Orka bez steru. Gdzie są gwarancje za miliardy złotych?

Około 20 mld złotych – tyle może kosztować pozyskanie okrętów podwodnych w ramach programu Orka dla Marynarki Wojennej. Ale MON milczy: nie zdradza kryteriów, nie pokazuje harmonogramu, nie wskazuje odpowiedzialności. Czy decyzja już zapadła? Redakcja Portalu Stoczniowego zapytała o jawność programu Orka, która zniknęła pod powierzchnią politycznych deklaracji.

Co chcieliśmy wiedzieć od MON o zakupie nowych okrętów podwodnych?

1.  Na jakiej podstawie prawnej lub w oparciu o jakie decyzje i dokumenty rządowe prowadzona jest obecnie procedura pozyskania nowych okrętów podwodnych w formule G2G?

2. Czy w ramach tej procedury powołano formalny zespół zadaniowy lub roboczy odpowiedzialny za ocenę ofert i przygotowanie rekomendacji?

  • Jeśli tak, kiedy oraz na podstawie jakiego dokumentu został powołany?
  • Jaki jest jego skład osobowy (stanowiska, funkcje – bez ujawniania danych wrażliwych)?
  • Kto pełni funkcję przewodniczącego zespołu?

3.  Jakie są przyjęte kryteria oceny ofert?

  • Czy kryteria te obejmują wyłącznie aspekty techniczne i kosztowe, czy również czynniki strategiczne, takie jak: bezpieczeństwo dostaw, wsparcie serwisowe, transfer technologii, współpraca przemysłowa czy długofalowe partnerstwo?

4. Który organ lub osoba w Ministerstwie Obrony Narodowej odpowiada za przygotowanie i przedstawienie rekomendacji dotyczącej wyboru konkretnego partnera rządowego i rozwiązania okrętowego?

5. Czy planowane jest przedstawienie opinii publicznej lub Sejmowi szczegółowego harmonogramu realizacji programu Orka, w tym orientacyjnego terminu zawarcia umowy międzyrządowej?

Odpowiedź z Ministerstwa Obrony Narodowej

Resort obrony prowadzi obecnie rozmowy z różnymi podmiotami w celu zdefiniowania potencjalnej współpracy w kontekście pozyskania okrętu podwodnego (OP) w programie Orka. Kluczowe decyzje w programie jeszcze nie zapadły, a proces pozyskania prowadzony jest przez Agencję Uzbrojenia.

Istotną kwestią dla strony polskiej jest potencjalny zakup OP w oparciu o formułę międzyrządową (G2G). Z perspektywy Polski ta forma współpracy pozwala nie tylko na zagwarantowanie najwyższej jakości produktu, ale również na wzmocnienie strategicznego partnerstwa z docelowym państwem przyczyniając się do zacieśniania relacji oraz zapewniając większą interoperacyjność sił zbrojnych. W ramach współpracy w formule G2G, zwraca się uwagę na kryteria priorytetowe tj. przyspieszenie dostaw; atrakcyjne warunki finansowe, w tym korzystne kredyty i gwarancje rządowe; transfer technologii do polskiego przemysłu obronnego; zapewnienie szkolenia i wsparcia technicznego dla nowych systemów, a także zapewnienie zdolności pomostowej tzw. gap filler.

Jednocześnie oczekujemy, że partnerstwo będzie miało charakter dwustronny i dlatego spodziewamy się znaczącego zaangażowania w polskim przemyśle obronnym, nie tylko w obszarach bezpośrednio związanych z zakupem OP. Polska branża obronna posiada szerokie możliwości technologiczne i produkcyjne, które mogą z powodzeniem wspierać potrzeby zarówno Sił Zbrojnych RP, jak i naszego docelowego partnera. Dlatego też dążymy do zobowiązania państwa potencjalnego dostawcy OP do zakupu uzbrojenia w polskich zakładach zbrojeniowych. Dodatkowo, zależy nam także na aktywnym włączeniu polskiego przemysłu do łańcucha dostaw, który obejmowałby nie tylko partnera współpracy G2G, ale również państwa trzecie.

Co mówi MON – czy raczej czego nie mówi?

Choć odpowiedź Ministerstwa Obrony Narodowej zawiera kilka istotnych deklaracji – zwłaszcza w zakresie ogólnych priorytetów współpracy międzyrządowej – to nie odpowiada na żadne z konkretnych pytań, które zadaliśmy.

Nie poznaliśmy podstawy prawnej obecnie prowadzonej procedury. Nie wiemy, czy powołano formalny zespół oceniający oferty. Nie wskazano żadnych terminów ani nazw organów odpowiedzialnych za przygotowanie rekomendacji. Resort nie przedstawił także szczegółowych kryteriów wyboru partnera G2G, ani nie zadeklarował, czy harmonogram programu Orka zostanie upubliczniony.

Zgodnie z art. 1 oraz art. 6 ust. 1 pkt 5 ustawy o dostępie do informacji publicznej każda informacja o wydatkowaniu środków publicznych – w tym planowanie zakupów sprzętu wojskowego – musi być jawna. Również ustawa o finansach publicznych (art. 33 ust. 1) stanowi, że gospodarka środkami publicznymi jest jawna.

Wydatki obronne nie są w Polsce objęte klauzulą „tajne”. Ustawodawca dopuszcza utajnienie szczegółowych parametrów taktyczno-technicznych i konfiguracji uzbrojenia okrętów podwodnych oraz informacji operacyjnych, lecz nie ram decyzyjnych, harmonogramu postępowania ani przyjętych mechanizmów oceny ofert. W tych okolicznościach milczenie MON nie wynika z ograniczeń prawa; to starannie wyreżyserowana cisza resortu.

MON ma wiedzę – tylko nie chce jej przekazać

Co szczególnie zaskakujące, większość informacji, o które zapytaliśmy, jest dostępna publicznie – i to od wielu miesięcy. W lipcu 2023 roku na stronie Agencji Uzbrojenia widnieje komunikat o rozpoczęciu wstępnych konsultacji rynkowych dla programu OPNT (Okręt Podwodny Nowego Typu). Dokument ten zawiera zarówno szczegółowe wymagania techniczno-operacyjne, jak i informację o formalnym powołaniu wówczas Grupy Zadaniowej odpowiedzialnej za analizę ofert.

Natomiast w korespondencji z naszą redakcją Ministerstwo Obrony Narodowej nie potwierdziło, ani nie zaprzeczyło istnieniu tych samych faktów, które wcześniej zostały opublikowane w oficjalnym źródle. Trudno to uznać za przeoczenie. To raczej sygnał, że resort celowo zaciera kontury procesu, który z definicji powinien być transparentny.

Wśród zapisanych wymagań znalazły się m.in.:

  • zdolność do działania w zanurzeniu przez co najmniej 30 dni,
  • możliwość zwalczania celów nawodnych, podwodnych, lądowych i powietrznych,
  • integracja z systemami bezzałogowymi, w tym pojazdami autonomicznymi,
  • możliwość desantowania operatorów Wojsk Specjalnych,
  • pakiety: szkoleniowy, logistyczny i ratowniczy,
  • oraz zdolność do działania w charakterze zdolności pomostowej (gap filler).

Skoro te informacje są dostępne w przestrzeni publicznej, to dlaczego MON odmówił ich potwierdzenia w oficjalnej korespondencji? Trudno to uznać za przeoczenie – to raczej próba zachowania maksymalnej kontroli informacyjnej nad procesem, który dla polskiego podatnika powinien być przejrzysty.

Tymczasem wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz kilkukrotnie deklarował publicznie, że decyzja o wyborze dostawcy okrętów podwodnych zapadnie do końca 2025 roku. Oznacza to, że czas na realny, otwarty dialog z przemysłem i opinią publiczną praktycznie się kończy.

Gdzie są gwarancje transferu technologii?

Choć w odpowiedzi MON pojawiają się deklaracje o „oczekiwanym” udziale polskiego przemysłu, brakuje jakichkolwiek konkretnych zobowiązań czy mechanizmów, które miałyby ten udział zagwarantować. Co więcej, zarówno w komunikacji resortu, jak i Agencji Uzbrojenia niemal całkowicie pomija się kwestie transferu technologii, budowy kompetencji stoczniowych oraz udziału krajowych zakładów w międzynarodowych łańcuchach dostaw.

Tymczasem realny transfer technologii mierzy się nie deklaracjami, lecz licencjami, patentami, szkoleniami i rzeczywistymi zamówieniami kierowanymi do polskich firm. W programie Miecznik offset okazał się znacznie niższy, niż sugerowano na etapie zapowiedzi. Mimo deklaracji o szerokim udziale krajowego przemysłu, w praktyce nie przekazano żadnych licencji ani serwisów do PGZ Stoczni Wojennej. Do tej pory nie powstały też żadne centra serwisowe w ramach transferu technologii.

Czy Polska naprawdę może sobie pozwolić na wydanie takich środków bez twardych gwarancji dotyczących transferu technologii i udziału krajowego przemysłu? MON wspomina o „oczekiwanym” zaangażowaniu polskich podmiotów i „zwracaniu uwagi” na transfer kompetencji – ale nie podaje żadnych konkretów.

I co równie ważne, czy rząd zamierza powielić błędy z programu Miecznik, gdzie początkowo mowa była o 8 mld złotych za trzy fregaty, a po wyborze oferenta – z powodu zmian w konfiguracji uzbrojenia – aktualnie koszt wybudowania 3 fregat osiągnął blisko 16 mld? Tylko, że takie różnice powinny być przewidziane i przedstawione już w trakcie wyłaniania oferenta, a nie po fakcie. Dlatego trudno nie zadać pytania: czy Orka podąży tą samą drogą? Mówimy przecież o strategicznym programie dla Marynarki Wojennej RP, o ogromnych pieniądzach i decyzji, która zwiąże nas na dekady. To nie może być proces oparty na przypuszczalnych kwotach. To musi być decyzja oparta na wiedzy, konkretnych warunkach i realnych zobowiązaniach. Bo to poważna lekcja, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski.

Polska bez harmonogramu, kraje UE transparentni

Tymczasem w Norwegii program zakupu nowych okrętów podwodnych 212CD był prowadzony jawnie – kontrakt podpisano w lipcu 2021 r., budowę czterech jednostek wspólnie z Republiką Federalną Niemiec rozpoczęto we wrześniu 2023 r., a harmonogram wdrożenia (pierwsza dostawa w 2029 r.) był komunikowany publicznie już podczas negocjacji.

To samo dotyczyło Holandii (program Walrus Replacement) gdzie proces również od początku cechował się przejrzystością – minister obrony dostarczył szczegółowe kryteria oceny ofert, a Trybunał Obrachunkowy (Court of Audit) ocenił, że decyzja została podjęta zgodnie z zasadami i właściwie przedstawiona parlamentowi.

KrajLiczba OPKontrakt (€)Szac. PLN
Holandia45,65  mld~25  mld
Niemcy/Norw.65,5  mld~24  mld
Niemcy (4)44,7  mld~21  mld
Indonezja21,85  mld~8–9  mld
Izrael33  mld~13  mld

Polska, będąc członkiem zarówno NATO i Unii Europejskiej, wyraźnie odstaje standardem jawności. W przeciwieństwie do na szych sąsiadów, nie opublikowano dotąd żadnego harmonogramu, nie ujawniono szczegółowych kryteriów wyboru, a także nie potwierdzono formalnego powołania zespołu odpowiedzialnego za przygotowanie rekomendacji.

To właśnie szczegółowe zobowiązania w zakresie transferu technologii decydują o tym, czy po zakończeniu programu Orka, Polska będzie zdolna samodzielnie serwisować pozyskane okręty, integrować nowe systemy uzbrojenia, szkolić załogi czy nawet produkować wybrane komponenty w kraju. Bez takich gwarancji uzależniamy się na dekady od zagranicznego dostawcy – technologicznie, operacyjnie i finansowo.

Cena ciszy: 500 zł od każdego podatnika za OP

Mówimy o inwestycji sięgającej około 20 mld złotych. Brak jawnych zapisów nie jest tu przypadkiem, lecz świadomą decyzją polityczną, technologiczną i finansową, której koszty w przyszłości poniesie polski podatnik. Dla porównania: to około 500 złotych z podatków każdego pracującego obywatela. Skoro chodzi o największy kontrakt okrętowy w historii Sił Zbrojnych RP, tym bardziej niepokoi fakt, że opinia publiczna wciąż nie zna nawet orientacyjnego harmonogramu, zakresu offsetu ani konkretnych zobowiązań ze strony potencjalnych partnerów.

Dlaczego szacunek na poziomie 20 mld złotych nie jest przesadzony? Ktoś zaraz zapyta: skąd Dasiewicz wziął taką kwotę? Już tłumaczę. Choć taka kwota może się wydawać liczbą z sufitu, to w rzeczywistości stanowi racjonalny punkt odniesienia, zwłaszcza gdy zestawić ją z danymi i analizami, jakie napływają od osób śledzących temat z bliska. Jeden z przyjaciół naszej redakcji, specjalista zajmujący się tematyką obronności, przygotował kompleksową kalkulację całkowitych kosztów programu Orka – uwzględniającą zarówno budowę okrętów, jak i szkolenie, uzbrojenie, komponent eksploatacyjny oraz ewentualny „gap filler”.

Twarde liczby, twarda logika

Szacunkowy koszt całkowity zakupu 3-4 nowych okrętów podwodnych przez Polskę – wraz z pełnym pakietem towarzyszącym – może wynieść od 5,5 do 8,5 miliarda euro, czyli około 25–39 miliardów złotych. Na ostateczną wartość kontraktu wpłyną szczegóły konfiguracji technicznej, zakres transferu technologii, komponent szkoleniowy, sposób finansowania oraz poziom zaangażowania polskiego przemysłu stoczniowego.

Największą część pakietu stanowi koszt samych okrętów – nowej generacji jednostek z napędem niezależnym od powietrza (AIP lub LODC), takich jak KSS-III, typ 212CD, Scorpène NG czy S-80 Plus. Koszt budowy trzech lub czterech takich jednostek może sięgnąć od 3,5 do 6 miliardów euro, w zależności od zakresu wyposażenia i poziomu lokalnej produkcji.

Do tego należy doliczyć koszt pakietu szkoleniowego obejmującego przygotowanie załóg i personelu technicznego, a także dostawę symulatorów operacyjnych i inżynieryjnych – łącznie szacowany na 350–700 milionów euro. Kolejne kilkaset milionów euro obejmie zapas środków bojowych, czyli nowoczesnych torped, min i – być może – rakiet manewrujących o ile zostaną zaoferowane i wybrane.

Nieodzownym elementem będzie również wieloletni zapas części zamiennych oraz komponentów eksploatacyjnych, którego wartość może przekroczyć 250–500 milionów euro. Jeśli Polska oczekuje budowy pełnej zdolności serwisowej (MRO – Maintenance, Repair, Overhaul) w krajowych stoczniach, konieczne będzie uwzględnienie kosztów transferu technologii, wyposażenia stoczni i przeszkolenia personelu – na poziomie kolejnych 300–600 milionów euro.

W przypadku zastosowania rozwiązania tymczasowego (gap filler), czyli wypożyczenia używanego okrętu wraz z komponentem szkoleniowym do czasu dostaw nowych jednostek, należy założyć dodatkowy koszt rzędu 100–300 milionów euro – w zależności od warunków leasingu oraz zakresu eksploatacji.

Podsumowując: jeśli Polska zdecyduje się na kompleksowe podejście typu “total package”, z pełnym transferem technologii i komponentem pomostowym, koszt programu może zbliżyć się do 8 miliardów euro. Wersja ograniczona – bez transferu technologii, bez gap fillera i z minimalnym offsetem – może zamknąć się w przedziale 4,5–5 miliardów euro, ale będzie znacznie uboższa pod względem korzyści bojowych.

Zegar tyka: harmonogram, którego nie ma

Od 2014 roku kolejne rządy obiecują nowe okręty podwodne. Był restart postępowania, potem konsultacje OPNT, teraz znów deklaracja: decyzja do końca 2025 roku. Tyle że wciąż nie wiemy, na jakich zasadach ta decyzja ma zapaść. Nie znamy kryteriów, nie wiemy, jakie zobowiązania mają przyjąć partnerzy, a dla podatnika to nadal jedna wielka niewiadoma. Na papierze wygląda to jak postęp, lecz w praktyce wszystko tonie w braku odpowiedzi. A zegar tyka. Im dłużej trwa cisza, tym mniej zostaje czasu na realne działania: budowę jednostek, szkolenie załóg, przygotowanie infrastruktury. Bez jasnych kryteriów, harmonogramu i decyzji MON coraz bliżej moment, w którym z planowanej współpracy zostanie tylko awaryjna opcja – leasing zagranicznych jednostek, bez transferu wiedzy i bez korzyści dla przemysłu.

Najpierw odpowiedzi, potem wybór

Więc czy naprawdę warto dziś „krzyczeć” na platformie X, że „czekamy na Orkę, Orka potrzebna natychmiast”, skoro nikt tak naprawdę nie wie, co się pod tym programem kryje? Napiszę to kolejny raz. Nie znamy szczegółów, nie mamy listy wymagań, nie wiemy, jak zostanie wybrany partner. Może zamiast domagać się szybkiej decyzji, lepiej najpierw wymagać konkretnych odpowiedzi od tych, którzy mają ją podjąć. Dopiero potem rozmawiajmy o wyborze, a na końcu – jeśli trzeba – róbmy ferment w sieci, kiedy będzie wiadomo, na czym stoimy.

Bo póki co, wygląda to trochę jak dziecko, które wbiega do sklepu i krzyczy, że chce lizaka, nie wiedząc nawet, jak on smakuje. To taka mała dygresja do kolegów z branży, którzy czasem – mam wrażenie – właśnie tak się zachowują.

Dlatego czas, by Sejmowa Komisja Obrony Narodowej wezwała przedstawicieli MON do ujawnienia szczegółowych założeń programu Orka. To parlament, nie resort, sprawuje kontrolę nad budżetem państwa. Brak jawności uderza nie tylko w obywatela, lecz także w konstytucyjną rolę Sejmu jako strażnika kontroli nad polityką obronną.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Jeden komentarz

  1. Czyli znany refren „króliczka goń, goń, goń”. Więcej ujawniają oferenci. Oferentów jest siedmiu. Do tej pory odwiedzono pięciu (bez Hiszpanii i Korei). Czy w sprawie czołgów, samolotów, śmigłowców i innego sprzętu do oferentów musi jeździć Bejda? Nie powinni być fachowcy i finansiści? Czy Bejda na wszystkim się zna? Obawiam się, że ten rząd również nie podejmie wiążącej decyzji Lobby „lądowe” w siłach zbrojnych jest nie do ruszenia. Na zorganizowanie 1 i 8 dywizji przecież potrzebne jest ok. 250-300 mld zł. Tych pieniędzy nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Orka może się iść bujać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Przyszłość rejsów wycieczkowych po 2026 roku: flota, porty, regulacje

    Przyszłość rejsów wycieczkowych po 2026 roku: flota, porty, regulacje

    Światowy rynek rejsów wycieczkowych wchodzi w kolejny etap rozwoju. Coraz większe jednostki stają się podstawą ofert największych armatorów, jednocześnie rośnie presja na ograniczanie emisji gazów cieplarnianych oraz dostosowanie floty do coraz bardziej restrykcyjnych regulacji. 

    Według portalu Criuse Industru News, po 2026 roku rynek rejsów wycieczkowych będzie musiał rynek rejsów wycieczkowych, pogodzić ambicje dalszej rozbudowy flot z wymogami administracyjnymi oraz oczekiwaniami pasażerów, dla których coraz większe znaczenie ma jakość produktu, a nie wyłącznie jego skala.

    Coraz większe jednostki na rynku rejsów wycieczkowych

    W nadchodzącej dekadzie statki wycieczkowe będą nadal zwiększać swoje rozmiary. Jednostki o pojemności przekraczającej 200 tys. GT staną się standardem w ofertach największych armatorów. Nowe, rekordowe statki wycieczkowe zapowiadają m.in. armatorzy tacy jak Norwegian Cruise Line, Carnival Cruise Line oraz Disney Cruise Line.

    Równolegle rozwijane będą sprawdzone serie dużych jednostek, takie jak klasa Icon w ofercie Royal Caribbean oraz klasa World należąca do MSC Cruises. Większa skala pozwala armatorom na rozbudowę oferty pokładowej oraz zwiększanie przychodów generowanych poza samą sprzedażą biletów.

    Większe jednostki a wymagania środowiskowe

    Rosnące rozmiary statków nie oznaczają rezygnacji z działań zmierzających do ograniczania ich wpływu na środowisko. Nowe jednostki projektowane są z myślą o spełnieniu przyszłych norm emisyjnych. Od 2026 roku około 65 % statków wchodzących do eksploatacji będzie zasilanych paliwami alternatywnymi, przede wszystkim LNG.

    W dalszej perspektywie armatorzy przygotowują się do wdrażania konstrukcji przystosowanych do zasilania metanolem, w ograniczonym zakresie również wodorem. Towarzyszą temu działania obejmujące ograniczanie stosowania produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, bardziej racjonalne gospodarowanie wodą oraz rozwój infrastruktury umożliwiającej zasilanie statków z lądu podczas postoju w portach.

    Coraz więcej portów w Europie i innych regionach świata inwestuje w rozwiązania pozwalające na wyłączanie siłowni okrętowych podczas postoju przy nabrzeżu.

    Nowe kierunki rozmieszczania floty

    Zmienia się również podejście do planowania tras. Jednym z wyraźnych trendów jest rozwój rejsów poza szczytem sezonu w basenie Morza Śródziemnego. Po największych artmatorach, takich jak Costa Cruises, MSC oraz Celebrity Cruises, także armatorzy z segmentu luksusowego rozszerzają swoją zimową obecność w regionie.

    Dotyczy to m.in. statków wycieczkowch Windstar CruisesOceania CruisesSilversea CruisesAzamara oraz Regent Seven Seas Cruises. Viking od lat utrzymuje rozbudowaną ofertę zimową zarówno w południowej, jak i północnej części Europy.

    W Stanach Zjednoczonych obserwowany jest powrót tradycyjnych portów bazowych, takich jak Filadelfia, przy jednoczesnym rozszerzaniu działalności w portach San Diego, Jacksonville, Norfolk oraz Mobile.

    Prywatne i ekskluzywne destynacje

    Coraz większą rolę w strategiach armatorów odgrywają prywatne destynacje, nad którymi operatorzy mają pełną kontrolę. Royal Caribbean Group planuje docelowo eksploatować ponad osiem wyłącznych miejsc postoju w Europie, na Karaibach, Pacyfiku oraz w Ameryce Południowej.

    Również Carnival Corporation intensywnie rozwija własne zaplecze lądowe. Wśród realizowanych projektów znajdują się Celebration Key, przebudowa Mahogany Bay w Isla Tropicale oraz dalszy rozwój kompleksu RelaxAway at Half Moon Cay.

    Dłuższe postoje w portach

    Kolejnym trendem jest wydłużanie czasu postoju w portach. W sezonie zimowym 2027–2028 Norwegian Cruise Line planuje rejsy, w których średni czas pobytu w porcie wynosić będzie 9,5 godziny, z dużą liczbą późnych wyjść oraz nocnych postojów.

    Zbliżone podejście prezentują programy Immersive Overnight oferowane przez Regent Seven Seas Cruises, zakładające nawet kilkudniowy pobyt w jednym porcie. Podobną strategię rozwijają także Princess, Azamara, Oceania, Atlas Ocean Voyages oraz Windstar.

    Podatki, opłaty i limity pasażerów

    Na kształt przyszłych tras coraz silniej wpływają lokalne regulacje. W wielu popularnych destynacjach wprowadzane są nowe podatki, opłaty portowe oraz limity liczby pasażerów, których celem jest ograniczenie presji turystycznej.

    Choć część rozwiązań już obowiązuje, większość nowych regulacji zacznie wchodzić w życie od 2026 roku. Dotyczy to m.in. Grecji, Norwegii, Hawajów, Islandii oraz Francji.

    Starsze jednostki schodzą z rynku

    Wraz z rosnącym znaczeniem jakości produktu starsze i mniejsze statki są stopniowo wycofywane z eksploatacji. W ciągu ostatnich pięciu lat Carnival Corporation pozbyła się ponad 20 jednostek, w tym Costa Fortuna oraz Seabourn Sojourn, sprzedanych w 2025 roku.

    Norwegian Cruise Line Holdings zapowiedziała pierwsze wycofania statków od ponad 15 lat, natomiast National Geographic-Lindblad Expeditions planuje zakończenie eksploatacji jednostek National GeographicSea Lion oraz National Geographic Sea Bird w 2026 roku.

    Koniec floty „w zawieszeniu”

    Tzw. flota „w zawieszeniu”, obejmująca statki pozostające poza eksploatacją po pandemii COVID-19, praktycznie znika z rynku. W 2025 roku większość takich jednostek znalazła nowych operatorów lub powróciła do regularnej służby.

    Przykładem jest dawna Costa Magica sprzedana chińskiemu armatorowi Tianjin Orient International Cruises, a także powrót do eksploatacji jednostek takich jak Ocean Victory oraz Ocean Adventurer.