Andrzej Bojanowski i przyszłość Portu Gdańsk: wnikliwy wywiad [część 2]

W drugiej części naszego wywiadu, Prezes Andrzej Bojanowski, niedawno powołany do Rady Nadzorczej Portu Gdańsk, dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat kierunków rozwoju portu. Prezes Bojanowski rysuje kompleksowy obraz wyzwań i możliwości, jakie stoją przed portem w obliczu dynamicznych zmian geopolitycznych, gospodarczych i ekologicznych.
Andrzej Bojanowski, członek Rady Nadzorczej Portu Gdańsk, kontynuuje dyskusję na temat przyszłościowych planów portu
Mariusz Dasiewicz: Panie Prezesie, został Pan niedawno powołany do Rady Nadzorczej Portu Gdańsk. Jakie elementy Pana doświadczenia zawodowego uważa Pan za najbardziej wartościowe w kontekście nowych obowiązków? W jaki sposób zamierza Pan wykorzystać swoje doświadczenie do kształtowania strategii rozwoju portu?
Andrzej Bojanowski: Pracując w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk w latach 2002-2006 odpowiadałem za kreowanie polityki zarówno finansowej jak i inwestycyjnej. Obecnie moja rola nieco uległa zmianie. Niestety aktualne dokumenty strategiczne są tak ogólne, że właściwie pasują do każdego przedsiębiorstwa o tak dużym znaczeniu.
Bazując na moim wieloletnim doświadczeniu pracy w Urzędzie Miasta (brałem tam udział przy kształtowaniu dwóch Strategii oraz wielu dokumentów operacjonalizujących ich wdrożenie) jak i w obecnej spółce, w której dziś pracuję, czyli Międzynarodowe Targi Gdańskie S.A. mogę stwierdzić jednoznacznie, że najtrafniejsze dokumenty możemy przygotować tylko z aktywną rolą interesariuszy.
Mam na myśli trudną drogę dyskusji – począwszy od poprawnej diagnozy, przez pracowników, partnerów biznesowych, kończąc na otoczeniu zarówno przestrzennym, jak i społeczno-gospodarczym. To trudne zadanie bez gwarancji sukcesu, ale nie wyobrażam sobie, aby w obecnych czasach inaczej wdrażać projekty strategiczne.
Oczywiście, czasami osiągamy sukces, ale nie możemy polegać jedynie na szczęściu. Obecnie port odnosi sukcesy pod względem obrotu ładunkami, jednak istnieją wątpliwości co do jego trwałości. Z tego względu niezbędna jest opracowanie wieloletniej strategii, która nie tylko uwzględni obecne warunki geopolityczne, ale także umożliwi nam elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe.
Mam wrażenie, że obecny stan w portach jest wynikiem jedynie reaktywnych działań, bez głębszej refleksji strategicznej nad przyszłością, co znajduje odzwierciedlenie również w obecnej polityce komunikacyjnej.
Potrzeba przepracowania, na warunkach wspomnianych przeze mnie, strategii, która zawierałaby bardzo istotny element, jakim jest inwestowanie w infrastrukturę i odpowiedzi na pytanie: po co i dla kogo ją budujemy? Jakie ładunki mają trwale znaleźć się na tych nabrzeżach lub placach? Strategia powinna uwzględniać zapisy dokumentów strategicznych miasta województwa, a także państwa. Jesteśmy portem o znaczeniu strategicznym, ale mamy też bezpośredni wpływ na najbliższe otoczenie i gminę, dlatego jest to nasza powinność.
Część operacji mogłaby być przeniesiona poza tereny portowe. Przykładem jest sytuacja, w której korzystaliśmy z terenów wokół sąsiedniego stadionu w celu magazynowania importowanych samochodów, co pokazuje, że nie wszystkie ładunki muszą zajmować cenne przestrzenie portowe. Zamiast tego warto rozważyć wykorzystanie tych obszarów do budowy chłodni, co przyczyniłoby się do zwiększenia bezpieczeństwa żywnościowego w kraju, oraz do uruchomienia tranzytu wspomnianych produktów.
Są to dylematy, na które dziś nie znam odpowiedzi, ale powinniśmy stworzyć stosowny plan, który będzie do wdrożenia, przez co zapewnimy jego wykonalność. Z pewnością praca nad tak przygotowywaną strategią będzie dużym wyzwaniem, które zajmie nam przynajmniej rok.
M.D.: W kontekście Pana nowej roli, jakie główne cele strategiczne widzi Pan dla Portu Gdańsk, zwłaszcza w obliczu zmieniającego się środowiska gospodarczego i ekologicznego?
Andrzej Bojanowski: Uważam, że powinniśmy kontynuować strategiczną myśl portu uniwersalnego. W tym kierunku powinniśmy przygotowywać zarówno właścicieli, jak i otoczenie. To pozwoli budować zrównoważony wzrost. Powinniśmy dążyć do optymalizacji ładunków, poszukiwać nowych szans, jakie daje nam transformacja energetyczna – zarówno ta operacyjna na terenie portu, jak ta globalna, w której nasze terminale mogą odgrywać ważną rolę.
Często mamy problem z identyfikowaniem trendów i zmian długoterminowych i „gramy” na krótkich dystansach. Musimy dążyć do wyznaczania stosunkowo stałej wizji i reagowania w obszarze ewentualnych, tymczasowych odchyleń. Nie zbudujemy trwałego wzrostu na ropie ani na węglu, co więcej, nieuzgodniona z terminalami polityka wobec kontenerów może być złudna.
Czytaj więcej o wizji, ambicjach i przyszłość przemysłu stoczniowego według Prezesa BALTEXPO Andrzeja Bojanowskiego [WYWIAD część 1]
Dzisiaj naprawdę nie jest łatwo uzasadnić, dlaczego porty miałyby mieć dostęp do bezzwrotnej pomocy unijnej, mając sowite zyski i pokłady nadpłynności na kontach. Oczywiście jest to kwestia dialogu z operatorami portowymi i może na nowo zdefiniowana funkcja portu w infrastrukturze strategicznej – w tym krytycznej.
M.D.: Jako członek Rady Nadzorczej, jakie obszary współpracy międzynarodowej oraz innowacji technologicznych uważa Pan za kluczowe dla umocnienia pozycji Portu Gdańsk na rynku globalnym?
Andrzej Bojanowski: Moje historyczne doświadczenie pracy w porcie bardzo dużo mi dało. Aktywnie czerpałem z niego w procesach zarządczych w Urzędzie Miasta, gdzie miałem zaszczyt pracować na zaproszenie prezydenta Pawła Adamowicza.
Teraz jestem w odwrotnej sytuacji. Przychodzę z „miasta” i widzę port jako jego część. A tak naprawdę wręcz synergicznie funkcjonujące małe miasto – ze swoją infrastrukturą, problemami inwestycyjnymi, a także opieką i funkcją społeczną. Gdańsk zrobił duży progres, ponieważ nie unikaliśmy „podglądania” i czerpania z doświadczeń innych. Nie unikaliśmy odwiedzania najlepszych, chwalenia ich za dokonania, ale przez to budowania na tyle silnych relacji, aby uzyskiwać informacje o tym, co im nie wyszło, co można poprawić.

Staraliśmy się w Gdańsku wdrażać wszystkie te rzeczy, które zaobserwowaliśmy i wychodziły: w Niemczech (Dusseldorf czy Brema), we Francji (Le Havre). Belgii (Gent), ale także i w Polsce – chociażby we Wrocławiu czy Krakowie.
Robiliśmy je podobnie, choć mam wrażenie, że lepiej. W ten sposób się uczyliśmy. Oczywiście dzieląc się także z innymi (taką funkcję pełniliśmy chociażby jako Miasto współzałożyciel Związku Miast i Gmin Morskich). Myślę, że tak właśnie powinniśmy postępować i to dobry kierunek, także dla portu w Gdańsku. Infrastruktura portowa w Europie jest na najwyższym poziomie, więc mamy się od kogo uczyć. Mamy Rotterdam, Antwerpię, Hamburg, Bremę czy największy port Śródlądowy w Duisburgu.
Mam wrażenie, że nasza strategia rozwoju portu jest podobna do tej z Bremy. Brema początkowo rozwijała miejski port, a obecnie kluczowy rozwój przeniesiono do Bremerhaven. W istocie, nasza koncepcja Portu Centralnego to nic innego jak koncepcja Bremerhaven, tyle że na inną skalę.
M.D: Biorąc pod uwagę wyzwania ekologiczne, jakie inicjatywy z zakresu ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju planuje Pan wspierać, aby Port Gdańsk stał się liderem w zrównoważonej gospodarce morskiej?
Andrzej Bojanowski: Port jest integralną częścią miasta Gdańsk i całego województwa. Swoją aktywnością wywieramy na otoczenie bardzo duży wpływ. Jesteśmy na skraju przepustowości stacji kolejowej Portu Północnego (niedawno modernizowanej) Przed nami wyzwanie budowy kolejnego mostu i kolejnych linii dostępowych do portu, kolejnych głowic na stacji Port Północy, umożliwiających wjazd na linie wewnętrzne. Ma to bardzo duży wpływ na zdejmowanie nadwyżek ruchu ciężarowego z dróg w szerszym otoczeniu niż miasto Gdańsk.
Poważnej dyskusji i chyba relokacji powinniśmy poddać lokowanie ładunków sypkich w porcie wewnętrznym – szczególnie po stronie miejskiej. Jeżeli chcemy budować nowe terminale masowe, to też trzeba się zastanawiać, w jakiej formule tym zarządzać, żeby ograniczać wpływ pyłów zawieszonych na bezpośrednie sąsiedztwo.
Mamy przed sobą transformację energetyczną, o której wszyscy mówią jak o YETI. Mówić pół żartem, pół serio – wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej jeszcze nie widział. Port jest dzisiaj w takim momencie rozwoju, kiedy stoi przed pilnymi decyzjami dotyczącymi paliw alternatywnych i infrastruktury dla nich niezbędnej. Mamy trochę niespójności także w naszych działaniach, gdzie PG Eksploatacja podobno kupuje nowoczesne hybrydowe dźwigi i stawia je na nabrzeżach, na których nie ma zainstalowanej wystarczającej mocy elektrycznej.
Wydaje się, że brakuje wizji tego, jak chcemy wdrożyć transformację nie zapominając, że jest ona bardzo kapitałochłonna. W prawdopodobnej dyspozycji powinny być środki z KPO. Może trzeba zawalczyć w Warszawie, aby przesunąć na to pieniądze? Mamy spec ustawę i możemy stać się bardzo dobrym mechanizmem rozwiązującym problemy kraju w ich wdrożeniu.
Zarząd Portu musi rozbudować przestrzeń energetyczną i środowiskową, wzbogacić ją o doświadczenia ludzi i czerpać z dotychczasowych wdrożeń Urzędu Miejskiego w Gdańsku oraz pomorskich: Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Wojewódzkiego. Potrzebny jest tu jeden głos. Nie mamy za wiele czasu. Przed nami 2 lata na wdrożenie KPO. Wydaje się, że w energetyce najprościej to zrobić.
Warto pamiętać też o ESG, które już niebawem będzie obowiązkiem dla wielu podmiotów warunkującym np. otrzymanie finasowania na strategiczne inwestycje czy wręcz będzie stanowiło barierę kontraktacyjną.
M.D.: Jak Pan postrzega przyszłość Portu Gdańsk w świetle globalnych trendów w transporcie morskim? Jakie strategiczne kroki uważa Pan za niezbędne, aby port zachował swoją konkurencyjność i dynamikę rozwoju w nadchodzących latach?
Andrzej Bojanowski: Przede wszystkim powinniśmy stawiać na operatorów, którzy nie tylko dają najlepsze stawki bieżące dzierżawy, ale mają dobry plan na rozwój i pozyskiwanie nowych ładunków, są elastyczni. Ci, którzy nas do tego przekonają, powinni zdobyć uznanie Zarządu Portu jako wieloletni partnerzy.
Jeszcze nikomu otwartość nie zaszkodziła, a monopole są trudne. Tego przykładem była decyzja o budowie T1 i umowa na powstanie Baltic Hub (wcześniej DCT). Przez to, że jest to uniwersalny terminal, to w długiej perspektywie oznacza większą elastyczność i bezpieczeństwo dla stabilnego wzrostu przeładunków. Powyższy terminal to także dobry przykład dla nas na budowanie strategicznych aliansów ze sprawdzonymi klientami (Nec Temere Nec Timide).
Rozmawiał Mariusz Dasiewicz. Serdecznie dziękuję za wnikliwe spostrzeżenia, które rzucają światło na przyszłe kierunki rozwoju Portu Gdańsk.

AW189 i S-92 w irlandzkim systemie ratownictwa morskiego

Rosnąca liczba interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej, zmiany w lotniczym komponencie systemu SAR oraz sposób wykorzystania śmigłowców ratowniczych stały się przedmiotem coraz częstszej debaty.
W artykule
W irlandzkich realiach decyzje sprzętowe nie zawsze są jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie zdolności operacyjnych, co wynika ze specyfiki działań prowadzonych na wodach Atlantyku.
W jednej z dyskusji pod naszym wcześniejszym artykułem (link do tekstu), dotyczącym rosnącej liczby interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej prowadzonych w wymagających warunkach u wybrzeży Irlandii, pojawiły się uwagi naszego czytelnika z portalu X – Wojtka. Zwrócił on uwagę, że zastąpienie wykorzystywanych dotychczas śmigłowców S-92 maszynami typu AW189 nie musi być jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie systemu SAR, a w praktyce może oznaczać zmianę profilu operacyjnego irlandzkiego ratownictwa morskiego.
Analiza dostępnych danych technicznych obu maszyn pokazuje, że ta uwaga nie jest pozbawiona podstaw, choć jej pełne znaczenie ujawnia się dopiero w zestawieniu realnych scenariuszy działań prowadzonych w trudnych warunkach pogodowych i daleko od linii brzegowej. To właśnie ten kontekst stał się punktem wyjścia do szerszego spojrzenia na temat zmian w irlandzkim morskim komponencie lotniczym SAR.
Geografia, która nie wybacza uproszczeń
Irlandia należy do państw o wyjątkowo wymagających warunkach prowadzenia morskich akcji ratowniczych. Otwarty Atlantyk, długa i skalista linia brzegowa, liczne klify oraz wyspy oddalone od stałego lądu sprawiają, że ratownictwo morskie ma tu charakter nie tylko przybrzeżny, lecz często oceaniczny. W takich warunkach margines błędu podczas akcji ratunkowych bywa niewielki, a decyzje sprzętowe nabierają znaczenia, które trudno porównać z realiami Bałtyku czy Morza Północnego.
To właśnie dlatego w Irlandii każda zmiana w systemie SAR – zwłaszcza dotycząca lotnictwa – jest analizowana nie tylko przez specjalistów, lecz także przez byłych dowódców, ratowników oraz środowisko morskie.
Przypadek statku rybackiego Fastnet jako punkt odniesienia
Dobrym przykładem tej dyskusji jest akcja ratownicza z 15 grudnia 2025 roku przeprowadzona przy francuskim kutrze rybackim Fastnet, który po awarii silnika osiadł na skałach w rejonie Dingle. Z pokładu jednostki ewakuowano 14 członków załogi przy użyciu śmigłowca ratowniczego bazującego w Shannon. Operacja była prowadzona w trudnych warunkach pogodowych, przy silnym wietrze oraz wysokiej fali, a całe podjęcie trwało około 20 minut.
Akcja zakończyła się powodzeniem, jednak – co istotne – wymagała dwóch podejść śmigłowca. W komentarzach pojawiły się głosy, że w przypadku wcześniej wykorzystywanych maszyn używanych przez irlandzką Straż Przybrzeżną możliwe byłoby jednorazowe zabranie całej załogi, co stało się punktem wyjścia do debaty nad przydatnością poszczególnych typów śmigłowców w działaniach irlandzkiego systemu SAR.
Gdzie kończy się „wystarczająco dobrze”
Były dyrektor irlandzkiej Straży Przybrzeżnej zwrócił uwagę, że akcja przy Fastnet przebiegała blisko brzegu. W jego ocenie podobne zdarzenie, lecz mające miejsce kilkaset mil morskich od lądu, mogłoby mieć zupełnie inny finał. W takich warunkach liczba osób możliwych do ewakuacji podczas jednego podejścia śmigłowca przestaje być detalem technicznym, a staje się kwestią życia i śmierci.
W tym kontekście zasadna pozostaje uwaga, że samo wprowadzenie czterech śmigłowców AW189 nie musi automatycznie oznaczać wzmocnienia zdolności irlandzkiej Straży Przybrzeżnej. Zastąpienie wcześniej wykorzystywanych cięższych śmigłowców S-92 inną konstrukcją, zaprojektowaną pod odmienny profil zadań, oznacza zmianę charakteru operacyjnego systemu ratownictwa. Dlatego krytyczne głosy pojawiające się wokół tej decyzji nie odnoszą się do jakości samej maszyny, lecz do konsekwencji jej wykorzystania w trudnych warunkach środowiskowych, typowych dla irlandzkiego wybrzeża.
Właśnie w tym miejscu różnice pomiędzy poszczególnymi typami maszyn zaczynają mieć znaczenie operacyjne, a nie tylko katalogowe. Dodatkowy lot, który przy brzegu jest możliwy, na otwartym Atlantyku może już nie wchodzić w grę.
Leonardo AW189 – charakterystyka konstrukcji i zastosowanie
Leonardo AW189 to cywilny, dwusilnikowy śmigłowiec wielozadaniowy, rozwijany przez europejski koncern Leonardo od 2011 roku. Konstrukcja została zaprojektowana z myślą o szerokim spektrum zastosowań, obejmujących zadania transportowe, operacje offshore oraz misje poszukiwawczo-ratownicze. Maszyna charakteryzuje się maksymalną masą startową na poziomie około 8,6 tony oraz kabiną umożliwiającą elastyczną konfigurację pod kątem transportu osób lub wyposażenia specjalistycznego.
AW189 są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych przez użytkowników cywilnych i państwowych. W zależności od konfiguracji śmigłowce te mogą przenosić wyposażenie medyczne oraz sprzęt do ewakuacji poszkodowanych z użyciem wciągarki. Konstrukcja AW189 znajduje zastosowanie w działaniach prowadzonych zarówno w rejonach przybrzeżnych, jak i w głębi morza.
Sikorsky S-92 – cięższa platforma dla zadań offshore i SAR
Sikorsky S-92 to dwusilnikowy śmigłowiec zaprojektowany z myślą o długotrwałych operacjach nad morzem, w szczególności na potrzeby przemysłu wydobywczego oraz służb ratowniczych. Konstrukcja charakteryzuje się większymi wymiarami kadłuba oraz obszerną kabiną, co umożliwia jednorazowy transport większej liczby osób lub rozbudowanego wyposażenia medycznego i ratowniczego.
Śmigłowce S-92 od lat są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych w takich państwach jak Irlandia, Wielka Brytania czy Republika Korei, zarówno przez służby państwowe, jak i operatorów cywilnych realizujących kontrakty rządowe. Konstrukcja ta znalazła szerokie zastosowanie w operacjach offshore, gdzie istotne znaczenie mają duży zasięg oraz długi czas lotu, szczególnie przy działaniach prowadzonych daleko od linii brzegowej.
Porównanie śmigłowców AW189 i S-92
Parametr Leonardo AW189 Sikorsky S-92 Typ śmigłowca dwusilnikowy, wielozadaniowy dwusilnikowy, wielozadaniowy Producent Leonardo Sikorsky Długość ok. 17,6 m ok. 17,1 m Wysokość ok. 5,1 m ok. 5,0 m Średnica wirnika nośnego ok. 14,6 m ok. 17,2 m Maksymalna masa startowa ok. 8 600 kg ok. 12 000 kg Prędkość przelotowa ok. 260 km/h ok. 280 km/h Pułap praktyczny ok. 4 600 m ok. 4 600 m Zasięg maksymalny ok. 900 km ok. 1 000 km Pojemność kabiny do ok. 19 osób (zależnie od konfiguracji) do ok. 19 osób (większa przestrzeń) Dlaczego Irlandia patrzy na to inaczej niż reszta Europy
To, co w innych państwach uznawane jest za akceptowalny kompromis, w irlandzkich realiach bywa oceniane znacznie surowiej. Wynika to nie tylko z geografii, lecz także z charakteru zdarzeń, z jakimi służby mierzą się na co dzień. Duża część interwencji dotyczy jednostek rybackich i handlowych operujących daleko od lądu, często w warunkach szybko pogarszającej się pogody.
W takich sytuacjach zdolność do jednorazowego podjęcia większej liczby rozbitków ma znaczenie kluczowe. Nie zawsze istnieje możliwość powrotu po kolejnych poszkodowanych, nawet jeśli teoretycznie czas dolotu na to pozwala.
Dyskusja, która jeszcze się nie zakończyła
Zmiany w irlandzkim systemie ratownictwa lotniczego pozostają przedmiotem ożywionej debaty, ponieważ dotyczą nie tylko używanego sprzętu, lecz także realnych możliwości prowadzenia akcji ratowniczych w jednym z najbardziej wymagających akwenów Europy. Przykład interwencji przy Fastnet pokazuje, że różnice pomiędzy wykorzystywanymi konstrukcjami śmigłowców mają wymiar praktyczny i bezpośrednio wpływają na przebieg działań poszukiwawczo-ratowniczych.
Zestawienie śmigłowców różniących się gabarytami, masą oraz przestrzenią kabiny unaocznia, że nie każda zmiana sprzętowa oznacza automatyczne wzmocnienie zdolności operacyjnych. W warunkach, w których kluczowe znaczenie ma jednorazowe podjęcie jak największej liczby osób lub prowadzenie działań daleko od brzegu, charakterystyka i możliwości nabiera szczególnego znaczenia.
Obecnie lotniczy komponent irlandzkiego systemu SAR przechodzi etap zmian związanych z realizacją rządowego kontraktu przez operatora Bristow Ireland. W jego ramach dotychczas wykorzystywane śmigłowce Sikorsky S-92 są stopniowo zastępowane maszynami Leonardo AW189. Pierwsze śmigłowce nowego typu zostały już wprowadzone do służby, jednak proces pełnego przejścia na nową flotę wciąż trwa.
Wracając do punktu wyjścia, w którym nasz czytelnik zwrócił uwagę na niejednoznaczną ocenę zmian w irlandzkim lotniczym komponencie SAR, zasadne pozostaje pytanie o długofalowe konsekwencje tej decyzji. Czy w dłuższej perspektywie zmiana wykorzystywanych śmigłowców na wariant morski AW189 rzeczywiście przełoży się na wzrost skuteczności ratownictwa morskiego w warunkach częstych sztormów i szybko zmieniającej się pogody u wybrzeży Irlandii, czy też przyniesie nowe wyzwania organizacyjne i operacyjne dla irlandzkiej Straży Przybrzeżnej? Odpowiedź na to pytanie przyniosą zapewne najbliższe lata, pokazując w praktyce, czy ta ryzykowna decyzja przyniosła zamierzony efekt, czy też ujawniła swoje ograniczenia.










