Cieśnina Ormuz i LNG. Czy wojna w Iranie sprzyja amerykańskim eksporterom gazu?

Wojna w Iranie oraz zagrożenie dla żeglugi w rejonie Cieśniny Ormuz ponownie zwracają uwagę na bezpieczeństwo dostaw surowców energetycznych. W cieniu konfliktu zbrojnego pojawia się jednak pytanie rzadziej stawiane publicznie – czy długotrwała destabilizacja regionu może pośrednio wzmacniać pozycję eksporterów LNG spoza Zatoki Perskiej.

To jedna z możliwych hipotez, której w obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie trudno całkowicie pominąć.

Konflikty, które trwają latami, zmieniają rynek energii

Wczoraj opisywałem uruchomienie terminalu Golden Pass LNG, z którego w najbliższym czasie ma wyjść pierwszy transport skroplonego gazu (LNG). Na pierwszy rzut oka to tylko wiadomość z rynku LNG, lecz dziś trudno patrzeć na nią w oderwaniu od wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

W tym miejscu pojawia się pytanie, które coraz częściej wraca w dyskusjach o rynku energii. Czy napięcia wokół Iranu mogą pośrednio przynosić korzyści gospodarcze eksporterom LNG spoza regionu Zatoki Perskiej?

Nie oznacza to oczywiście twierdzenia, że Stany Zjednoczone dążą do konfliktu wyłącznie z powodów ekonomicznych. Przyczyn obecnej sytuacji jest znacznie więcej. Jednak z punktu widzenia rynku energii trudno nie zauważyć, że każdy poważniejszy konflikt w tym regionie zmienia globalne zależności gospodarcze.

Jeżeli działania zbrojne Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Iranu utrzymają się przez wiele miesięcy, rynek LNG wejdzie w okres długotrwałej niepewności. Pierwsze symptomy tego procesu są już widoczne. Wystarczy przypomnieć wcześniejsze kryzysy na Bliskim Wschodzie, by zobaczyć, że tego rodzaju konflikty rzadko kończą się szybko. Historia regionu pokazuje, że operacje militarne potrafią trwać latami, a ich skutki gospodarcze są odczuwalne jeszcze długo po zakończeniu działań zbrojnych.

W takich warunkach rodzą się wieloletnie kontrakty

W warunkach niepewności importerzy energii zaczynają myśleć w dłuższej perspektywie. Obawy o bezpieczeństwo dostaw z regionu Zatoki Perskiej skłaniają odbiorców do poszukiwania stabilnych partnerów na lata, nie na miesiące.

Właśnie w takich sytuacjach zawierane są wieloletnie kontrakty na dostawy gazu. Dla producentów spoza regionu oznacza to szansę na zwiększenie udziału w rynku. W szczególności dotyczy to Stanów Zjednoczonych, które w ostatnich latach konsekwentnie rozbudowują swoją infrastrukturę eksportową.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że uruchamianie nowych terminali LNG w USA następuje w okresie rosnącej niepewności geopolitycznej. Każdy nowy obiekt zwiększa zdolność do reagowania na zmiany rynkowe oraz pozwala przejmować część dostaw, które wcześniej realizowano z innych kierunków.

Ostrożna hipoteza – jeden z elementów szerszej układanki

Można więc postawić ostrożną hipotezę, że obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie jest dla amerykańskich eksporterów LNG szczególnie korzystna. Nie dlatego, że konflikt sam w sobie jest celem, lecz dlatego, że jego skutki gospodarcze mogą otwierać drogę do nowych kontraktów i wzmacniać pozycję na globalnym rynku.

Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że jest to tylko jedna z możliwych interpretacji obecnej sytuacji. Napięcia wokół Iranu mają znacznie szersze podłoże i wynikają przede wszystkim z uwarunkowań politycznych oraz militarnych.

Z punktu widzenia rynku energii trudno jednak pominąć fakt, że przedłużający się kryzys tworzy warunki sprzyjające tym eksporterom LNG, którzy są w stanie szybko zwiększyć dostawy i przejąć część rosnącego popytu na stabilne źródła energii.

To zapewne tylko jeden z elementów znacznie szerszej układanki, w której obok polityki i bezpieczeństwa coraz większą rolę odgrywają interesy gospodarcze oraz długoterminowe strategie energetyczne państw.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *