Rosyjsko-Chińska Grupa Zadaniowa w pobliżu Alaski

Rosyjsko-Chińska Grupa Zadaniowa w pobliżu Alaski stawia pod znakiem zapytania globalne układy sił i zmusza Stana Zjednoczone do ponownego zastanowienia się nad strategicznym znaczeniem tego regionu. Jakie globalne konsekwencje niesie za sobą ten zaskakujący ruch.
W świetle najnowszych informacji o pojawieniu się rosyjsko-chińskiej Grupy Zadaniowej w pobliżu Alaski, warto przyjrzeć się temu zjawisku pod kątem globalnych działań obu krajów na arenie międzynarodowej. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie rutynowym patrolem, skrywa w sobie o wiele głębsze znaczenie, mające implikacje zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i dla światowego układu sił.
Alaska, z racji swojego strategicznego położenia, od dawna była uważana za kluczowy element w kwestiach obronnych USA. Jej położenie umożliwia szybki dostęp zarówno do Azji, jak i do Europy przez Arktykę. W obliczu rosnącej aktywności Rosji i Chin w regionie Pacyfiku, Alaska staje się punktem obserwacyjnym, z którego USA mogą monitorować wszelkie działania tych dwóch potęg.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/prezydent-andrzej-duda-z-wizyta-w-marynarce-wojennej-w-gdyni/
Nie można ignorować faktu, że rosyjsko-chińska współpraca nabiera coraz większego znaczenia. Jej zakres wykracza daleko poza typowe działania wojskowe. Wspólne ćwiczenia, wymiana technologii oraz rosnący handel pomiędzy oboma krajami wskazują na to, że obie strony dążą do głębszej integracji.
Pojawienie się rosyjsko-chińskiej Grupy Zadaniowej, liczącej 11 okrętów wojennych, w pobliżu Wysp Aleuckich na Alasce skłoniło dowództwo US Navy do wysłania czterech niszczycieli w ten rejon. Informacje te zostały potwierdzone przez CNN. W kontekście dynamicznie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, jest to zdecydowany sygnał dla Waszyngtonu. Zważywszy na jasno wyrażane ambicje Rosji i Chin w kwestii dominacji na arenie międzynarodowej, USA powinny zrewidować swoją strategię.
Warto podkreślić, że działania Rosji i Chin na arenie międzynarodowej nie ograniczają się tylko do działań w rejonie Alaski. Aktualnie Rosja prowadzi agresywne działania wojenne na terytorium bezbronnej Ukrainy, podczas gdy Chiny prężą muskuły w kierunku Tajwanu, dążąc do pełnej kontroli nad wyspą. Te dwie kwestie stanowią wyraz ambitnych aspiracji tych krajów do dominacji w swoich strefach wpływów i potwierdzają, że ich działania nie są przypadkowe, ale wynikają z przemyślanej strategii. Przy takim stanie rzeczy, pojawienie się rosyjsko-chińskiej Grupy Zadaniowej w pobliżu Alaski można interpretować jako kolejny krok w ich dążeniu do przemodelowania globalnego układu sił.
Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/nowoczesne-jednostki-patrolowe-opv-wloska-marynarka-wojenna-stawia-na-innowacje/
Region Pacyfiku staje się areną dla coraz liczniejszych działań wojskowych, nie tylko ze strony Rosji i Chin, ale także USA. Działania taktyczne, manewry oraz wspólne ćwiczenia stają się codziennością. W tym kontekście warto zastanowić się, jakie konsekwencje niesie za sobą ta wzmożona aktywność.
Region Pacyfiku staje się areną dla coraz liczniejszych działań wojskowych, nie tylko ze strony Rosji i Chin, ale także USA. Działania taktyczne, manewry oraz wspólne ćwiczenia stają się codziennością. W tym kontekście warto zastanowić się, jakie konsekwencje niesie za sobą ta wzmożona aktywność.
Rosyjsko-chińska Grupa Zadaniowa w pobliżu Alaski to nie tylko kwestia bezpośredniego bezpieczeństwa USA, ale również symptom globalnych przemian. Wzrost współpracy między Rosją a Chinami, strategiczna rola Alaski oraz dynamiczne zmiany na arenie międzynarodowej wymagają od państw takich jak USA i NATO gotowości do działania i przemyślanej strategii. Biorąc pod uwagę Rosję i jej problemy z brakiem nowoczesnych technologii morskich, sankcje nałożone przez większość krajów niezgadzających się z obecną polityką Moskwy, przestarzałą flotę oraz trudności w finansowaniu ambitnych projektów militarnych, stawianie czoła tym wyzwaniom wydaje się być trudne. Tymczasem, w porównaniu do rosnącej i coraz bardziej nowoczesnej floty chińskiej, rosyjska flota zdaje się być w roli drugoplanowej.
Autor: Mariusz Dasiewicz

Stocznia Szczecińska „Wulkan” i ekosystem przemysłowy

Stocznia Szczecińska „Wulkan” przestaje być kojarzona wyłącznie z wynajmem infrastruktury. Z deklaracji zarządu wynika, że zakład ma rozwijać się jako ośrodek produkcyjny oparty na partnerstwie z firmami prywatnymi, z jasno wskazanymi inwestycjami oraz ambicją realizacji jednostek „pod klucz” i stopniowego wejścia do łańcucha dostaw dla sektora zbrojeniowego.
W artykule
Stocznia Szczecińska „Wulkan” jako „rdzeń” ekosystemu
Do koncepcji Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” jako ośrodka skupiającego i porządkującego potencjał przemysłowy regionu wracamy po kilku miesiącach przerwy. To dobry moment, by przypomnieć założenia modelu, który od początku miał odróżniać szczeciński zakład od klasycznego obrazu stoczni funkcjonującej w oderwaniu od otoczenia gospodarczego.
Szczeciński zakład buduje swoją opowieść wokół prostego założenia: w realiach dzisiejszego rynku przewagę daje sieć kompetencji, nie sama powierzchnia nabrzeży. Zarząd stoczni wskazuje, że na jej terenie działa blisko 70 firm, zaś razem z podmiotami współpracującymi z zewnątrz ma to być około 100 przedsiębiorstw tworzących środowisko wykonawcze. Ten model ma pozwalać na realizację projektów w formule partnerskiej, co w praktyce ma wzmacniać zdolność do pełnej obsługi zleceń, od przygotowania po wykonanie.
W tym ujęciu zakłady stoczniowe ze Szczecina stają się organizatorem pracy przemysłowej, który porządkuje procesy, koordynuje dostęp do infrastruktury, pilnuje kosztów, po czym składa kompetencje wielu podmiotów w jedną ofertę rynkową. Taki przekaz dobrze promuje Szczecin jako miejsce, w którym „da się zbudować projekt”, nie tylko „da się go gdzieś ulokować”.
240 mln zł na infrastrukturę. Inwestycja, która ma zmienić skalę
W planach inwestycyjnych pada konkretna liczba: 240 mln zł środków przewidzianych na rozwój infrastruktury. Największy strumień finansowania, blisko 170 mln zł, ma zostać skierowany na dokończenie budowy doku pływającego dla Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia”. Zarząd opisuje tę inwestycję jako przejętą w stanie niedokończonym, bez zapewnionego finansowania na finalizację, mimo wydatkowania znacznej części wcześniejszego budżetu. Termin wskazywany w wypowiedziach to 2027 rok.
Równolegle zapowiadane są inwestycje w zwiększenie mocy produkcyjnych stoczni: nowe hale, rozbudowa placów produkcyjnych, unowocześnianie parku maszynowego oraz stanowiska robocze pozwalające przyspieszyć prace. W komunikacji promocyjnej ten wątek ma istotną wartość, ponieważ pokazuje, że zakład nie opiera się na jednorazowym „porządku”, tylko buduje narzędzia pracy pod wzrost wolumenu.
Offshore i konstrukcje dla innych stoczni. Dwa kierunki, jeden mianownik
Z zapowiedzi zarządu wynika, że „Wulkan” chce wzmacniać trzy piony działalności. Pierwszy obejmuje produkcję dla offshore, w tym na potrzeby morskich farm wiatrowych oraz sektora oil & gas. Drugi dotyczy konstrukcji okrętowych, rozumianych jako duże elementy kadłubów i nadbudówek wykonywane dla innych stoczni w Europie. Trzeci filar ma pozostać związany z udostępnianiem infrastruktury firmom prywatnym, tylko w formule bardziej uporządkowanej.
Wątek offshore jest ważny promocyjnie z dwóch powodów. Pokazuje stabilny rynek zamówień, pokazuje też logikę rozwoju kompetencji. Rynek wymaga konstrukcji złożonych, powtarzalnych, realizowanych w terminie, co wymusza porządek produkcyjny. Dokładnie to ma potwierdzać narracja o dyscyplinie kosztowej i kontroli realizacji.
Powrót do jednostek „pod klucz”. Stawiacz pław jako projekt otwierający
W promocji zakładu szczególnie nośny jest temat budowy stawiacza boi i pław dla Urzędu Morskiego w Szczecinie. W wypowiedziach zarządu projekt przedstawiany jest jako krok w kierunku jednostek specjalistycznych, realizowany w ścisłej współpracy z partnerami przemysłowymi działającymi w otoczeniu stoczni. Pada tam również określenie „próba generalna”, która ma sprawdzić zgranie kooperantów, koordynację procesów oraz zdolność do prowadzenia budowy w formule „na gotowo”.
Istotne jest także to, czego stocznia nie obiecuje. W przekazie nie ma ambicji wejścia w rynek masowców czy tankowców. Pojawia się natomiast segment jednostek specjalistycznych, gdzie liczy się integracja, precyzja wykonania i zdolność do seryjnego powtarzania zamówień. Zarząd mówi też o analizie kolejnych projektów tego typu oraz celu pozyskania 5–7 jednostek do budowy na ten rok.
Partner przemysłowy zamiast „stoczni od okrętów wojennych”
W komunikacji pojawia się także wątek wejścia do sektora obronnego, choć w jasno określonych ramach. Stocznia nie deklaruje budowy okrętów wojennych „od A do Z”. Zarząd wskazuje rolę partnera przemysłowego, który może wspierać głównych wykonawców, dostarczając kadłuby, sekcje, komponenty lub kompletne jednostki pomocnicze i zabezpieczające.
W tym kontekście pojawia się termin „dual-use”, użyty w znaczeniu konstrukcji mogących pracować w zastosowaniach cywilnych, choć w razie potrzeby spełniać funkcje wsparcia w strukturach obronnych. Zarząd podkreśla też potrzebę uzyskania certyfikatów, koncesji i pozwoleń, co porządkuje przekaz i ogranicza ryzyko zbyt daleko idących deklaracji.
Kadry. Szczecin ma fachowców, brakuje dopływu nowych
Promocja zakładów nie może pomijać ludzi. W wypowiedziach zarządu pada liczba około 250 zatrudnionych w samej stoczni, przy jednoczesnym wskazaniu, że na terenie zakładu pracuje ponad 2000 osób w firmach funkcjonujących w jego otoczeniu. Ten obraz dobrze pasuje do modelu „ekosystemu”, w którym kompetencje nie zniknęły po upadku dużych podmiotów, tylko rozproszyły się po prywatnych przedsiębiorstwach.
Zarząd podkreśla, że Szczecin dysponuje dziś realnym zapleczem kompetencyjnym w obszarze produkcji morskiej i offshore, opartym na doświadczeniu tysięcy specjalistów pracujących w lokalnym przemyśle. Równolegle prowadzone są rozmowy z uczelniami oraz samorządem, których celem jest systemowe wzmacnianie zaplecza edukacyjnego i szkoleniowego, tak aby w perspektywie kolejnych dekad zapewnić ciągłość kompetencji i stabilny rozwój przemysłu okrętowego w regionie.
Przekaz promocyjny, który się broni
Z przekazanych informacji układa się spójna narracja promocyjna, w której Stocznia Szczecińska „Wulkan” wraca do przemysłu stoczniowego poprzez kilka równoległych działań: uporządkowanie finansów i portfela kontraktów, inwestycje infrastrukturalne z dokiem pływającym dla „Gryfii” jako projektem o największej wadze, rozwój produkcji offshore oraz stopniową odbudowę kompetencji w zakresie jednostek specjalistycznych realizowanych w formule „pod klucz”. Najbliższe miesiące pokażą, czy przy utrzymaniu tego kierunku i stabilnym otoczeniu rynkowym model partnerski, oparty na szerokiej grupie firm działających w otoczeniu stoczni, pozwoli w Szczecinie zbudować realny i trwały potencjał produkcyjny – na wzór tego, jaki przez lata konsekwentnie wypracowała sobie Stocznia Crist z Trójmiasta.










