolnymi jedynie do obniżenia sylwetki. To rozróżnienie ma znaczenie, ponieważ:

    • okręt podwodny musi być zdolny do pełnego zanurzenia i działania pod wodą,
    • „Davidy” tej zdolności nie posiadały,
    • Hunley spełniał ten warunek — i to potwierdzają zarówno źródła amerykańskie, jak i klasyfikacja US Navy.

    Tym samym spór nie dotyczy faktów, lecz precyzji terminologicznej. A ta w historii ma znaczenie fundamentalne.

    Dlaczego ten epizod wciąż ma znaczenie

    Atak H. L. Hunley nie zmienił losów wojny secesyjnej. Zmienił jednak myślenie o morzu jako domenie walki. Udowodnił, że nawet prymitywna jednostka podwodna może zniszczyć pełnowartościowy okręt wojenny. To doświadczenie, zlekceważone początkowo przez największe floty świata, powróciło z pełną siłą pół wieku później — w czasie I wojny światowej.

    Historia okrętu H. L. Hunley pokazuje, że przełomy w wojnie morskiej nie zawsze rodzą się w największych stoczniach i flotach świata. Czasem pojawiają się tam, gdzie brakuje zasobów, ale nie brakuje determinacji — a ich prawdziwe znaczenie ujawnia się dopiero po latach.