Roszady w zarządach Stoczni Gdańskiej i GSG Towers

Rada Nadzorcza Stoczni Gdańsk SA podjęła uchwałę o powołaniu nowego zarządu. Jest on taki sam jak zarząd GSG Towers Sp. z o.o., siostrzanej spółki SG SA, producenta wież do elektrowni wiatrowych – poinformowała Agencja Rozwoju Przemysłu SA.

Jak poinformowała ARP, prezesem Stoczni Gdańskiej oraz spółce GSG Towers został Marcin Stojek. Oprócz niego w zarządach zasiadają: Adam Krzemiński (wiceprezes ds. operacyjnych),  Karen Oganesian (wiceprezes zarządu), Przemysław Sztandera (wiceprezes zarządu ds. finansowych).

W przekazanym mediom komunikacie Agencja Rozwoju Przemysłu wyjaśnia, że „zmiana składów zarządów obu spółek to kolejny etap procesu negocjacji dotyczący nabycia przez Agencję Rozwoju Przemysłu 81,05 proc. akcji Stoczni Gdańsk i 50 proc. udziałów GSG Towers od ukraińskiego inwestora, firmy GSG (Gdańsk Shipyard Group).

Do czasu przeprowadzania finalnej transakcji, strony zobowiązały się wprowadzić tymczasowo zmiany w składzie Zarządów obu Spółek. Dzięki temu ARP będzie miała większy wpływ na ich bieżącą działalność. Ostatecznym celem jest zakup Stoczni Gdańsk S.A. i GSG Towers Sp. z o. o. oraz przejęcie przez ARP pełnej kontroli właścicielskiej i operacyjnej nad spółkami”. Jednak zanim do tego dojdzie konieczne jest wydanie przez spółki stosownych zgód korporacyjnych. Pozytywną decyzję o transakcji musi wydać również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Agencja Rozwoju Przemysłu pod koniec marca br. informowała, że przejmując stoczniowe spółki, chce „właściwie wykorzystać potencjał obu firm i doświadczenie pracowników. Priorytetem biznesowym jest ustabilizowanie sytuacji i docelowo zapewnienie obu spółkom stabilnego, długoterminowego rozwoju na konkurencyjnym rynku stoczniowym oraz w obszarze morskiej energetyki wiatrowej”.

ARP przejmując spółki: Stocznia Gdańsk i GSG Towers chce właściwie wykorzystać potencjał obu firm i doświadczenie pracowników. Priorytetem biznesowym jest ustabilizowanie sytuacji i docelowo zapewnienie obu spółkom stabilnego, długoterminowego rozwoju na konkurencyjnym rynku stoczniowym oraz w obszarze morskiej energetyki wiatrowej.

Aktualnie ok. 81,05 procent akcji Stoczni Gdańsk S.A. należy do Gdańsk Shipyard Group, która jest kontrolowana przez ukraińskiego inwestora. Pozostałe 18,95 procent akcji posiada ARP. W spółce GSG Towers Sp. z o.o., ARP i GSG mają po 50 procent udziałów. W obu spółkach kontrola operacyjna należy do ukraińskiego inwestora. W Stoczni Gdańsk zatrudnionych jest obecnie ok.140 osób, a w GSG Towers ok. 430 osób.

Źródło: ARP/ŁP

https://portalstoczniowy.pl/category/okretownictwo-stocznie/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?

    Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.

    Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.

    II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności

    Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
    Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.

    Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.

    W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.

    Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór

    Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?

    Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.

    I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
    Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.

    W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.

    W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.

    USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść

    Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.

    USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.

    Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.

    Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?